Maria Gil i jej prace.
Rozmawiamy z Marią Gil, pierwszą Polką nagrodzoną na DesignEuropa Awards 2026. Fot. materiały prasowe.

24-letnia Polka Maria Gil została w 2026 r. nagrodzona prestiżową nagrodą Next Generation Design Award. Jej meble, czerpiące garściami z kontekstu kulturowego Polski, zyskały wysokie uznanie za granicą. Na INNPoland rozmawiamy o tym, jak wygląda jej proces twórczy, co Polska może zaoferować w branży wzornictwa i czy w przyszłości każdy będzie mógł pozwolić sobie na wyjątkowe meble.

REKLAMA

Sebastian Luc-Lepianka: Dla kogo są Pani projekty?

Maria Gil, projektantka: Zależy mi na tworzeniu obiektów o silnej tożsamości, które mogą funkcjonować zarówno w galeriach, jak i w produkcji przemysłowej, i po prostu w domach ludzi.

Czy w obecnej sytuacji gospodarczej przeciętny obywatel jest dzisiaj skazany na bylejakość? Dużo mówi się o niesławnym "Pepco glamour".

Myślę, że bylejakość pojawia się przede wszystkim wtedy, kiedy projekt próbuje udawać coś, czym nie jest. Kiedy materiał imituje inny materiał, a konstrukcja i sposób wykonania nie odpowiadają jego rzeczywistym właściwościom. Nie uważam jednak, że dobry design musi być drogi. Można pracować z materiałami, które są postrzegane jako mniej szlachetne, ale zamiast próbować nadać im pozory luksusu, lepiej zrozumieć ich właściwości i wykorzystać je w sposób, który pozwoli im stworzyć własną, wartościową estetykę.

Oczywiście dla osób, które nie zajmują się projektowaniem na co dzień, rozpoznanie tych różnic nie zawsze jest łatwe. Szczególnie że coraz częściej kupujemy wyposażenie przez internet, gdzie nie mamy możliwości bezpośredniego sprawdzenia jakości. I w przyszłości będzie to jeszcze większe wyzwanie, szczególnie w kontekście sztucznej inteligencji. Atrakcyjny obraz przedmiotu można wygenerować w kilka sekund, ale to, jak jest wykonany, i co istotnem dlaczego jest tak wykonany, może być niebezpiecznie zmarginalizowane.

Czy zmieni się dostępność nowoczesnego wzornictwa dla mniej zamożnego klienta?

Wierzę też, że dostępność jakościowego wzornictwa w dużej mierze zależy od współpracy przemysłu z projektantami i vice versa projektantów z przemysłem. Produkcja jednostkowa zawsze będzie miała inną strukturę kosztów, ale odpowiednio zaprojektowany i zoptymalizowany proces produkcji pozwala zachować jakość i charakter przedmiotu, jednocześnie udostępniając go szerszemu gronu odbiorców. Ja obecnie działam na obydwu końcach tego spektrum.

Z jednej strony rozwijam własne, jednostkowe projekty, które trafiają głównie do osób poznanych podczas wystaw, a z drugiej współpracuję z włoskim producentem mebli, działającym na wielką skalę międzynarodowym rynku. Obydwa obszary działają w symbiozie, indywidualne projekty poszerzają kreatywne horyzonty, a praca w przemyśle poddaje je weryfikacji z rzeczywistością – zapleczem technicznym i odbiorem dużej grupy użytkowników. W przyszłości chciałabym bardziej połączyć te obszary.

Czytaj także:

Jak jeszcze AI wpływa na branżę i przyszłość wzornictwa?

To bardzo złożony temat, ale wydaje mi się, że największy wpływ sztucznej inteligencji na przyszłość branży będzie wynikał nie tyle z samej technologii, ile z tego, jak wpłynie ona na kolejne pokolenia projektantów, które kształcą się już w jej obecności.

Niedawno wzięłam udział w panelu dyskusyjnym organizowanym przez URPR w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, poświęconym edukacji w zakresie wzornictwa i własności intelektualnej gdzie w dyskusji uczestniczyli przedstawiciele Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, Akademii Sztuk Pięknych i School of Form, reprezentujący perspektywę instytucjonalną i akademicką, ja natomiast reprezentowałam młode pokolenie projektantów. Nie obyło się również od dyskusji na temat tego, w jakim stopniu wpłynie sztuczna inteligencja na edukację przyszłych projektantów, a co za tym idzie, branżę wzornictwa w niedalekiej przyszłości.

Wniosek, jaki wyciągnęłam z naszej dyskusji to przekonanie, że tak jak z innymi technikami i narzędziami często najlepiej poznać te ręczne, aby dopiero potem przesiąść się na zmechanizowane. Stopniowe i dogłębne zrozumienie technik pozwala na uzasadnione decyzje i ukształtowanie intuicji. W branży kreatywnej nie wszystko da się uargumentować badaniami i dowodami, niektóre decyzje podejmuje się na podstawie własnego wyczucia i bardzo ważne, żeby ono nie brało się znikąd.

W momencie, w którym nie wykształtujemy tego wewnętrznego głosu, ryzykujemy, że zamiast świadomie podejmować decyzje, będziemy jedynie wybierać spośród gotowych schematów, które niekoniecznie odpowiadają na konkretne, nowe problemy projektowe. Ja sama wciąż kształtuję swój głos, więc nie opieram swojej twórczości na narzędziach AI. Istnieją obszary, w których ta technologia potrafi usprawnić rutynowe procesy, natomiast w zakresie twórczym szybkość nie jest wcale najważniejszą wartością.

Pani projekty są mocno inspirowane polską kulturą. Co decyduje o wyborze takiej, a nie innej inspiracji?

Każdy projekt zaczynam inaczej, jednak wspólnym elementem jest research. Im bardziej różnorodne źródła, tym lepiej, od archiwów muzealnych i literatury, przez zgłębianie technik i granic materiałów, po analizę rynku, użytkowników poprzez targi i wystawy gdzie można po prostu bezpośrednio porozmawiać z ludźmi. Zależy mi, żeby obiekt był osadzony w szerszym kontekście na każdym etapie projektu.

Wiele zależy od punktu wyjścia. Największą swobodę twórczą daje mi sytuacja, w której nie zakładam z góry, jaki obiekt chcę zaprojektować. Tak było w przypadku szafy Post War Drobe, gdzie research doprowadził mnie do konkretnego materiału, a ten dopiero podyktował formę i funkcję obiektu.

W projektach komercyjnych, gdzie brief określa już typ produktu i jego wymagania, proces jest odwrotny, często muszę najpierw zdekonstruować sam koncept, żeby móc złożyć go na nowo, dostrzegając zupełnie inne, świeże rozwiązania.

Dopiero po dogłębnym researchu daję sobie przestrzeń na myślenie o formie. Czasami wręcz muszę się przed tym powstrzymywać, żeby nie podejmować decyzji zbyt wcześnie. Kiedy zafiksuję się na jednym pomyśle, trudno później dostrzec inne możliwości. I choć często okazuje się, że to właśnie ta pierwsza intuicja jest najlepsza, staram się konfrontować ją z alternatywnymi rozwiązaniami i poddawać próbom, żeby mieć pewność, że rzeczywiście tak jest.

Jak duży potencjał dla wzornictwa leży w polskiej kulturze i historii? Jakie są jeszcze niewykorzystane obszary?

Historia Polski i związane z nią doświadczenia niedoboru, ograniczeń oraz konieczności radzenia sobie w trudnych warunkach w dużym stopniu ukształtowały nasze podejście do projektowania. Jest ono bardzo utylitarne i pragmatyczne, często koncentruje się przede wszystkim na funkcji. Nie uważam tego za coś złego, bez funkcjonalności po prostu nie ma designu. Ale może być czymś więcej.

Mam wrażenie, że choć wiele dawnych ograniczeń już nie istnieje, schematy myślenia, które wówczas powstały, wciąż dominują w projektach obecnych na naszym rynku. Widzę duży potencjał w zaproponowaniu nieco innego podejścia, na które dziś jest już przestrzeń. W tworzeniu przedmiotów barwnych – przy czym używam tego słowa bardziej metaforycznie niż dosłownie. Obiektów, które poza swoją funkcją wnoszą do wnętrz emocje, charakter i nowe znaczenia. Takich, które wzbogacają słownictwo, jakim opowiadamy historie o własnych wnętrzach.

Niejednokrotnie słyszałam od rodziców i dziadków anegdoty o tym, że w PRL-u wszyscy mieli podobne rzeczy i łatwo było pomylić cudze mieszkanie z własnym. Dziś indywidualne podejście do projektowania wnętrz i znacznie większa swoboda wyboru sprawiają, że możemy budować własną tożsamość nie tylko poprzez aranżację przestrzeni, ale również poprzez wyraz samych przedmiotów.

Dlaczego wykonuje Pani prototypy własnoręcznie?

Początkowo wynikało to po prostu z charakteru studiów, większość projektów musiała przybrać fizyczną formę. Część z tych obiektów z czasem rozwijałam dalej i kierowałam do produkcji, więc naturalnie pozostałam przy takim sposobie pracy. Szybko zauważyłam jednak, że własnoręcznie wykonany prototyp jest też najlepszym sposobem komunikacji z producentem. Pokazuje dokładnie, co i w jaki sposób chcę osiągnąć, co jest szczególnie ważne, ponieważ często sięgam po niekonwencjonalne rozwiązania, również techniczne. Jest jeszcze jeden, chyba ważniejszy powód.

Przy pierwszych próbach realizacji niemal zawsze wychodzą na jaw kwestie wymagające korekty – coś trzeba zmienić, dodać lub odjąć. Często te pozornie drobne decyzje diametralnie wpływają na ostateczną formę obiektu, a tym samym cofają nas o krok w procesie projektowym.

Wolę więc sama jako pierwsza zmierzyć się z tymi wyzwaniami. Dzięki temu mogę na bieżąco reagować na problemy, testować rozwiązania i zachować kontrolę nad kierunkiem, w którym rozwija się projekt.

Czy są jakieś trendy lub osoby we współczesnym, nowoczesnym wzornictwie i projektowaniu, które Panią inspirują?

We współczesnych realiach, kiedy ilość i szybkość przepływu informacji są praktycznie nieograniczone, znalezienie prawdziwych źródeł inspiracji, które rzeczywiście nas zaskoczą i zainteresują na dłużej niż kilka sekund, nie jest oczywiste. Z tego względu nie opieram się na internecie. Ogromną dawkę motywacji i stymulacji dają mi ludzie z mojego otoczenia – inni projektanci, z którymi mogę wejść w dyskusję i wspólnymi siłami dochodzić do nowych odkryć. Świetną platformą do tego są targi i wystawy, gdzie oprócz możliwości doświadczania projektów w ich docelowej formie – nie przez ekran czy na papierze, ale fizycznie – można również spotkać ich autorów i wdać się w fascynujące rozmowy.

Ważne jest dla mnie jednak, żeby nie zamykać się w bańce własnej branży. To właśnie w niej często znajduję motywację do pracy, ale prawdziwych inspiracji do nowych projektów szukam znacznie szerzej. Interesuje mnie to, co współcześnie, ale czasami również historycznie, porusza ludzi, jakie zmiany zachodzą na świecie i jakie potrzeby się z nimi wiążą.

Zastanawiam się, jak design może na nie odpowiedzieć i czy może mieć w tych zmianach realny udział. Czerpanie inspiracji bezpośrednio z innych projektów o tej samej typologii jest dla mnie dość ryzykowne – łatwo wtedy zatrzeć granicę między inspiracją a kopiowaniem.

Czym w zasadzie jest dobry design?

Wierzę, że dobry design powinien wnosić coś nowego. Nie mówię tu o nowości dla samej nowości, tylko o odnajdywanie i nadanie przedmiotom świeżego punktu widzenia i realnego znaczenia.

Nie chcę dokładać do świata kolejnych obiektów, które nie mają nic do powiedzenia.