Żołnierz NATO, Donald Trump
USA dzielą sojuszników NATO. Polska może na tym skorzystać. Foto: Mason Lawrence, Karlis Dambrans/Shutterstock

Z doniesień medialnych wynika, że Biały Dom miał podzielić sojuszników NATO na tych posłusznych i niepokornych. Okazuje się, że Polska znajduje się w tej pierwszej grupie. Jak nasz kraj może skorzystać na fochach prezydenta USA Donalda Trumpa i co to oznacza dla polskiej gospodarki?

REKLAMA

Jeżeli wierzyć "Politico", władze USA dzielą już członków NATO na lepszych i gorszych. Sortowanie to reakcja na zachowanie poszczególnych krajów w obliczu ataku USA i Izraela na Iran. Okazuje się, że tym razem Polska może na podziale Zachodu zyskać. Przynajmniej chwilowo.

NATO, czyli sojusz obronny. USA dzieli kraje na te lepszego i gorszego sortu

Najpierw nieco historii. NATO (Sojusz Północnoatlantycki) powstało 4 kwietnia 1949 roku w Waszyngtonie. Była to odpowiedź państw zachodnich na rosnące napięcia po II wojnie światowej oraz zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego.

Początkowo NATO liczyło 12 państw (m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Kanada), a jego głównym fundamentem był artykuł 5 traktatu, który mówi, że atak na jedno państwo jest traktowany jako atak na wszystkie, zobowiązując sojuszników do pomocy zaatakowanemu.

W czasie zimnej wojny NATO było przeciwwagą dla Układu Warszawskiego. Jednak po jego upadku w 1991 roku nie zostało rozwiązane, wręcz przeciwnie: zaczęło się rozszerzać na Europę Środkowo-Wschodnią. Zabiegały o to same państwa regionu, które wolały się znaleźć w zachodniej strefie wpływów.

Polska dołączyła do NATO 12 marca 1999 roku. Razem z nami zrobiły to Czechy i Węgry. Moment ten nie był przypadkowy: dyplomacja regionu wykorzystała ówczesny kryzys w Rosji, która nie była wtedy w stanie przeciwstawić się rozszerzaniu Sojuszu na wschód. Będzie to miało spore konsekwencje. O tym jednak za chwilę.

NATO jest ważne, ale dlaczego?

NATO to system win-win. Europie zapewnia bezpieczeństwo i stabilność, gdyż zniechęca potencjalnych agresorów. Jego istnienie sprawiło też, że kraje regionu mogły skoncentrować się na integracji politycznej, rozwoju gospodarczym i polityce socjalnej (swego czasu można było solidnie "ściąć" wydatki na wojsko).

Nie było jednak tak, że dla Stanów Zjednoczonych, które posiadają najmocniejszą armię Sojuszu, NATO stanowiło tylko koszt, czy wręcz pewien rodzaj dobroczynności. Dzięki niemu USA utrzymały swoje wpływy w Europie i kontrolują regionalne szlaki handlowe. Do tego mogą wywierać na rządy swoich aliantów naciski, np. negocjować lepsze warunki dla swoich korporacji.

Trump wchodzi i wszystko rozwala?

Nagle jednak w TEJ historii pojawia się prezydent Donald Trump, który ogłasza, że USA nie potrzebują NATO, mogą nawet je porzucić. Czy ktoś tu oszalał? Nie.

Po kolei jednak. Niedawno amerykański prezydent ogłosił, że jego kraj może wyjść z NATO. Do tego teraz, jak podało w tym tygodniu "Politico", jego ludzie przygotowali dwie listy: "pokornych" członków Sojuszu i tych bardziej niezależnych. W gronie tych pierwszych mają być Polacy i Rumuni, drugim: m.in. Hiszpanie, Brytyjczycy i Francuzi.

Biały Dom dokonał podziału wedle prostego kryterium: które kraje wsparły Waszyngton w czasie ataku na Iran. Przykładowo, "pokorna" Rumunia udostępniła Amerykanom port lotniczy Mihail Kogălniceanu. Z kolei "niepokorna" Hiszpania zachowała się zgoła inaczej: zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla zmierzających do Iranu amerykańskich samolotów.

Jakie kary mogą spotkać tych niepokornych członków NATO? Zapewne nieszczególnie duże, ale właśnie powstała szansa dla Polski: USA mogą relokować swoje wojska w regionie i zwiększyć swoją obecność w naszym kraju. Oczywiście kosztem "buntowników".

Na to nałożyć mogą się inne korzyści: technologiczne, czyli dostęp do nowoczesnego sprzętu i technologii wojskowej. Polska mogłaby również stać się kluczowym partnerem USA w Europie Środkowo-Wschodniej. W skrajnym przypadku powrócić może koncepcja budowania Międzymorza, czyli związku państw Europy Środkowo-Wschodniej, który ściśle współpracowałby z Amerykanami i stanowił silną, "prawą" flankę NATO.

W co gra Trump sortując członków NATO?

Ogólnie jednak dzielenie NATO nie jest w interesie Polski, gdyż może zostać wykorzystane przez Rosję, która dołączenie swoich byłych satelitów do Sojuszu interpretuje jako "zdradę". Rozłam mogłaby potraktować jako zachętę do sprawdzenia, jak mocno USA będą bronić partnerów i zaatakować np. kraje bałtyckie, co z pewnością wciągnęłoby nas w wojnę.

Nie byłoby to jednak też w interesie Białego Domu, gdyż otworzyłoby dla USA nowy front. I to w sytuacji, gdy wojna USA przeciw Iranowi wbrew buńczucznym zapowiedziom Amerykanów nie skończyła się ich błyskawicznym zwycięstwem (a jak dotąd zwycięstwem jako takim).

W co więc gra Trump? Dlaczego straszy "niegrzecznych" członków NATO? Wiele wskazuje na to, że prezydent USA chce, by Sojusz wziął na swoje barki obronę Europy. Tak, umowa zawarta w 1949 roku może zostać poważnie zmieniona!

Mimo powszechnej krytyki, lider republikanów wcale nie oszalał: USA tracą swoją pozycję hegemona. Co prawda, poradziły sobie ze słabym reżimem w Wenezueli, ale z Iranem nie poszło już tak łatwo. Nie zdołały, jak początkowo zapowiadały, postawić na czele tego państwa proamerykańskich polityków. Mało tego, nie dały nawet rady przełamać blokady Cieśniny Ormuz.

Możliwe więc, że przygotowanie się do samodzielnej obrony Starego Kontynentu przez europejskie kraje NATO powoli staje się koniecznością. Polska w takiej sytuacji powinna starać się "wycisnąć" z USA, ile tylko się da, m.in. próbować zwiększyć obecność amerykańskich żołnierzy do maksimum, a nawet sprawić, by stacjonowali u nas na stałe (dziś pełnią służbę rotacyjną).

Trump kontra NATO. Dylemat Warszawy

Polska nie może pozwolić sobie na całkowite uzależnienie od jednego partnera i ignorowanie relacji z innymi członkami NATO. Nadmierne przechylenie się w stronę Stanów Zjednoczonych mogłoby w dłuższej perspektywie osłabić naszą pozycję w Europie i ograniczyć pole manewru w polityce zagranicznej. Dlatego kluczowe staje się prowadzenie polityki pragmatycznej: korzystanie z okazji do wzmocnienia bezpieczeństwa i potencjału militarnego, ale bez palenia mostów z innymi sojusznikami.

Krótkoterminowo możemy zyskać na napięciach wewnątrz NATO: przede wszystkim poprzez zwiększenie obecności wojskowej USA, dostęp do nowoczesnych technologii oraz wzmocnienie swojej roli w regionie. Jednak długofalowo podział Zachodu stanowi zagrożenie, które może osłabić cały system bezpieczeństwa.

Najbardziej opłacalną strategią pozostaje więc umiejętne balansowanie: wzmacnianie relacji z USA przy jednoczesnym utrzymaniu jedności sojuszu i dobrych stosunków z europejskimi partnerami.