Absurdalny pomysł PiS-u grozi chaosem w miastach. "Dziwne i bardzo złe prawo"

Konrad Bagiński
Nadchodzi abolicja: wystarczy odpowiednio długi czas od zbudowania i minimum formalności, by nielegalnie zbudowane budynki stały się zgodne z prawem i normami. Wcześniej takie samowole trzeba było wyburzać – jeśli rząd postawi na swoim, zostaną na swoim miejscu.
Do tej pory samowole budowlane się burzyło, teraz rząd chce je legalizować Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta
No właśnie – czy na swoim, skoro nie były tam planowane i nikt nie wydał pozwolenia na ich budowę? Według doniesień rp.pl Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju, przyznał, iż jego resort pracuje nad nowelizacją prawa budowlanego.

Te prace budzą duże emocje. Nic dziwnego, bo sztandarową propozycją PiS jest zalegalizowanie samowoli budowlanych. Chodzi o takie budynki, wobec których nie toczą się żadne postępowania w urzędach nadzoru budowlanego.

Soboń ujawnił ten plan podczas spotkania liderów branży budowlanej organizowanego przez redakcję Rzeczpospolitej.


Co to jest samowola budowlana?
Pod tym pojęciem kryją się wszelkie roboty budowlane polegających na budowie, dobudowie, rozbudowie czy nadbudowie obiektu bez wymaganego pozwolenia na budowę lub zgłoszenia. Dotyczy to też prac prowadzonych mimo sprzeciwu organów. Co ciekawe – samowole budowlane już dziś mogą być zalegalizowane. Warunkiem jest to, by cała inwestycja była prowadzona w taki sposób, jakby była zgodna z przepisami, czyli bez problemu zdobyłaby wszystkie pozwolenia. W przeciwnym razie za budowanie bez pozwoleń grożą surowe kary, z których najdotkliwsze są nie tylko grzywny, ale i konieczność rozebrania budynku lub jego części.

W ciągu ostatnich kilku lat w Polsce ujawnia się zaledwie ok. 300 samowoli budowlanych rocznie. Wśród nich jest nieco więcej obiektów komercyjnych lub gospodarczych, niż mieszkaniowych. Teoretycznie problem nie jest więc duży. W praktyce, jak zauważają eksperci, w Polsce jest ok. pół miliona samowoli budowlanych, ale w większości przypadków ich właścicieli czy inwestorów nikomu nie chce się ścigać. Jeśli ktoś na wsi postawi na swojej działce garaż, w praktyce nic mu nie grozi.

Zjawisko samowoli budowlanych nie dotyczy jedynie domów jednorodzinnych, nadbudówek czy dobudówek. Samowolą mogą być również garaże, szopy, wiaty i inne konstrukcje jeśli tylko ich zbudowanie wymaga pozwolenia na budowę (lub zgłoszenia robót budowlanych). Na dodatek samowole budowlane nie ulegają przedawnieniu.

– Pomysł wydaje się bardzo dobry – mówi INNPoland.pl adwokat Janusz Nowiński. Jego zdaniem bardzo ułatwi to życie ludziom, którzy bardzo często nie są świadomi, iż na swojej posesji mają nielegalnie stojącą budowlę.

– Nieznajomość prawa szkodzi, ale w większości przypadków dochodzenie tego prawa byłoby marnowaniem czasu i pieniędzy podatników, zaś efekt byłby po prostu marny – podkreśla mecenas.

Kluczowy zapis
Na razie nie jest jasne, czy w nowelizacji znajdzie się przepis, o którym mówił Artur Soboń, a który ma potencjalnie olbrzymie znaczenie. Chodzi o możliwość legalizacji samowoli budowlanych, które są sprzeczne z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.

– To niemożliwe, nie chce mi się w to wierzyć. Samowola samowoli nierówna. Z jednej strony są przecież ludzie, którzy zbudowali sobie szopę obok domu i trudno ich za to karać. Ale przepisy dotyczące zagospodarowania przestrzennego chronią na przykład osiedle domków mieszkaniowych przed tym, że ktoś postawi pośrodku niego wieżowiec – tłumaczy Janusz Nowiński.
Budowę zamku w Łapalicach rozpoczęto prawie 30 lat temu, ale inwestor - osoba prywatna - nigdy jej nie ukończył. To samowola budowlanaFot. Screen z Google Maps
– Chcemy, by samowole, od których postawienia upłynęło 20 lat i wobec których nie toczą się żadne postępowania w nadzorze budowlanym, można było łatwo zalegalizować – mówił Artur Soboń, cytowany przez Rzeczpospolitą.

Aby uzyskać abolicję, trzeba byłoby wykazać prawo własności do nieruchomości, a także ekspertyzę techniczną, dowodzącą, iż samowola nie stwarza zagrożenia dla ludzi.

– Rola nadzoru budowlanego, który poprowadzi postępowanie legalizacyjne, ograniczy się do sprawdzenia, czy wcześniej obiekt znajdował się w kręgu jego zainteresowań, i do sprawdzenia kompletności dołączonych dokumentów – mówił Soboń, dodając, że urząd nie będzie też badał zgodności legalizowanego obiektu z miejscowym planem.

– Jeśli tak miałoby być w rzeczywistości, byłoby to dziwne i bardzo złe prawo, oczywiście chodzi o aspekt zgodności z planem zagospodarowaia – podkreśla prawnik. Jego zdaniem legalizowanie takich inwestycji to zasadniczy błąd, stawiający na równi inwestorów, którzy zadbali o wymagane zezwolenia z budowlanymi "piratami".

– Można się zastanawiać, co ma na celu stanowienie takiego prawa. Zdarzało się przecież, że posłowie głosowali już za ustawami, których zadaniem było np. odwołanie pojedynczego człowieka ze stanowiska. Żeby uniknąć takich domniemań, potrzebne są dogłębne wyjaśnienia – zaznacza mecenas Nowiński.