Kierowcy, którzy tankowali w tym tygodniu na katowickiej stacji Shell, nie zdołali odjechać daleko.
Kierowcy, którzy tankowali w tym tygodniu na katowickiej stacji Shell, nie zdołali odjechać daleko. Fot. 123rf.com

Niby nic, eksperci uspokajają, że czasy chrzczenia benzyny mamy za sobą. A jednak takich sytuacji zdarza się w ciągu roku kilkaset. Internauci szydzą z firmy – i całej branży – infolinie są oblężone, rzecznik niedostępny. Wizerunkowa wpadka pierwszej klasy.

REKLAMA
„A może V-powera lejemy? Dobrze zrobi to układowi paliwowemu, przepłuka wtryskiwacze i wyczyści układ” - wyzłośliwia się jeden z czytelników strony „Informacje Drogowe – Katowice i Okolice” na Facebooku, która jako pierwsza zaczęła sygnalizować problemy w Katowicach.
Trudno jednak nie zrozumieć irytacji kierowców. Kto miał okazję zatankować w środę rano na stacji firmy Shell na ulicy Mikołowskiej w Katowicach, ten miał okazję przejechać... kilka następnych metrów. Potem silnik dławił się i gasł. Początkowe domniemanie – że zamiast benzyny kierowcy tankowali wodę – wkrótce przekształciło się w pewność. Co więcej, problem nie dotyczył wyłącznie tej stacji, ani też – wyłącznie w Katowic. Niemal jednocześnie sygnały o wodzie w dystrybutorach pojawiły się w Krakowie i Bielsku-Białej.
Firma potwierdziła, że wody było w dystrybutorach znacznie za dużo. – Czujniki wskazały, że w paliwie jest woda, którą faktycznie następnie wypompowaliśmy z paliwa. Niestety, nim czujniki zareagowały, część kierowców zdążyła zatankować – tłumaczył Wojciech Winkler, rzecznik Shell Polska radiu Eska. Jak poinformował nas później, "problem znajdował się w dostarczonym produkcie" i dotyczył tylko jednej stacji. Mimo to infolinia Shella była wręcz oblężona – mimo kilkukrotnych prób dodzwonienia się, można było jedynie wysłuchać komunikatu, że „wszystkie linie są zajęte”.
Eksperci zapewniają, że "chrzczenie" paliwa to już przeszłość.
Eksperci zapewniają, że "chrzczenie" paliwa to już przeszłość. Fot. Pixabay
Szczęście w nieszczęściu: zarówno firma, jak i eksperci wykluczają „ochrzczenie paliwa” wodą. – To nie jest 2000 czy 1995 rok, kiedy rozcieńczanie paliwa była praktyką niemalże powszechną, zwłaszcza na stacjach nie należących do wielkich sieci – mówi INN:Poland Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliwowego i były szef Polskiej Izby Paliw Płynnych. – Teraz to raczej problem jakości ludzi na stacji, czy w którymś z ogniw ciągu logistycznego – dodaje.
O co dokładnie chodzi? O prostą reakcję – w benzynie znajduje się woda. Gdy paliwo znajdzie się w zbiorniku, po jakimś czasie „odstaje się” i opada na dno zbiornika. Nie tylko pod dystrybutorami, to samo w przypadku baku samochodu. Podziemne zbiorniki pod stacjami muszą więc być regularnie „odwadniane” - czyli należy odpompowywać z nich resztki, bo w nich jest najwięcej wody. Ponadto pracownicy mogą zbyt nisko opuścić końcówkę węża pobierającego paliwo – wtedy będzie ona zasysać mieszankę z większą ilością wody.
Rzecznik Shell wyklucza taką sytuację. - Rurarz, którym paliwo jest pompowane ze zbiornika do dystrybutora znajduje się zawsze w jednym położeniu zbiornika (zawsze na stałej wysokości) i nie występuje coś takiego jak możliwość dostosowywania wysokości położenia „węża pobierającego paliwo”. Paliwo do dystrybutora jest zawsze pobierane jest z jednego poziomu w zbiorniku - podkreśla Wojciech Winkler.
Takie przypadki zdarzają się, ale niezbyt często. Jak podkreśla Szczęśniak, w ciągu roku może to być kilkaset przypadków. – Na prawie 8 tysięcy stacji, 12 milionów samochodów oraz 25 miliardów tankowań, więc odsetek naprawdę jest niewielki – argumentuje.
Pocieszające jest też to, że woda nie uszkadza trwale auta. Owszem, doprowadza do sytuacji, w której silnik dławi się i gaśnie, konieczna jest interwencja mechanika oraz czyszczenie przewodów auta. Jednak nie wiąże się to z koniecznością dokonywania wymiany elementów samochodu. – Gdy wody jest dużo, po prostu się nie spala. Jeżeli silnik będzie miał wystarczająco silną mieszankę, będzie w stanie ją nawet wypchnąć – kwituje Szczęśniak.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl