
Jesień 2026 roku miała już być bez kofeiny. Ministerstwo Zdrowia, pod presją rodziców, chciało zakazać sprzedaży kawy z automatów w polskich szkołach. Uczniom w oczy zajrzała wizja sennych poranków przed klasówką z matematyki, zwłaszcza że niedawno stracili dostęp do energetyków. W ostatniej chwili resort zrobił krok w tył. Kawa zostaje, za to schabowy będzie musiał ustąpić miejsca ciecierzycy i napojom roślinnym.
Batalia o kawę w szkole trwała po cichu, ale była zacięta. W pierwotnym projekcie ustawy urzędnicy powiedzieli twarde "nie" dla sprzedaży kawy we wszystkich placówkach oświatowych. Powód? Skargi rodziców i dyrektorów szkół, którzy uważali, że napoje energetyzujące i kofeina to nie jest zdrowe paliwo dla młodego organizmu.
Lobby vendingowe i głos rozsądku
Jednak gdy projekt trafił do konsultacji społecznych, wylała się fala krytyki. Do ministerstwa wpłynęło blisko 800 uwag, a obrona "małej czarnej" stała się jednym z najgorętszych tematów.
Kluczową rolę odegrało tu Polskie Stowarzyszenie Vendingu. Przedstawiciele firm obsługujących automaty postawili sprawę jasno: zakaz kawy to wyrok dla wielu polskich przedsiębiorstw, bo grozi bankructwem. Użyli też argumentu, z którym trudno dyskutować: zakaz kawy w szkole to fikcja, bo uczeń i tak pójdzie po latte do Żabki obok. Przecież w Polsce nie obowiązuje zakaz sprzedaży kawy dzieciom i młodzieży.
Co ciekawe, po stronie kawy stanęła też... nauka. A właściwie brak dowodów na jej szkodliwość dla młodych ludzi. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego przyznał, że w Polsce nie ma naukowego konsensusu od jakiego wieku można pić kawę, a na świecie zaledwie 3 z 81 krajów w ogóle regulują tę kwestię u nastolatków. Ministerstwo Zdrowia ugięło się pod siłą argumentów i wycofało z zakazu w ostatecznej wersji przepisów.
Szkolne stołówki. Koniec terroru schabowego?
O ile kawa zostaje, o tyle na stołówkach szykuje się zielona rewolucja. Resort zdrowia wreszcie dostrzegł, że świat się zmienia, a młodzież coraz częściej nie jada mięsa.
Zobacz także
Od 1 września 2026 roku szkoły będą musiały serwować minimum raz w tygodniu pełnowartościowy obiad na bazie roślin strączkowych – bez grama produktów odzwierzęcych. Soczewica, fasola i ciecierzyca wchodzą na stołówki.
To koniec sytuacji, w której uczeń wegetarianin musiał jeść same ziemniaki z surówką. Nowe przepisy pozwalają oficjalnie zastępować mięsne i rybne posiłki ich roślinnymi odpowiednikami. Co więcej do lamusa odchodzi przymus picia mleka krowiego – szkoły będą mogły wreszcie legalnie serwować napoje roślinne.
Zmiany wejdą w życie wraz z pierwszym dzwonkiem roku szkolnego 2026/2027. Wygląda na to, że szkoła przyszłości to uczeń z kubkiem kawy w jednej ręce i wegańskim burgerem w drugiej.
