Grupa naTemat

Z puszczy na salony. W Puszczy Kampinoskiej powstają drewniane obudowy do smartfonów, które kupuje Samsung

Maciej Boczkowski współtwórca biznesu na drewnianych obudowach do smartfonów
Maciej Boczkowski współtwórca biznesu na drewnianych obudowach do smartfonów Fot. T. Staśkiewicz / INN Poland
Jeśli wierzycie w mit, że najciekawsze pomysły muszą rodzić się w garażu, to jest właśnie ten przypadek. Bewood wyrósł w garażu należącym do dziadka Maćka Boczkowskiego. Przylega on do drewnianego domku na skraju Puszczy Kampinoskiej. To właśnie tutaj powstają drewniane, personalizowane obudowy do smartfonów. Jedyny produkt, który jest sprzedawany w Samsung Brand Store i nie jest produktem Samsunga.

– W Wyględach trzeba skręcić w prawo, potem dwa kilometry prosto, przy lesie w lewo i potem za kilkaset metrów będziemy czekać. Daj znać, o której będziesz, to będziemy czekać. Bo tu nie wszędzie jest zasięg – Michał tłumaczy mi jak dojechać.

Cieszę się, że wreszcie uda mi się spotkać z chłopakami z bewood.pl. Próbujemy od dwóch miesięcy, ale Maćka i Michała trudniej złapać niż niejednego prezesa. A mowa o dwóch 30-latkach, którzy właśnie rzucili pracę na etacie, by zająć się drewnem.
Kumple z Jelonek
– Poznaliśmy się piątego października 2005. Razem zaczęliśmy studia na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Okazało się, że obaj mieszkamy na Jelonkach. Zaprzyjaźniliśmy się wtedy i szukaliśmy pomysłu na wspólny biznes. – opowiada Maciek.

Jelonki to wielkie blokowisko na obrzeżach Warszawy. I chociaż z tego osiedla szybciej można się dostać do lasu niż do centrum miasta, to nie ma co ukrywać – obaj panowie, to mieszczuchy. Michał – fanatyk nowoczesnych technologii, Maciek – esteta. Z pracą w drewnie nie mieli kontaktu nawet na ZPT w szkole.

– Dorabiałem wtedy w magazynie dystrybutora prasy – mówi Michał. – Wpadłem na pomysł, żeby drukować metki i etykiety, które były tam potrzebne. Ale na szczęście nie ruszyliśmy z tym. Dziś wiem, że nie byliśmy gotowi. Chcieliśmy ruszyć, nie wiedząc tak naprawdę co chcemy robić – dodaje.

Nie popełnili falstartu, ale po skończeniu studiów ich drogi w naturalny sposób się rozeszły. Rozpoczęli pracę, Michał założył rodzinę… To jest ten wiek, kiedy rozluźniają się więzi. Kontakt się urwał.

SMS o północy
– Dwa lata temu wysłałem Maćkowi SMS-a z życzeniami na Sylwestra – mówi Michał.

Znowu szukali pomysłu na biznes. Myśleli o handlu, imporcie. Chcieli zainwestować oszczędności w druk 3D. Ale długie godziny, które spędzali z tabletem zawsze kończyły się tym samym pytaniem:

– Czy można w tym kraju zrobić coś wyjątkowego???

W końcu zaczęli sobie spisywać swoje pomysły. Musiało to być coś, czego każdy potrzebuje. Musi być szeroki rynek zbytu. Coś wyjątkowego. Unikalnego dla każdego użytkownika. I estetycznego, coś, co się wyróżni w zalewie plastiku z Chin.

– Wciąż nie mieliśmy pomysłu co zrobić – opowiada Michał. – Pamiętam długie godziny jakie spędzaliśmy w samochodzie na dyskusjach.

Aż zrozumieli, że niemal każdy z nas ma smartfona, który jest jednocześnie produktem masowym w produkcji i indywidualnym w użyciu. To musiało być coś, co uczyni to urządzenie bardziej osobistym. Dziadek Maćka udostępnił im garaż, wyleasingowali ploter laserowy, za swoje oszczędności kupili drewno, lakiery i inne sprzęty, a swoim partnerkom zapowiedzieli, że przez jakiś czas może być ciężko. Mieli kredyty, zobowiązania, stałą pracę.

– Wierzysz w to? – zapytała żona Michała.
– Jeśli nie teraz, to kiedy. Jeśli nie z Maćkiem, to z kim – Michał nie miał cienia wątpliwości. Wierzył w produkt, wierzył w przyjaźń, nie wiedział tylko jakie przeszkody mogą się pojawić.

Pół roku nauki
– Najpierw musieliśmy nauczyć się obsługiwać ploter laserowy – o początkach opowiada Maciek. – Pierwsze nasze projekty były straszne. Nie potrafiliśmy niczego.
– Nigdy nie pracowaliśmy w drewnie. Ale Maciek ma wujka, który się zajmuje obróbką i od niego się uczyliśmy podstaw. To jest czarna róża, to dąb, a to moja ulubiona imbuia – Michał fachowo pokazuje materiał, z którego produkują. – Pół roku trwało zanim nauczyliśmy się robić etui na takim poziomie, jak chcieliśmy. Wtedy przygotowaliśmy swoją pierwszą kolekcję. Następnego dnia mieliśmy robić zdjęcia do naszego e-sklepu… - zawiesza głos.
– Kiedy rano przyszliśmy do warsztatu, załamaliśmy się – Maciek przejmuje opowiadanie historii. – Nasze obudowy od wilgoci i temperatury zwinęły się w rulonik. Cała partia na straty. Źle dobraliśmy lakier – w głosie Maćka wciaż słychać emocje.

– Pamiętam jak siedzieliśmy wtedy przy ploterze, leciały najcięższe słowa – Michał opowiada o tym jak zrozumieli, że wiedzą jeszcze bardzo mało. – Gdybym to robił z kimś innym niż z Maćkiem, pewnie bym się poddał. Ale wystarczyło, że spojrzałem mu w oczy po tym, jak zadałem pytanie: „Czy zaczynamy od nowa?”– dodaje.

Rajd po Polsce
Pracowali wtedy jeszcze na etatach, więc w bewood eksperymentowali wieczorami. Często pracowali do drugiej, trzeciej w nocy, by rano iść do zwykłej pracy. Wszytko robili sami. Stronę, e-sklep, fanpage, zdjęcia… Michał opowiada jak pewnego dnia przyszedł wyjątkowo zmęczony, przysypiał. Koleżanka z pracy powiedziała mu wtedy: „Wyglądasz dziś jakbyś przyjechał z jakiejś puszczy”. Nie wiedziała, jak bardzo miała rację.
Drewna szukali po całej Polsce, a nawet sprowadzali z Azji czy Ameryki Południowej. Lakiery na bazie wody zamawiali ze Skandynawii. Musiały być nie tylko wytrzymałe, dobrane do drewna, ale też hipoalergiczne – smartfon ma kontakt z twarzą użytkownika. Kupili ponad 20 baniek różnych lakierów i zaczęli eksperymentować szukając idealnej mieszanki.

– Niektóre drewna się kurczą od wilgoci, inne zwijają, na wszystko musimy mieć sposób – opowiada Michał.

– Zrozumieliśmy wtedy, że chcąc tworzyć ekskluzywny produkt nie możemy oszczędzać na półproduktach. Na przykład imbuia to prawie kilkaset złotych za metr kwadratowy – dodaje Maciej.

Bez kompromisów
Tę dbałość o jakość widzę, gdy robimy razem obudowę z logo INN Poland. Kiedy ja otwieram usta z zachwytu, oni marudzą i kręcą nosem.

– Trochę za dużą moc lasera dobraliśmy do tego drewna. Nie robiliśmy jeszcze tego logo i tak jest zawsze. Zrobimy jeszcze raz – i robią jeszcze raz szukając perfekcyjnych ustawień. Potem zaczyna się ręczna robota – lakierowanie. Podkład schnie pięć godzin, potem właściwy lakier.
Kiedy ktoś im zarzucił, że swoje produkty sprowadzają z Chin – zareagowali najmocniej jak się dało. Nagrali film, który odsłania kulisy produkcji. Wiedzą, że diabeł tkwi w szczegółach i braku kompromisu co do jakości, że jeśli ktoś chciałby skopiować ich pomysł, zajmie mu sporo czasu nauczenie się tego wszystkiego, czego oni musieli doświadczyć na własnej skórze.

Wyjątkowy produkt dostrzegają duzi gracze. T-Mobile wybiera ich do akcji „Fach to Sztuka”.
Piotr Żaczko
Departamentu Komunikacji Korporacyjnej w T-Mobile Polska

Branża usługowa przeżywa renesans, a fach w ręku to coraz częściej podstawa i początek udanego biznesu. Chcemy pokazać, jak ważni są fachowcy dla każdego z nas, a oprócz tego docenić zwłaszcza tych przedsiębiorców, którzy dla swojego fachu potrafili znaleźć jakiś dodatkowy, niesztampowy kontekst. Chłopaki z bewood to świetny przykład na to jak pasję i praktyczne umiejętności można zamienić w prosperującą firmę i sposób na życie.

Następnie przychodzi ogromne zlecenie od Samsunga. Lider rynku smartfonów zamawia obudowy bewood.pl do 10 sklepów Samsung Brand Store w całej Polsce. To jedyna w tych punktach rzecz, która nie jest produkowana przez koncern. Kiedy rusza produkcja, Maciek przycina palec drzwiami od samochodu i doznaje otwartego złamania.

– Musieliśmy pracować na trzy ręce Nie dosypialiśmy żeby zdążyć. Na zlecenie Samsunga musieliśmy zmienić opakowania, a terminy goniły. Dobrze, że już w tym czasie zrezygnowaliśmy z pracy etatowej – opowiada Michał.

Dębowe beczki
Whiskey dojrzewa w dębowych beczkach. Wybór materiału na obudowy smartfonów dla przedstawicieli handlowych jednego z producentów mógł być więc tylko jeden – dąb.
– Teraz dla innego klienta kombinujemy jak zrobić niebieskie logo. Nie ma drewna w tym kolorze, a nie chcemy używać barwiących lakierów – mówi Michał.

Zlecenia spływają z całego świata. Na rynek amerykański szykują projekt z rysunkiem patentu Harleya Davidsona. Ale klienci są całego świata. Nawet z Nowej Zelandii, Bewood.pl dochodzi powoli do granicy możliwości produkcyjnych. Już szykują się do przeprowadzki z garażu do większego pomieszczenia, chcą kupić nowe maszyny. Projektują już nie tylko kolejne kolekcje dla smartfonów, ale zupełnie nowe kategorie produktów.

Dwóch mieszczuchów z puszczy stawia na wiejski design. Łączą nowoczesne technologie z naturą, laser i drewno. Indywidualizują produkty masowe. Każda obudowa, którą tworzą jest inna, choćby przez układ słojów. Ale etui do telefonów, to początek.

– Nasz biznes chcemy teraz rozszerzyć na inne grupy produktów. Na obudowach do smartfonów się nie skończy – Maciek i Michał nie chcą jeszcze zdradzać szczegółów, ale w ich oczach pali się pasja. Idą drogą, którą wybrali.

Napisz do autora: tomasz.staskiewicz@innpoland.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
BiznesFirmySmartfonySamsungPrzedsiębiorcy
Skomentuj