Dwie dziewczynki z plecakami trzymające się za ręce.
W szkołach prywatnych ludzie szukają poczucia sprawczości i wolności. fot. Rawpixel.com / Shutterstock

Szkolnictwo niepubliczne to dla wielu wciąż fanaberia dla bogatych albo placówka dla "nadwrażliwych" dzieci. Tymczasem w rankingach szkoły prywatne często stoją wysoko, oferując mniejsze grupy i indywidualizację pracy, której brakuje w niedofinansowanej szkole publicznej. – Najważniejsze jest odejście od anonimowości ucznia, która często charakteryzuje molochy edukacyjne i szybszy czas reakcji, gdy pojawia się potrzeba działania – mówi w rozmowie z InnPoland Marcin Rozmarynowski, pedagog i dyrektor Akademii Dobrej Edukacji w Gdańsku.

REKLAMA

Agnieszka Porowska: Jestem ze średniej wielkości miasta. Gdy rozmawiam z osobami z pokolenia moich rodziców, większość jest zdziwiona, że szkolnictwo niepubliczne stoi tak wysoko w rankingach.

Marcin Rozmarynowski: Na początek trzeba podkreślić: szkoły niepubliczne są tak samo różnorodne, jak szkoły publiczne. I w bardzo różnych obszarach się specjalizują. Te wyścigowe walczą o doskonałe wyniki z egzaminów. Dla innych sukcesem będzie spokojny, zrównoważony rozwój dzieci bez presji osiągnięć.

Szkoły niepubliczne powstają zazwyczaj w wyniku lokalnych potrzeb, a nie na przykład jako sposób na gromadzenie kapitału. Częstym zjawiskiem jest to, że w danej miejscowości albo dzielnicy brakowało szkoły lub sami rodzice założyli szkołę, bo chcieli mieć po prostu lepsze warunki edukacji dla swoich dzieci.

Warto dodać, że pierwsze szkoły niepubliczne powstawały właściwie bez żadnego finansowania, często w prywatnych mieszkaniach, oddolnie, społecznie.

Co to znaczy "lepsze warunki edukacji"?

Najważniejsze jest odejście od anonimowości ucznia, która często charakteryzuje molochy edukacyjne i szybszy czas reakcji, gdy pojawia się potrzeba działania. Szkoły niepubliczne są też często bardziej demokratyczne. Ludzie szukają w nich większej podmiotowości, poczucia sprawczości i wolności.

I ta wolność nie jest rozumiana jako bunt wobec systemu. Raczej polega na tym, że uczniowie mają realny wpływ na ścieżki swojego szeroko rozumianego rozwoju.

Niektórzy wydają nawet 15 tys. miesięcznie na szkołę swojego dziecka. Dlaczego rodzice są w stanie aż tak się poświęcić?

Mówi pani o bardzo wąskim procencie osób – takich szkół w Polsce jest naprawdę niewiele. To raczej wyjątek niż reguła. Zdecydowana większość szkół niepublicznych jest po prostu dużo tańsza. Ich popularność nie wynika więc z potrzeby bycia w elitarnym środowisku, tylko z tego, że rodzice szukają dla swoich dzieci bardziej dopasowanego życia szkolnego.

Konkretnie: w czym jest lepsza szkoła niepubliczna od publicznej?

Szkoły niepubliczne mają zazwyczaj mniejsze grupy i są w ogóle mniejszymi placówkami. Dzięki temu istnieje możliwość budowania lepszych relacji z dzieckiem. Indywidualizacja pracy, personalizacja, budowanie umiejętności społecznych, kompetencji miękkich czy pracy projektowej – jest tam po prostu dużo łatwiejsza. To kwestie budowania relacji i wsparcia emocjonalnego są dla wielu rodziców priorytetowe, nie stopnie.

Szkoły prywatne mają większe zaplecze psychologów i pedagogów specjalnych – to ważne biorąc pod uwagę narastające trudności w zakresie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Coraz więcej mamy różnego rodzaju diagnoz poradni pedagogiczno-psychologicznych, zwiększa się świadomość dotycząca spektrum autyzmu. Szkoły niepubliczne mają większe zasoby i możliwości, żeby zadbać również o takie dzieciaki.

Błędem jest przeświadczenie, że szkoły płatne są z założenia szkołami walczącymi o wysokie wyniki na egzaminach. Zresztą wystarczy spojrzeć na różnego rodzaju rankingi. Te na poziomie szkół podstawowych często są wymieszane: publiczne z niepublicznymi. Jeżeli chodzi o licea, to zawsze dominują te publiczne.

Ubolewam oczywiście nad tym, że niedofinansowanie szkolnictwa publicznego uniemożliwia zapewnienie pełnego wsparcia wszystkim dzieciom, które tego potrzebują. Ale dopóki tak będzie – temu odpływowi uczniów do szkół niepublicznych nie ma się co dziwić.

A w czym szkoła niepubliczna jest gorsza?

Nie ma jednej dobrej szkoły dla wszystkich. Uczniowie mają bardzo różne potrzeby i dla części z nich szkoła niepubliczna – ze swoimi metodami pracy czy często mniej formalną strukturą – może być po prostu mniej odpowiednia niż szkoła publiczna. Ta z kolei daje często jasne zasady, strukturę i system pracy. No i jest bezpłatna, co ma duże znaczenie.

Warto też pamiętać o tradycji i prestiżu wielu publicznych liceów, techników i szkół podstawowych, które od lat budują swoją renomę. To ich wielka wartość.

A czy nie jest tak, że w prywatnej szkole kupuje się nie tylko wiedzę, ale też sieć kontaktów społecznych? Czy dziecko ze "zwykłej" szkoły ma szansę w przyszłości konkurować na rynku pracy z kimś kto od 7. roku życia budował relacje z dziećmi prezesów, lekarzy i prawników?

Szkoła to tylko część życia dziecka. Nieskończenie większy wpływ na sieć kontaktów, na takie relacje, które później ułatwiają wchodzenie na jakieś wyższe szczeble na rynku pracy, ma kapitał kulturowy i ekonomiczny rodziny, a nie sama szkoła.

W szkołach publicznych rodzice z wysokim kapitałem ekonomicznym również zapewniają swoim dzieciom dodatkowe możliwości rozwoju: szkoły muzyczne, korepetycje, prestiżowe kursy językowe, zajęcia sportowe czy regularne wyjazdy. Tam też buduje się sieci społeczne. Nierówności społeczne i podziały w szkołach publicznych w obrębie jednej klasy również potrafią być ogromne.

W mojej ocenie pytanie, czy szkoły niepubliczne powiększają nierówności społeczne, warto pogłębić innym pytaniem: jak sprawić, by wysoka jakość edukacji była po prostu dostępna szerzej?

Dalsza część tekstu poniżej.

Jak może wpływać na dziecko i jego postrzeganie świata długotrwałe przebywanie w środowisku, gdzie wszyscy mają pieniądze?

Koniec końców wszystko się rozbija o zespół ludzi i wartości, które wyznaje szkoła. Każda szkoła powinna dbać o kręgosłup moralny młodego człowieka, o budowanie poczucia własnej wartości z jednoczesnym poszanowaniem różnorodności.

Szkoły niepubliczne zadają cios szkołom państwowym?

Nie. Wydaje mi się, że jest odwrotnie. Na poziomie samorządowym sporo jest takich podprogowych komunikatów wymierzonych przeciwko szkolnictwu niepublicznemu. To takie trochę odwracanie kota ogonem: w złym świetle postawić jednych, tym samym wybielając drugich. A to nie poprawia przecież jakości szkół publicznych.

Gdyby szkoły publiczne były znacznie lepiej dofinansowane i gdyby nauczyciele w nich zatrudnieni zarabiali więcej, przy okazji mając większą autonomię, to te różnice nie byłyby aż tak duże.

To jak jeszcze je zmniejszać?

Poza wspomnianym większym finansowaniem sektora publicznego – poprzez współpracę. Jakiś czas temu wraz ze Stowarzyszeniem Dobra Edukacja i Fundacją PZU realizowaliśmy ciekawy projekt "Dlaczego chcieliśmy zmieniać świat? Historie twórców szkół z lat 1989–1995". Założyciele szkół opowiadali w nim o początkach swoich placówek: dzięki temu można było zobaczyć, jak wiele różnego rodzaju metod i innowacji, które dziś stosowane są w szkołach publicznych, jak np. praca projektowa, wyrosły na gruncie szkół niepublicznych.

Szkoły niepubliczne są takim laboratorium zmian edukacyjnych i wiele rozwiązań tam wypracowanych przenika później do edukacji publicznej. W przyszłości mam nadzieję na pogłębianie współpracy między sektorem publicznym i niepublicznym, a nie na odgórne podsycanie rywalizacji. Wszystkie szkoły powinny być "instytucjami uczącymi się" – w tym również od siebie nawzajem.