
Temat zrównania wieku emerytalnego w Polsce to polityczny gorący kartofel, który co kilka lat wraca na afisz, parzy każdego, kto go dotknie, a potem ląduje w zamrażarce. Teraz kurek pod garncem podkręciła ministra Pełczyńska-Nałęcz, sugerując konieczność zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Jak to zrobić?
Wypowiedź Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz 14 maja w radiowej Trójce to coś więcej niż tylko osobista opinia. To sygnał, że systemowa matematyka zaczyna wygrywać z politycznym PR-em. Bo problem jest i narasta. Wiek emerytalny kobiet można podwyższyć do męskiego, można obniżyć męski, albo spotkać się w połowie. Tylko kto za to zapłaci?
Wojna o wiek wybucha na nowo
System emerytalny to obecnie tykająca bomba. Kobiety żyją coraz dłużej, ale ich konta w ZUS świecą pustkami. Mężczyźni pracują dłużej, by... często nie dożyć pierwszej wypłaty.
Przez dekady tłumaczono, że 60 lat dla kobiet to nagroda za trud wychowania dzieci. Dziś, przy rekordowo niskiej dzietności, ten argument kruszeje. Czy podniesienie wieku kobietom to akt odwagi, czy polityczne samobójstwo?
Emerytalny ewenement Europy
W większości krajów UE wiek emerytalny jest równy. U nas 5 lat różnicy to świętość, której pilnuje każda ekipa rządząca. Jednak demografia zmusza nas do brutalnej szczerości: albo będziemy pracować dłużej, albo młode pokolenie zostanie przygniecione miliardami dopłat do ZUS.
Z pozoru 60 lat dla kobiet wygląda jak benefit. W rzeczywistości to dla wielu pań wyrok finansowy. Polski system emerytalny jest bezlitosny: wysokość świadczenia to po prostu suma wpłaconych składek podzielona przez statystyczną długość życia.
Mamy więc paradoks długowieczności: kobiety żyją średnio o 8 lat dłużej niż mężczyźni, ale krócej pracując, nie są w stanie wyrobić tyle składek, by mieć godne świadczenie. Przechodząc na emeryturę 5 lat wcześniej, tracą okresy, w których zarobki są zazwyczaj najwyższe, a procent składany na koncie ZUS pracuje najmocniej.
Efekt? Średnia emerytura kobiety jest o ponad 1000 zł niższa niż mężczyzny. Kobiety żyją dłużej, ale częściej w biedzie.
Perspektywa mężczyzn: dyskryminacja nad grobem?
Mężczyźni coraz głośniej mówią o dyskryminacji i mają ku temu twarde, statystyczne powody. W Polsce średnia długość życia mężczyzn to około 74-75 lat. Jeśli przechodzą na emeryturę w wieku 65 lat, cieszą się nią statystycznie przez 10 lat. Kobieta (wiek 60) cieszy się świadczeniem przez blisko 25 lat.
Wielu mężczyzn, zwłaszcza pracujących fizycznie, po prostu nie dożywa 65. urodzin. Z ich perspektywy system jest ustawiony tak, by wpłacali składki, z których potem korzystają głównie kobiety.
Zobacz także
Jakie są za i przeciw zrównaniu wieku emerytalnego?
Wiadomo, że podniesienie wieku pań, podniosłoby im świadczenia. Każdy rok pracy to ok. 8-10 proc. wyższa emerytura. Mielibyśmy też realną równość wobec prawa, zapisaną zresztą w Konstytucji. Dłuższa praca pań pozwoliłaby nieco zasypać dziurę w kasie ZUS.
Z drugiej strony wiemy, że kobiety wciąż wykonują większość nieodpłatnej pracy domowej. Babcie – emerytki opiekują się wnukami, umożliwiając młodym pracę. Organizmy pań są też przecie mocno obciążane ciążami i porodami (nawet jeśli rzadszymi).
Czy rodzenie dzieci to wciąż argument?
Tu dochodzimy do punktu bardzo niewygodnego. Faktycznie, kiedyś argument o 5 latach różnicy był niepodważalny: kobiety rodzą dzieci, zajmują się domem, szybsza emerytura to ich rekompensata.
Dziś wiemy, że świat się zmienia. Współczynnik dzietności w Polsce szoruje po dnie. Wiele kobiet decyduje się na jedno dziecko lub wcale. Czy kobieta, która nigdy nie rodziła, powinna mieć ten sam bonus co matka czwórki dzieci? No i jak nie skrzywdzić tych pań, które dzieci chciałyby mieć, ale nie mogą?
Z drugiej strony mamy zmiany społeczne. Coraz więcej ojców bierze urlopy ojcowskie i angażuje się w dom. Czy system powinien to dostrzegać?
Przeciwnicy zmian wskazują jeszcze na menopauzę i zmiany hormonalne, które mogą obniżać wydolność zawodową kobiet po 60-tce. Ale z drugiej strony dochodzą niemal równoważne kontrargumenty: przecież mężczyźni w wieku 60+ częściej zapadają na choroby krążenia i nowotwory, które ich eliminują z życia.
Co dalej? Scenariusz 62+
Ministra Pełczyńska-Nałęcz sugeruje coś, co mogłoby być politycznym kompromisem: spotkanie się w połowie.
Gdyby wiek dla obu płci wynosił np. 62 lub 63 lata, mężczyźni odczuliby ulgę, a kobiety – choć pracowałyby dłużej – miałyby szansę na godniejszą starość.
Polska jest jednym z ostatnich bastionów tak dużego zróżnicowania wieku w Europie. To relikt przeszłości, który paradoksalnie najbardziej uderza w kobiety, skazując je na niskie świadczenia. Jednak dopóki emocje i walka o głosy seniorów wygrywają z arkuszem kalkulacyjnym, będziemy świadkami odbijania piłeczki między ministerstwami.
