Kreml, Bitcoin i Rosjanin
Rosja ochodzi za pomocą kryptowalut sankcje. foto: Serrgey75, Yalcin Sonat, Karachev Yuriy/Shutterstock

Rosjanie realizują dziś znaczną część operacji kryptowalutowych na zagranicznych giełdach, skutecznie osłabiając uderzenie nakładanych na Moskwę sankcji. Kluczową barierą dla zachodnich restrykcji okazuje się natura technologii blockchain, której działania nie sposób zablokować odgórnym dekretem.

REKLAMA

Choć po ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r. Unia Europejska zakazała transakcji z rosyjskimi dostawcami usług krypto, a systemy przeciwdziałania praniu pieniędzy konsekwentnie oznaczają cyfrowe aktywa powiązane z podmiotami z tego kraju jako obarczone wysokim ryzykiem, nie zraziło to tamtejszych inwestorów.

Rosja chętnie sięga po kryptowaluty

Jak podało "The Moscow Time", szefowa centrum eksperckiego Stowarzyszenia Banków Rosji ds. cyfrowych aktywów finansowych i walut cyfrowych Olga Gonczarowa twierdzi, że Moskwa stała się liderem w Europie Środkowej i Wschodniej pod względem wolumenu transakcji krypto, zwłaszcza w obszarze płatności transgranicznych. To bezpośredni efekt zachodnich sankcji, wobec których specyfika zdecentralizowanych sieci pozostaje w dużej mierze bezradna.

– Według różnych szacunków około 40 proc. działalności zagranicznej Federacji Rosyjskiej odbywa się z wykorzystaniem kryptowalut – przekazała Gonczarowa w czasie konferencji "Transformacja rynków finansowych i systemów finansowych w warunkach gospodarki cyfrowej".

Jak dalej wyliczała, "wartość transakcji [kryptowalutowych] Rosjan – zarówno osób prawnych, jak i fizycznych – wyniosła w ciągu ostatniego roku 376 mld dol. (1 bln 468 mld zł), co jest porównywalne z całkowitym eksportem Rosji". Te transakcje są oznaczane przez wspomniane już systemy.

– [Kraje zachodnie] Tak bardzo boją się "rosyjskiego śladu", że mogą prześledzić transakcje nawet 20, 30, 50 operacji wstecz, byle go wypatrzyć. Istnieje realne ryzyko skażenia czy wręcz "skażenia" wszystkiego – powiedziała Gonczarowa. – Im częściej będą nas oznaczać [chodzi o wirtualne oznaczanie kryptowalut, za pomocą których wykonują transakcje rosyjskie podmioty], tym bardziej kryptowaluty zostaną "zabarwione". I prawdopodobnie nadejdzie taki moment, kiedy cała przestrzeń kryptowalutowa będzie po prostu świecić kolorami rosyjskiej flagi – dodała.

O co w tym wszystkim chodzi?

Problem w tym, że architektura blockchain, na której bazują kryptowaluty, uniemożliwia proste zablokowanie transferów bitcoina czy innych cyfrowych aktywów. W przypadku bitcoina każda transakcja jest weryfikowana przez rozproszoną sieć niezależnych uczestników i po odpowiednim zatwierdzeniu trafia nieodwracalnie do łańcucha bloków (blockchaina).

Choć scentralizowane giełdy kryptowalutowe mogą blokować środki zdeponowane bezpośrednio na ich platformach, w przypadku zdecentralizowanych sieci pokroju bitcoina nie istnieje nadrzędny podmiot, który mógłby jednym kliknięciem wyłączyć infrastrukturę lub cofnąć wykonany transfer. To zarazem największa siła cyfrowych aktywów (odporność na "cenzurę"), jak i ich poważna wada (utrudnione egzekwowanie sankcji).

O tym, że same regulacje prawne nie wystarczają, dobitnie świadczy sprawa opisana w materiale o rosyjskich dywersantach, którzy posługiwali się kryptowalutami… legalnie. Giełda, z której korzystały rosyjskie służby, działała na podstawie europejskiej licencji, a sam zakup aktywów odbył się w pełni zgodnie z literą prawa.