stacja paliw
CPN już nie pomaga. Za litr paliwa zapłacimy 10 zł Foto: shine.graphics/Shutterstock

Czy za litr benzyny zapłacimy wkrótce 10 zł? To bardzo możliwe, gdyż sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostaje mocno napięta, co napędza wzrost cen ropy. Polski rząd nie może już sobie pozwolić na dalsze dotowanie programu CPN.

REKLAMA

Przez ostatnie miesiące ceny benzyny w Polsce były sztucznie obniżane przez rządowy program CPN (skrót od: Ceny Benzyny Niżej), który został jednak zakończony. W tle obserwujemy dalsze napięcia na Bliskim Wschodzie, które sprawiają, że za litr paliwa możemy wkrótce zapłacić parę złotych więcej niż obecnie.

CPN, czyli zaniżmy cenę paliwa

Słynny program rządowy zakładał obniżenie z 23 proc. do 8 proc. stawki VAT na benzyny i olej napędowy. Zmniejszało to kwotę, jaką musieliśmy zapłacić za paliwo na stacjach benzynowych, ale jednocześnie malały też wpływy z VAT-u do budżetu państwa. Przy obecnym deficycie, wynoszącym ponad 141 mld zł, nie da się takiego programu utrzymywać w nieskończoność.

Alternatywą był pomysł podatku od ponadprzeciętnych dochodów, tzw. windfall tax, który miał objąć producentów i importerów paliw, którzy zarejestrowali szczególnie wysokie zarobki od momentu wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie. Na to rozwiązanie nie wyraził jednak zgody prezydent Karol Nawrocki, który skierował ustawę, którą miano wprowadzić daninę, do Trybunału Konstytucyjnego.

Rząd jednak się nie poddaje i ma wkrótce przedłożyć nowy projekt, o czym w Radiu ZET mówił w sierpniu minister energii Miłosz Motyka.

– Uważam, że warto podejść do tej kwestii jeszcze raz, uwzględniając pewnie niektóre związane kwestie, które podniósł pan prezydent w swojej decyzji – tłumaczył.

Nie podatkiem to dywidendą

Rządzący mają jeszcze plan B. Jak przekazali minister finansów Andrzej Domański oraz minister aktywów państwowych Wojciech Balczun rząd będzie chciał zwiększyć wpływy z dywidend od kontrolowanych przez siebie spółek.

– Będziemy prowadzili aktywną politykę dywidendową. (...) Spodziewamy się zdecydowanie większych wpływów dywidendowych w przyszłym roku, ale z zachowaniem absolutnie stabilnego, niezakłóconego funkcjonowania spółek i realizacji ich strategicznych celów. Dbamy o interes akcjonariuszy, również akcjonariuszy prywatnych – powiedział Balczun.

Nie miejmy jednak złudzeń: nie o inwestorów prywatnych tu chodzi, a o wpływy z dywidendy, które mogą trafić do budżetu. Skarb Państwa posiada 49,4 proc. udziałów w paliwowym gigancie, więc ten ostatni także i jemu wypłaca finansowy bonus. Łukasz Prokopiuk, analityk DM BOŚ, w rozmowie z Interią powiedział, że "możemy to rozumieć tak, że choć rządowi na razie nie udało się wprowadzić podatku od nadzwyczajnych zysków, to właśnie wyższa dywidenda przynajmniej w części zrekompensuje tę 'stratę'".

Bliski Wschód w ogniu

Prawda jest jednak taka, że bez zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie i ustabilizowania sytuacji na rynku ropy nic na dłuższą metę nie powstrzyma wzrostów na rynku "czarnego złota". W czasie środowej sesji za jedną baryłkę ropy Brent płacono już 94,2 dol. Rekord, na poziomie nieco ponad 114 dol., zarejestrowano w maju. Dla kontekstu: na samym początku roku cena baryłki wynosiła trochę ponad 60 dol.

Paradoksalnie na tej sytuacji korzysta polski czempion. Orlen zyskuje na giełdzie dzięki wojnie – rosnące ceny surowca bezpośrednio przekładają się na marże rafineryjne spółki.

Sama sytuacja na Bliskim Wschodzie nie pomaga. W ostatnich dniach doszło do kolejnej wymiany ogniowej na linii USA-Iran. Teheran kontroluje Cieśninę Ormuz i stara się przepuszczać przez nią tylko te tankowce, które uzyskają od niego zgodę. Inne atakuje. Tym wszystkim zmniejsza globalną podaż ropy, co przekłada się na wzrosty cen.

Same USA nie chcą zrobić kroku w tył. I to mimo tego, że nie potrafią wygrać tej wojny. Nie pomogły działania militarne, ani sankcje gospodarcze. Mało tego, te pierwsze sprawiły ponoć, że Pentagon zużył niebezpiecznie dużo pocisków, w tym do obrony przeciwlotniczej, co zmniejsza bezpieczeństwo wszystkich sojuszników Ameryki. Biały Dom nie może jednak się poddać, gdyż będzie to jasny sygnał dla jego geopolitycznych rywali, świadczący o wyraźnym osłabieniu mocarstwa.

Jeżeli konflikt będzie trwał dalej, będziemy obserwować dalsze skoki cen ropy, a tym samym cen paliwa na stacjach benzynowych, co będzie przekładało się na inflację. Nawet uspokojenie sytuacji może jednak nie uratować w pełni naszych budżetów domowych. Iran – czując się największym wygranym wojny – może na stałe wprowadzić system opłat tranzytowych, które będą płaciły firmy transportujące ropę przez Cieśninę Ormuz.

W tej sytuacji polski gigant stara się zabezpieczyć własne dostawy. Jak pisaliśmy na InnPoland, Orlen zaleje rynek własną ropą, gdyż spółka prowadzi prace wydobywcze nie tylko w Norwegii, ale też w Pakistanie, Kanadzie i Libii. Pytanie, na ile uratuje to sytuację polskiego konsumenta.

Sonda

Czy wojna na USA-Iran zakończy się w tym roku?

... odpowiedzi

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady inwestycyjnej, rekomendacji ani sugestii nabycia lub zbycia jakichkolwiek instrumentów finansowych. Przedstawione treści opierają się na publicznie dostępnych informacjach i nie uwzględniają indywidualnej sytuacji finansowej czytelnika. Decyzje inwestycyjne podejmujesz wyłącznie na własne ryzyko. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie niniejszego materiału. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnych zalecamy konsultację z licencjonowanym doradcą inwestycyjnym.