Polski lutnik buduje gitary ze starożytnego drewna. Kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale kupuje je cały świat

Rafał Turkowiak z jedną z zaprojektowanych przez siebie gitar.
Rafał Turkowiak z jedną z zaprojektowanych przez siebie gitar. Fot. Materiały prasowe
To zawód, który wciąga, jak narkotyk. – Lutnik zawsze myśli, że już jutro wynajdzie coś nieprawdopodobnego i jego gitary będą wyjątkowe. Mija dzień i nic, mija drugi – i nic. Mija życie i lutnik umiera – śmieje się Rafał Turkowiak. Jemu ten los nie grozi: ten niebywały rzemieślnik z małej wsi w Wielkopolsce słynie wśród największych artystów świata ze swoich dzieł.

60 tysięcy złotych – to cena za The Queen of Guitars, Królową Gitar. Laik uznałby, że ta gitara niewiele różni się od tych, które wiszą na ścianach salonów muzycznych czy dziesiątkami zalegają w magazynach sklepów internetowych. Być może dostrzegłby jeszcze, że gryf tej gitary jest znacznie szerszy niż w przypadku standardowych instrumentów, a rozpięte jest na nim nie sześć lecz dziesięć strun.

To jednak nie byłby jeszcze powód dla tak wyśrubowanej ceny. Tajemnica luksusu, jaki kryje The Queen of Guitars, kryje się w drewnie, z którego została wykonana. – Ta cena nie wynika bezpośrednio z brzmienia tej gitary – śmieje się jej twórca, Rafał Turkowiak. – W tym przypadku chodzi o to, że przy jej budowie wykorzystany został jeden z najdroższych surowców, jakie można dostać na świecie: drewno z gatunku Ancient Kauri. To starożytne drewno z Nowej Zelandii, ma ponad 45 tysięcy lat. To dramatycznie wpływa na cenę – wyjaśnia.

Dramatyczny wpływ na cenę dla prawdziwego pasjonata nie jest jednak barierą. Fenomenalny instrument kupił niemal natychmiast po wystawieniu go na sprzedaż Walter Downs, znany amerykański kolekcjoner gitar. – Podkreślał, że czegoś takiego jeszcze nie słyszał – mówi z dumą Turkowiak.
Gitary na całe życie
Dla mieszkającego w Gołanicach – wsi w głębi Wielkopolski, nieopodal Leszna – Rafała Turkowiaka to jednak nie pierwszyzna. Pięćdziesięcioletni dziś lutnik od małego przyglądał się pracy ojca stolarza i dziadka kołodzieja. Od nich uczył się techniki obróbki drewna. Talent i pasję do muzyki wykształcił już sam: jako piętnastolatek w pół roku skończył trzyletnią szkołę muzyczną w klasie gitary klasycznej.


W tym samym roku zaczął budować swoją pierwszą gitarę, zmieniając konstrukcję rozmontowanego instrumentu na własną koncepcję. – Teraz doszedłem do numeru 126. Średnio w ciągu roku w mojej pracowni powstaje od dziesięciu do piętnastu gitar. Były takie lata, kiedy powstawało ich mniej – opowiada Turkowiak.

Jak podkreśla, proces budowy każdej z gitar, powstających w jego pracowni, trwa około dwóch lat. Oczywiście, nie chodzi o robienie każdej z gitar po kolei – poszczególne części instrumentów, od gryfów, przez mostki, po boki i tyły pudeł rezonansowych powstają z reguły partiami. Za to reszta prac takich, jak montaż czy lakierowanie może już trwać znacznie dłużej. – Dlatego gitara lutnicza zdecydowanie się różni od tego, co można kupić w firmach, nawet tych największych, jak Gibson czy Taylor. Te gitary powstają zbyt szybko – podkreśla Rafał Turkowiak. – W efekcie taka gitara po dwóch czy trzech latach musi trafić do lutnika. Zawsze coś się z nią dzieje. A w gitarze, która jest montowana przez dwa lata, następują rozmaite procesy, rozprężenia. To gwarancja, że potem taki instrument będzie służyć przez lata – dorzuca.

Jednak coś za coś: pasja do muzykowania musiała ustąpić pasji do budowania instrumentów. – Lutnik, który buduje gitary, musi umieć grać na gitarze. Nie mam czasu być wspaniałym muzykiem, więc ta pasja muzykowania zanika. Ale są to wciąż umiejętności wystarczające, żeby ocenić, czy instrument jest wygodny, czy stroi precyzyjnie, jaka jest jego jakość dźwięku – mówi lutnik.

O tym, że samo budowanie gitar może być pasją nie gorszą od grania na nich, świadczy też fakt, że do lutnictwa przekonało się dwóch synów Rafała Turkowiaka, Nikodem i Tymoteusz. - Oni są już prawie dorośli: jeden ma dwadzieścia, drugi 22 lata. Obaj budują już gitary i bardzo mi pomagają w tych prostszych pracach, co stanowi wielkie odciążenie – podkreśla twórca Królowej Gitar.
Cztery innowacje z Wielkopolski rodem
Z pozycji laika trudno sobie pewnie wyobrazić, że w gitarach można wprowadzać innowacje. W końcu pudło, gryf i sześć strun to – mimo kunsztu lutniczego – konstrukcja prosta, jak budowa cepa.

A jednak. W pracowni Rafała Turkowiaka zrodziły się rozwiązania nie stosowane przez jakiegokolwiek innego rzemieślnika czy firmę na świecie. Pierwsza z nich wymaga olbrzymiej precyzji i naprawdę wytrzymałego drewna. To acoustic tubes – tuby akustyczne – czyli pusta, wydrążona w szyjce gitary przestrzeń wzmocniona specjalistycznym materiałem, której wyloty znajdują się tuż przy mocowaniu gryfu do pudła rezonansowego. Te dwie tuby pełnią funkcję dodatkowego pudła rezonansowego. – Dźwięk jest w ten sposób znacznie bogatszy. Zupełnie inny świat dźwięku – mówi lutnik. Dotyczy to przede wszystkim gitar klasycznych, jazzowych i flamenco. W gitarach akustycznych ta modyfikacja przynosi nieznaczny efekt.

W sprawie drugiej ze swoich innowacji twórca Królowej Gitar woli trzymać karty przy piersi. – To taka moja wielka tajemnica – mówi o specjalnej konstrukcji płyty rezonansowej, nazwanej „Wave Rezonator”. – To takie użebrowanie gitary w środku, które przeciwdziała naprężeniom strun. Struny ciągną mostek siłą kilkudziesięciu kilogramów, a Wave Rezonator ma przeciwdziałać tym naprężeniom. W efekcie całe pudło zachowuje się, jak membrana kotła perkusyjnego – dodaje.

A to dopiero początek. Za pomocą specjalnych technik, opierających się na stosowaniu określonej temperatury, ciśnienia oraz wtłaczanych środków chemicznych wielkopolski lutnik zmienia też właściwości rezonansowe boków i tyłów gitar.

Ostatnią z innowacji są mostki przelotowe: zmodyfikowane siodełka dla strun, na pierwszy rzut oka znacznie delikatniejsze od solidnych mostków znanych z gitar dostępnych w przeciętnym sklepie. – Płyty wierzchnie, zwłaszcza w gitarach akustycznych, fantastycznie wibrują – pod warunkiem, że mamy lekki mostek – zapewnia Turkowiak. – Efekt mojego pomysłu jest niesamowity: normalnie mostek waży około 200 gram, mostek mojej konstrukcji waży o połowę mniej. To tyle co nic, za to brzmienie gitary jest znacznie lepsze – podkreśla.
Nikt na świecie nie ma takiej gitary, jak ja
Oczywiście, nie wszystkie instrumenty z pracowni Rafała Turkowiaka kosztują tyle, co Królowa Gitar. – Najtańsza gitara kosztuje 7490 złotych, więc to nie jest duży wydatek. Proszę pamiętać, że to nie jest gitara ze sklepu, tylko na całe życie. Gdy muzycy kupują w sklepie, często muszą kupować w sumie kilka gitar – zastrzega lutnik.

Nic dziwnego więc, że niewielki wielkopolski warsztat działa na globalną skalę. Rafał Turkowiak kupuje drewno i inne elementy gitar w co najmniej siedmiu krajach świata, a klienci również pochodzą z całego globu. – Szukanie elementów to bardzo długi proces. Zaczyna się od tego, że gitara, po zaprojektowaniu, wymaga pewnych komponentów. Ich szuka się po całym świecie, w najróżniejszych firmach – mówi. W tym przypadku w grę wchodzą nawet antypody Polski: Nowa Zelandia, USA, Kanada, czy nieco bliższa już Hiszpania.

Najlepszym przykładem może być drewno: wspomniane Ancient Kauri z Nowej Zelandii nie jest powszechnie dostępne. Nowozelandczycy już dawno temu wprowadzili zakaz wywozu tego drewna, ale istnieją jeszcze nieliczne firmy, dysponujące certyfikowanymi zapasami takiego „surowca” zakupionymi przed wprowadzeniem zakazu. Rafał Turkowiak znalazł taką firmę w USA. Tak samo zaczyna się dziać w przypadku palisandru brazylijskiego – istnieją jeszcze firmy, które robiły zapasy w latach 70., 80. i 90. Rynek nie ma jeszcze z palisandrem problemu, ale ceny już rosną.

To samo dotyczy też innych elementów: choćby progów gitary, nabijanych na podstrunnicy. – Gdy budujemy najdroższe gitary, stosujemy tzw. stop Gold-Evo. Jest on trzykrotnie twardszy od tych najtwardszych, powszechnie dostępnych na rynku – tłumaczy Turkowiak. – Krótko mówiąc: szukamy firm, które dostarczają komponenty, i wybieramy najdroższe – ucina.

– Praca lutnika polega na tym, żeby tego typu gatunki drewna skomponować w taki sposób, żeby gitara brzmiała w sposób wyjątkowy. Nie zawsze chodzi bowiem o to, by gitara brzmiała, „jak gitara” – kwituje twórca Królowej Gitar. – Chodzi o takie gatunki drewna i takie wykonanie, by muzyk mógł wejść do studia czy wyjść na scenę i powiedzieć: nikt na świecie nie ma takiej gitary, jak ja – podsumowuje.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.