Płacenie za obiad na stołówce.
Różnice w cenach na szkolnych stołówkach potrafią być drastyczne. Fot. godongphoto/Shutterstock

Od września na stołówkach szkolnych obowiązują nowe zalecenia Ministerstwa Zdrowia. Choć na talerzach dzieci miało być zdrowiej, rodzice odczują zmiany przede wszystkim w swoich portfelach.

REKLAMA

Wraz z początkiem nowego roku szkolnego na stołówkach zaczęły obowiązywać nowe zalecenia Ministerstwa Zdrowia. Głównym założeniem zmian jest promowanie zdrowego stylu życia i zwiększenie udziału produktów roślinnych w diecie dzieci. Dla wielu osób samo to jest problemem. Namacalnym efektem okazał się za to wzrost cen posiłków.

Skok cen i kosztowne inwestycje

Każdy, kto stosuje zamienniki mięsa, nie powinien być zaskoczony: one kosztują więcej. W szkolnych stołówkach wzrost cen jest jednak jeszcze większy, od kilku złotych do nawet 20 zł dziennie. Dziennik "Dziennik Gazeta Prawna" szacuje, że miesięczny koszt żywienia jednego dziecka może sięgnąć 400 zł. To kolejna pozycja w budżecie rodzica, który we wrześniu i tak liczy, ile kosztuje wyprawka szkolna 2026. Natomiast samorządy i dyrektorzy placówek zostali zmuszeni do renegocjacji umów z firmami cateringowymi oraz inwestowania w sprzęt.

Przykładowo w Łowiczu cena posiłku wzrosła z 6 zł za jednodaniowy obiad do planowanych 10 zł za zestaw dwudaniowy. Jedna ze szkół po audycie musiała zakupić piec konwekcyjno-parowy.

Zgodnie z intencją przepisów rodzice powinni płacić wyłącznie za produkty (tzw. "wsad do kotła"), podczas gdy koszty przygotowania i obsługi pokrywa szkoła. W przypadku usług cateringowych zasady te nie są jednak precyzyjnie uregulowane, co prowadzi do rozbieżności.

Różnice w cenach między szkołami

W kieszenie rodziców uderza brak jednolitych stawek. W warszawskiej Szkole Podstawowej nr 234 za dwudaniowy zestaw w abonamencie trzeba zapłacić 17 zł, a bez abonamentu 20 zł. Przy 20 dniach nauki różnica pomiędzy obiadem za 5,50 zł a takim za 20 zł oznacza już odpowiednio 110 i 400 zł miesięcznie.

Zjawisko widać w całym kraju – w jednej szkole kilka złotych, w innej kilkanaście, choć na talerzu ląduje podobny posiłek.

Niektóre podwyżki wynikają z przerzucenia na rodziców kosztów cateringu. Koszty utrzymania stołówek w całości spoczywają na gminach. Inny problem, jak podaje Katarzyna Maciąg, prezeska zarządu Kooperatywy Żywnościowej "Dobrze", to wprowadzenie zmian jadłospisu bez przygotowania w kuchni. Małgorzata Węgiel-Wnuk z Urzędu Miejskiego w Bytomiu wskazuje, że zmiana wymogów powinna iść w parze ze zmianą całego systemu finansowania.

Nie da się powiedzieć, że podwyżki są prostym skutkiem nowych zasad. Świeże produkty wymagają więcej pracy, czasem potrzebny jest nowy sprzęt, ale firmy cateringowe mogą też potraktować nowe wymagania jako pretekst do podniesienia cen. Największa rezerwa oszczędności jest dziś w szkolnych koszach. Szacuje się, że w stołówkach może marnować się nawet połowa przygotowywanego jedzenia. Ograniczenie strat pozwala finansować lepszą jakość bez dużego wzrostu ceny posiłku. Są stołówki, które podniosły jakość bez znaczących podwyżek. Zadziałało połączenie nowych jadłospisów ze szkoleniem personelu, edukacją dzieci i rodziców oraz ograniczeniem marnowania żywności.

Katarzyna Banul-Wójcikowska

ekspertka ds. polityk żywnościowych, Instytut Strategii Żywnościowych "Grunt"

Kontrowersje z roślinnym menu w szkołach

Nowe wymagania obowiązujące od 1 września 2026 kładą większy nacisk m.in. na obecność w szkolnych posiłkach warzyw i owoców, produktów sezonowych i roślin strączkowych. Co najmniej raz w tygodniu ma pojawić się potrawa oparta na nasionach roślin strączkowych, a w jadłospisie określono również zasady dotyczące m.in. ryb, mięsa czy zawartości cukru.

Zmianę źle przygotowano i źle zakomunikowano. Zamiast rozmowy o zdrowiu dzieci powstał spór o "dietę planetarną", a koszty niedostatecznego przygotowania stołówek mogą dziś odczuwać rodzice. Bezmięsny obiad może być tańszy niż mięsny. Trzeba jednak umieć go dobrze ugotować. Same wytyczne nie zastąpią dobrych szkoleń personelu i sprawdzonych receptur.

dr Ruta Śpiewak

socjolożka, badaczka w Instytucie Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN

Emocje po stronie dorosłych sięgnęła zenitu jeszcze przed 1 września – nasz publicysta pisał wprost, że histeria z roślinnym obiadem w szkole rozminęła się z faktami, bo bezmięsne dania od dawna są w jadłospisach stołówek.

Nowe rozporządzenie objęło zresztą nie tylko kuchnie, ale i sprzedaż na terenie placówek – choć akurat automaty z kawą w szkołach ocalone pokazują, że część pierwotnych zakazów udało się branży wynegocjować.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna