Dramat mieszkańców polskich miejscowości. Nie mają jak dojechać do pracy i szkoły

Konrad Bagiński
Dojazd do pracy. Wokół Warszawy rośnie transportowa pustynia. Mieszkańcy miejscowości, do których nie dojeżdża kolej są w fatalnej sytuacji. Okoliczne PKS-y bankrutują, busy jeżdżą tylko tam, gdzie im się opłaca. Coraz więcej osób głowi się, jak dojechać do pracy w mieście.
Podwarszawskie PKS-y padają jeden po drugim. Setki tysięcy ludzi głowią się, jak dojechać do pracy Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
O coraz trudniejszej sytuacji mieszkańców podwarszawskich miejscowości pisze serwis Warszawa.Wyborcza.pl. Przypomina, że od lipca 2018 przestają działać Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej w Mińsku Mazowieckim, Ostrołęce i Ciechanowie. Już od jakiegoś czasu nie kursują autobusy PKS-u z Przasnysza. Co więcej – na okres wakacji grójecki PKS zawiesza aż 30 połączeń. I nie wiadomo, czy również nie podzieli losu pozostałych przewoźników.

Oznacza to komunikacyjny dramat dla tysięcy osób mieszkających pod Warszawą. Nie tylko tych, którzy codziennie muszą dojeżdżać do pracy w stolicy, ale i pracujących w okolicznych miejscowościach. Po wakacjach ta sytuacja jeszcze się pogorszy, gdy do szkół i uczelni będą próbowały dostać się dziesiątki tysięcy uczniów.


Busy do Warszawy
Nadzieja, że zadania zamykanych PKS-ów przejmą prywatni przewoźnicy, może okazać się płonna. Do tej pory tzw. busiki czy nawet większe prywatne firmy transportowe kursują tylko na obleganych trasach, obstawiając jedynie najbardziej dochodowe kursy.

Wyborcza.pl sugeruje, że ludzie i tak będą musieli dojechać do pracy, więc prawdopodobnie trasy wjazdowe i centrum miasta zostaną zalane falą tanich samochodów, często o fatalnym stanie technicznym.