Prezydent Otwocka próbował pomóc Sasinowi. Chyba mu się nie udało [OKIEM BAGIŃSKIEGO]

Konrad Bagiński
08 października 2022, 14:37 • 1 minuta czytania
Prezydent Otwocka postanowił podążyć na pomoc swojemu partyjnemu koledze Jackowi Sasinowi i udowodnić, że samorząd może sprzedawać węgiel mieszkańcom. I udowodnił, ale głównie to, że ten pomysł jest kompletnie bez sensu. Węgla jest mało, wcale nie jest tani a miasto i tak do niego dopłaca.
Prezydent Otwocka (na zdjęciu z prawej) jako pierwszy z samorządowców skorystał z oferty handlu węglem Wojciech Olkusnik/East News
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

W Otwocku, podwarszawskiej miejscowości, rządzi dość młody (rocznik 1987) prezydent Jarosław Margielski. Tak się składa, że jego macierzystą partią jest Prawo i Sprawiedliwość. Nie można się więc dziwić, że pospieszył na apel ministra Sasina oraz innych członków partii i postanowił zorganizować w Otwocku punkt sprzedaży węgla.


Jak wynika z jego słów, w dwa dni załatwił transport węgla z portu w Gdańsku do Otwocka i zrzucił ten ładunek na terenie Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK). I teraz każdy mieszkaniec może sobie przyjechać do PSZOK-u i kupić maksymalnie dwie tony węgla.

Z jednej strony doceniam starania prezydenta Margielskiego — mówi, że ma na celu dobro mieszkańców. Z drugiej strony bardzo ładnie pokazał się w rządowych mediach, obok Jacka Sasina i szefa PGE Wojciecha Dąbrowskiego. Warto pamiętać, że swoją wielką karierę tak samo zaczął Daniel Obajtek. Kaczyński uznał go za zdolnego samorządowca, Obajtek zyskał sławę i przydomek "Wszystko Mogę".

Wróćmy jednak do Otwocka. Prezydent wynajął prywatną spółkę przewozową i węgiel przywiózł. Nie wiadomo, jak udało mu się ten węgiel kupić i jaki budżet na to przeznaczył. Tego nie wyjaśnia. Można jednak założyć, że koledzy z partii mu trochę pomogli.

Jak sam mówi, w Otwocku jest 5 tysięcy palenisk. Na plac PSZOK-u trafiło 55 ton węgla klasy orzech i 73 ton tzw. ekogroszku. Każdy może kupić po dwie tony. Zakładając, że nikt nie jedzie po mniej, węgla starczyło dla 64 odbiorców. Z pięciu tysięcy.

Poza tym, jak dodają lokalne media, "tani węgiel dla otwocczan", wcale taki tani nie jest. Tona orzecha kosztuje 2,9 tys. zł, ekogroszek jest 50 zł droższy. Z jednej strony fajnie, że prezydent wziął udział w eksperymencie i dostarczył węgiel dla kilkudziesięciu mieszkańców. Z drugiej udowodnił, że nie ma to większego sensu.

W Otwocku są przynajmniej dwa składy węgla. Teoretycznie jest więc gdzie go kupić. Po co kolejny? Nie wiadomo. Wiadomo, że nie jest tanio i że dopłacają do niego mieszkańcy. Zakładając, że koszt transportu jest już ujęty w cenie końcowej, to nie ma w nim rzeczy, które teoretycznie są darmowe. Węgiel leży na miejskim placu, to miejsce trzeba oświetlić, chronić. Ktoś ten węgiel musi sprzedawać, ładować — to wszystko kosztuje. Jak pisze portal iOtwock.pl, prezydent Margielski już zwrócił się do radnych o dokapitalizowanie miejskiej spółki, która organizuje sprzedaż.

Nic dziwnego, że samorządy wzbraniają się przed przyjęciem na swoje barki handlu węglem. Jeśli wliczą wszystkie koszty w cenę końcową, nie będzie ona wiele niższa, niż na prywatnych składach. Będą za to musiały ponieść spory wysiłek organizacyjny. Przy tym efekt będzie mizerny — jak w przypadku Otwocka.

W Polsce mamy około 4 tysięcy składów węgla. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego mielibyśmy tworzyć kolejne, samorządowe. Gminy nigdy węglem nie handlowały, nie mają w tym zakresie żadnego doświadczenia i kompetencji. W biznesie jest taka zasada, że nie inwestuje się w rzeczy, których się nie rozumie. Większość gmin się tego trzyma.

Co więcej — wspomniane składy węgla, czyli normalne, prywatne firmy, handlujące tym paliwem, były niedawno namawiane na wejście w sieć autoryzowanych sprzedawców Polskiej Grupy Górniczej. Po co to było? Po to, żeby obok nich tworzyć drugą, alternatywną sieć sprzedaży węgla? Nie sposób nie odnieść wrażenia, że nad tym, co się dzieje z węglem na zimę, nie panuje już nikt, a galopada pomysłów wprowadza coraz większy chaos. Tymczasem pół Polski jak węgla nie miało, tak nie ma.