Przemysław Kral, byy szef upadłej giełdy kryptowalut Zondacrypto
Król kryptowalut pęka i chce sypać. Sensacyjny zwrot w aferze Zondacrypto Fot. mat. pras.

Ciekawe, ilu polityków i biznesmenów w Polsce nie przespało ostatniej nocy. Jak donosi "Rzeczpospolita", gdzieś nad Zatoką Perską doszło do tajemniczego spotkania zbiegłego prezesa Zondacrypto z prokuraturą. Gra toczy się o wolność dla Przemysława Krala i jednocześnie rozbicie domniemanego potężnego układu przestępczego.

REKLAMA

Afera Zondacrypto nabiera rumieńców. To ma być największy zwrot akcji w historii polskich skandali finansowych. Jak poinformowała "Rzeczpospolita", doszło do dyskretnego, ale przełomowego spotkania: szef giełdy kryptowalut Zondacrypto Przemysław Kral usiadł do rozmów z prokuratorem Markiem Wełną z Prokuratury Krajowej. Stawka tej rozgrywki jest ponoć najwyższa z możliwych – w grze pozostaje status świadka koronnego.

Król kryptowalut pęka. O co toczy się gra w aferze Zondacrypto?

Gdyby do tego doszło, człowiek, który kierował podmiotem odpowiedzialnym za wyprowadzenie co najmniej 350 milionów złotych i pokrzywdzenie 30 tysięcy Polaków, dostałby pełną bezkarność. W zamian musiałby jednak wydać wszystkich umoczonych w aferę: od prawdziwych mocodawców giełdy, przez mafijne zaplecze ze Wschodu, aż po polityków, którzy brali od niego pieniądze.

Przez długi czas Kral obierał zupełnie inną strategię – jeszcze wiosną giełda Zondacrypto odpowiadała na zarzuty pokazując adres z 4500 bitcoinami o wartości 330 milionów dolarów i mówiąc o "motywowanym politycznie ataku".

Dlaczego człowiek, który uciekł z Monako do Izraela a potem prawdopodobnie o wiele dalej, i teoretycznie jest chroniony przed ekstradycją, nagle postanowił iść na układ z polskim wymiarem sprawiedliwości?

Afera Zondacrypto: 350 milionów i 30 tysięcy oszukanych

Afera Zondacrypto (działającej wcześniej pod dobrze znaną marką BitBay) pękła śledczym w rękach 17 kwietnia, kiedy oficjalnie wszczęto postępowanie w sprawie oszustw wielkiej wartości oraz prania brudnych pieniędzy.

Premier Donald Tusk ujawnił, że poszkodowanych zostało co najmniej 30 tysięcy osób, a kwota strat – początkowo szacowana na 350 mln zł – stale rośnie. Giełda, która traci kolejne licencje (w tym kluczową w Estonii), przez lata budowała swój wizerunek za pomocą potężnego sponsoringu.

Logo platformy wisiało na koszulkach klubów piłkarskich, finansowano prawicową konferencję CPAC w Rzeszowie, a nawet Polski Komitet Olimpijski. Jak się okazało, trzej polscy medaliści Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie do dziś nie zobaczyli obiecanych przez giełdę nagród o wartości 950 tysięcy złotych. Ostatecznie PKOl podjął decyzję ws. nagród dla sportowców – komitet wypłacił premie w gotówce, zastępując bezwartościowe tokeny upadłej giełdy.

Ale pieniądze drobnych inwestorów to tylko wierzchołek góry lodowej.

Mroczne tło. Zaginiony twórca i mafia z Tambowa

To nie jest zwykła historia o upadku firmy z branży krypto. Rząd i śledczy twierdzą, że to mroczny kryminał, w którym trupy i zniknięcia są na porządku dziennym. Chodzi m.in. o zaginięcie Sylwestra Suszka. Twórca BitBaya zaginął bez śladu 10 marca 2022 roku. Po raz ostatni widziano go na terenie bazy paliwowej w Czeladzi.

Śledczy zwracają też uwagę na postać Mariana W. Wspomniana baza paliwowa należy właśnie do niego. Z ustaleń dziennikarzy i służb wynika, że to właśnie ten człowiek był faktycznym, pociągającym za sznurki szefem giełdy, a prezesi tacy jak Suszek czy później Przemysław Kral pełnili jedynie rolę "figurantów".

W tle pojawia się też rosyjski ślad: z raportu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) wynika, że gdy giełda miała problemy finansowe wokół 2018 roku, z pomocą pospieszyła jej... rosyjska mafia z Tambowa. Kral tłumaczył zresztą już wcześniej (tu wyjaśnialiśmy, czym jest bitcoin i jak bezpiecznie przechowywać kryptowaluty) – że to właśnie utrata kluczy prywatnych bywa gwoździem do trumny każdej giełdy.

Kiedy w kwietniu tego roku śledczy weszli do spółki, Przemysław Kral spakował walizki i ewakuował się z Monako do Izraela. Dzięki posiadaniu izraelskiego paszportu czuł się zabezpieczony przed polską ekstradycją. Jeśli teraz szuka kontaktu z prokuratorem Markiem Wełną – legendą walki z przestępczością zorganizowaną – może oznaczać to jedno: Kral wie, że w tym świecie paszport nie chroni przed wyrokiem ze strony własnych mocodawców lub ze strony prokuratury.

Polityczne zaplecze. Przelewy Zondacrypto tuż przed wetem Nawrockiego dla ustawy regulującej rynek

Najbardziej wybuchowym elementem układanki, który może wstrząsnąć polską sceną polityczną, są powiązania Zondacrypto z politykami. Służby specjalne ustaliły, że na przełomie października i listopada 2025 roku – dokładnie w momencie, gdy w Sejmie ważyły się losy rządowej ustawy uszczelniającej i regulującej rynek kryptowalut – z kont związanych z giełdą wypłynęły strumienie gotówki:

  • 450 tysięcy złotych trafiło na konto fundacji Instytut Polski Suwerennej, której prezesem jest Zbigniew Ziobro.
  • 70 tysięcy euro zasiliło fundację Dobry Rząd, na czele której stoi poseł Przemysław Wipler.
  • Niedługo potem prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zgłosił weto wobec ustawy o rynku kryptowalut, która miała ukrócić ten proceder. Premier Donald Tusk zapowiedział już trzecie podejście do przepisów.

    Pisaliśmy o tym, gdy rząd uderzył w rynek kryptowalut, zapowiadając tryb natychmiastowy i kary. Warto dodać, że na jaw wyszły też inne powiązania – opisywaliśmy, jak nowe oświadczenie majątkowe Zbigniewa Ziobry ujawniło, skąd polityk PiS brał pieniądze, a za jego kadencji w resorcie sprawiedliwości prokuratury prowadziły blisko 30 zwykle umarzanych postępowań powiązanych z Zondacrypto.

    Jeśli Przemysław Kral dostanie status świadka koronnego, zmiażdży linię obrony polityków gdy ujawni, za co naprawdę płynęły "darowizny" z Zondacrypto dla prawicowych polityków i kto inspirował torpedowanie unijnych i krajowych regulacji. Co ciekawe, sam Kral konsekwentnie zaprzeczał jakimkolwiek naciskom – w rozmowie z naTemat prezes Zondacrypto zapewniał: "nie znam Karola Nawrockiego, nie lobbowałem u niego".

    Szczyt ironii. Zondacrypto szkoliła policję

    W całej tej sprawie nie brakuje gorzkiego, wręcz kabaretowego akcentu. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" wyciągnęli na światło dzienne fakt, że w przeszłości pracownicy Zondacrypto – w tym sam zaginiony Sylwester Suszek – prowadzili oficjalne szkolenia dla polskich policjantów i prokuratorów. Uczyli polskich śledczych, jak działają mechanizmy przestępcze w świecie kryptowalut, pranie brudnych pieniędzy i cyfrowe oszustwa. Dziś ci sami śledczy muszą wykorzystać tę wiedzę, by dopaść swoich dawnych "nauczycieli".

    Decyzja o przyznaniu Kralowi statusu świadka koronnego będzie wywoływać ogromne kontrowersje – oznacza bowiem darowanie kar człowiekowi, który stał na czele machiny do czyszczenia kieszeni Polaków. Ale jeśli cena, jaką Kral zapłaci, obejmować będzie rozbicie mafijnego układu, wyjaśnienie losu zaginionego Suszka i wsadzenie na ławę oskarżonych korumpowanych polityków, prokuratura z pewnością się nie zawaha. Gra wchodzi właśnie w decydującą fazę.

    Sonda

    Czy Kral pokaże palcem polityków umoczonych w aferę Zondacrypto?

    306 odpowiedzi