
Atmosfera w polskich szpitalach robi się wyjątkowo gorąca. Podczas gdy kraj szumi o rekordowych zarobkach lekarzy, którzy w lipcu otrzymali podwyżki, jedna grupa pracowników placówek medycznych została zepchnięta na margines. W Gorzowie Wielkopolskim miarka się przebrała – załoga niemedyczna postanowiła walczyć z podwójnymi standardami i grozi protestem.
Na skutek wydarzeń wokół Szpitala Południowego w Warszawie uwaga opinii publicznej mocniej skupiła się na funkcjonowaniu lecznic w całej Polsce. Niemedyczni pracownicy Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego (WSW) w Gorzowie – m.in. księgowi, hydraulicy czy specjaliści z działu IT – mówią "dość" podwójnym standardom i bycia traktowanym jako pracownicy drugiej kategorii.
Tzw. ustawa podwyżkowa od 1 lipca gwarantuje wyższe stawki niemal wszystkim, pomijając właśnie ich. Pierwsza próba negocjacji z dyrekcją placówki zakończyła się jednak większym oburzeniem.
O co walczą pracownicy niemedyczni w Gorzowie?
Jak informuje Gazeta Lubuska, delegacja reprezentująca załogę szpitala opuściła salę negocjacyjną, nie kryjąc oburzenia postawą pracodawcy. Zamiast członków zarządu na rozmowy oddelegowano dyrektora ds. finansowych – osobę bez kompetencji decyzyjnych umożliwiających zawarcie porozumienia płacowego, a przy tym pełniącą funkcję skarbnika w innym związku zawodowym, zrzeszającym dyrekcję placówki (co w ocenie drugiej strony, czyni ją stronniczą).
Pracownicy administracji, pionu technicznego oraz obsługi odebrali to jako jawne lekceważenie. Związkowcy podkreślają, że ludzie ci zarabiają "rażąco mało", a na obiecane podwyżki wynagrodzeń czekają już od października 2025 roku.
Coroczna nowelizacja ustawy podwyżkowej zapewnia od 1 lipca wyższe pensje pracownikom medycznym oraz personelowi działalności podstawowej (w tym np. salowym). Poza nawiasem pozostaje jednak tzw. zaplecze, bez którego żaden szpital nie mógłby sprawnie funkcjonować.
Zobacz także
Systemowe pominięcie i sztuczne obniżanie kosztów
Ustawowe gwarancje płacy minimalnej nie obejmują działu Kadr, administracji czy IT. Co więcej, grupa ta otrzymuje wzrost wynagrodzeń z wielomiesięcznym opóźnieniem i bez należnego wyrównania od lipca. Ostatnim razem na obiecane pieniądze pracownicy musieli czekać aż 15 miesięcy.
W Gorzowie dochodzi do tego kolejny zarzut. Związkowcy twierdzą, że dyrekcja sztucznie obniża koszty, zatrudniając rejestratorki oraz sekretarki medyczne na stanowiskach referentów. Dzięki temu formalnie trafiają one do grupy administracyjnej, a nie do działalności podstawowej. W konsekwencji osoby wykonujące ramię w ramię te same obowiązki otrzymują drastycznie różne wynagrodzenia zasadnicze, co podkopuje poczucie wartości wykonywanej przez nich pracy.
Jeśli kolejne tury rozmów nie przyniosą przełomu, związkowcy zapowiadają zaostrzenie sporu i przejście do działań protestacyjnych.
Nie jest to problem wyłącznie gorzowski i pracowników wsparcia – od miesięcy branżą wstrząsają podwyżki dla lekarzy od lipca i pusta kasa NFZ. Na barykady wchodzą także lekarze, a szpitale muszą znaleźć na podwyżki środki we własnych budżetach.
Źródło: Gazeta Lubuska.






