USA nie chcą wyjść na "frajerów". Więc za gościnę ich żołnierzy w większości zapłaci Polska

Leszek Sadkowski
Rząd polski pokryje większość kosztów związanych ze stacjonowaniem 5500 żołnierzy amerykańskich w bazach na swoim terytorium. Wszystko to w ramach nowego paktu o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa - potwierdził Pentagon. Ta gościna nie będzie jednak tania.
Korea Południowa za militarną obecność wojsk USA zapłaciła w 2019 r. co najmniej 870 mln dol. 123rf.com

Chodzi o pieniądze

Zwróćmy uwagę na moment - umowa z Polską pojawia się, gdy administracja Trumpa od jakiegoś już czasu nakłania swoich wieloletnich sojuszników, takich jak Korea Południowa i Japonia, do pokrycia większych kosztów pobytu dziesiątek tysięcy żołnierzy amerykańskich w obu tych krajach.

Ostatnio prezydent Trump skarżył się, że kraje takie jak Niemcy nie osiągają określonych celów w zakresie wydatków na obronność przez NATO. Nie łudźmy się zatem - im chodzi też o duże pieniądze.

Tymczasem Polska, która już spełnia wyznaczony przez NATO cel wydawania 2 proc. PKB na obronę narodową do 2024 r., zgodziła się na przyjęcie większej liczby żołnierzy amerykańskich, sprzętu, samolotów i dronów.


I zapłacimy za to spory rachunek, bo budowa infrastruktury dla wojska oraz utrzymanie tysięcy żołnierzy do tanich nie należy. Zastanawiać może też to, dlaczego amerykańskie bazy rozlokowane będą w Polsce zachodniej. W końcu zagrożenie ma czaić się na wschodniej granicy.

Miliardy w grze

– Warszawa zgodziła się sfinansować infrastrukturę i wsparcie logistyczne dla sił zbrojnych USA w Polsce, w tym obecnych już wojsk rotacyjnych w liczbie 4500 i planowanych 1000 dodatkowych żołnierzy – powiedział ppłk Thomas Campbell, rzecznik Pentagonu, którego cytuje "Breaking Defense".

Amerykański portal podaje, że ostateczna kwota polskiego zaangażowania będzie dokładnie znana, gdy opłacony zostanie końcowy rachunek, bo całość nie jest łatwa do oszacowania. Same opłaty na rzecz samorządów i media szacuje się na ok. 200 mln zł.

A to tylko mała część wydatków - budowa mieszkań dla żołnierzy oraz centrów logistycznych i militarnych to już miliardy, od 4 do nawet 8 mld zł, czyli kwota niebagatelna. Wiadomo jednak było, że nie będą to małe pieniądze, bo np. same obiekty wspierające siły specjalne, mające prowadzić operacje powietrzne, naziemne i morskie, do tanich nie należą. Podobnie jak infrastruktura dla zespołu bojowego brygady pancernej, brygady lotnictwa bojowego i batalionu wsparcia bojowego.

Wątpliwe jest to czy cały ten koszt się w jakiś sposób zwróci, jeśli Amerykanie zdecydują się na powrót do Stanów. A w obecnej sytuacji nie jest to wcale wykluczone, jeśli z powodu przegranej Trumpa w jesiennych wyborach prezydenckie (zaś na to się zanosi) zmieni się polityka zagraniczna Ameryki.

Wycofanie z Niemiec

Dodajmy, że umowa z Polską pojawia się, gdy Stany Zjednoczone planują wycofanie 12 tys. żołnierzy z Niemiec (wyjechać ma co trzeci żołnierz) i uwikłane są w spór o wydatki na utrzymanie wojsk USA w Korei Południowej - chodzi o żądania Trumpa, by ​​Seul zapłacił więcej za utrzymanie 28 500 żołnierzy amerykańskich w tym kraju.

Tymczasem sami Niemcy raczej z ulgą przyjęliby rozstanie z US-armią. Prawie połowa (47 proc.) jest za ich szybkim wyjazdem, a 25 proc. chce, by już wyjechali na stałe. Ponad dwie trzecie z kolei pragnie wycofania amerykańskiej broni jądrowej z Niemiec.

Wiele wskazuje też na to, że Amerykanie szukają kraju, który zapłaci za utrzymanie ich wojsk. Potwierdził to niedawno Trump, mówiąc, że chodzi o to, by Stany Zjednoczone nie były "frajerami". Chodziło o opłacanie rachunków za armię amerykańską.

I nawet trudno się temu dziwić, wszak zapraszający powinien ponieść ten koszt. Ale czy nie jest on za wysoki i czy koniecznie potrzebne są nam nowe wielkie wydatki w dobie tak poważnego kryzysu, z jakim się obecnie mierzymy? Korea Południowa zapłaciła USA za 2019 r. minimum 870 mln dol. Administracja Trumpa chciała otrzymać za ten rok aż 5 mld dol. Rząd Korei uznał, że to zbyt dużo. Być może dlatego do zapraszania drogich wojsk zza oceanu jest coraz mniej chętnych.

Pytanie o cenę

Tymczasem prezydent Andrzej Duda w Polsat News pytany, czy prawdą jest to, że wojska amerykańskie w Polsce będą wyjęte spod jurysdykcji prawa polskiego oraz że Polska zapłaci nawet ponad 90 proc. kosztów instalacji, odpowiedział:

– To nie jest takie proste, ta umowa była negocjowana, ona nie została jeszcze zawarta, ona będzie zawarta. Ona była długo negocjowana. To jest także efekt porozumienia, które zostało podpisane pomiędzy mną a prezydentem USA Donaldem Trumpem o zwiększeniu obecności amerykańskiej w naszym kraju. Najważniejszym elementem zwiększenia tej obecności, która w tej chwili następuje, to jest lokalizacja dowództwa V Korpusu w Poznaniu. To, trzeba sobie jasno powiedzieć, jest bardzo istotne dla nas zdarzenie. W ogóle jest to istotne zdarzenie dla Europy – stwierdził Duda.

Dodał, że obecność wojsk amerykańskich jest warta "rozsądnej, uczciwej ceny i przede wszystkim sprawiedliwej. I to zostało wynegocjowane".

Niestety, wydaje się, że co do tej ceny można mieć wątpliwości. Podobnie jak do innych obietnic wyborczych czy kupna z Ameryki bardzo drogiego sprzętu. – Być może prezydent nie zdaje sobie sprawy z tego, skąd biorą się pieniądze i ile trudu kosztuje ich wypracowanie – zastanawiają się po cichu ekonomiści, z którymi mieliśmy kontakt.