Wiesław Rozłucki rządził giełdą przez piętnaście lat. Niektórzy analitycy chętnie widzieliby go z powrotem na GPW.
Wiesław Rozłucki rządził giełdą przez piętnaście lat. Niektórzy analitycy chętnie widzieliby go z powrotem na GPW. Fot. Agencja Gazeta

„W swoich analizach nie biorę już pod uwagę wskaźnika WIG20. Doszedłem do wniosku, że nie odzwierciedla on opinii inwestorów o spółkach, tylko jest sondażem zaufania do polityki rządu” - mówi nam Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Na tydzień przed walnym zgromadzeniem GPW, które zapewne odwoła prezes Małgorzatą Zaleską ze stanowiska prezesa, dołują zarówno nastroje na parkiecie, jak i odnośnie przyszłości tej instytucji.

REKLAMA
– Tak – ucina krótko Piotr Kuczyński, główny analityk funduszu Xelion, gdy pytamy go o to, czy spodziewa się dymisji prezes Małgorzaty Zaleskiej. Już 4 stycznia, na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy GPW – na którym Skarb Państwa ma decydujący głos – ma zapaść decyzja co do przyszłości pani prezes.
Nie miała ona nadzwyczaj dobrej prasy. Ta ekonomistka ze Szkoły Głównej Handlowej cieszyła się opinią teoretyka, ale niekoniecznie praktyka. – Bez przesady. Miała za sobą doświadczenie z kadencji pracy we władzach Narodowego Banku Polskiego – zastrzega w rozmowie z INN:Poland Janusz Jankowiak. Dla Piotra Kuczyńskiego kompetencje szefowej warszawskiej giełdy w ogóle nie mają wielkiego znaczenia, po prostu nie wykazywała się talentem menedżerskim.
„Małgorzata Zaleska nie chce zejść z parkietu” – bawiła się słowami „Gazeta Prawna” niecałe kilkanaście dni przed świętami. Szefowa GPW sugerowała wówczas, że stara się o spotkanie z wicepremierem Mateuszem Morawieckim – i od tej rozmowy miałyby zależeć jej dalsze losy. – Widzę, że bardzo się stara pozostać na stanowisku: kilkakrotnie wygłosiła ostatnio bardzo płomienną obronę rządu i jego polityki w stosunku do giełdy – podkreśla Jankowiak. Ale już to czy rząd podziela ten entuzjazm, jest wątpliwe. Nie wiadomo nawet, czy do spotkania Zaleskiej i Morawieckiego doszło.
Małgorzata Zaleska w ostatnich tygodniach coraz życzliwiej ocenia plany rządu. Pytanie, czy uda jej się dzięki temu ocalić stanowisko.
Małgorzata Zaleska w ostatnich tygodniach coraz życzliwiej ocenia plany rządu. Pytanie, czy uda jej się dzięki temu ocalić stanowisko. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Kto miałby zastąpić panią prezes? – Ktoś zaufany – komentują nasi rozmówcy, a Piotr Kuczyński podkreśla, że najchętniej zobaczyłby ponownie na giełdzie jej wieloletniego szefa i współzałożyciela, Wiesława Rozłuckiego. Taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny: mimo że GPW w ostatnich czterech latach miała czterech kolejnych prezesów, to nie wydaje się, by Rozłucki był wysoko na liście potencjalnych rządowych kandydatów. Zresztą, trudno się dziwić: dziś giełda wydaje się być cieniem samej siebie sprzed lat.
Charakterystyczny chaos
Przede wszystkim giełda, a przynajmniej największe rekiny parkietu, mogłyby równie dobrze uchodzić za departamenty któregoś z resortów. – Od przyszłego roku w swoich analizach nie będę już brał pod uwagę wskaźnika WIG 20 – mówi Janusz Jankowiak. – Ten wskaźnik jest w tej chwili w 75 procentach ważony spółkami z udziałem Skarbu Państwa, więc kształt tego indeksu nie odzwierciedla opinii inwestorów o spółkach, tylko jest sondażem zaufania do polityki rządu. Zwłaszcza w odniesieniu do spółek zależnych od Skarbu Państwa, w mniejszym stopniu do koniunktury – dodaje.
– Dokładnie to samo mógłbym powiedzieć – sekunduje mu Piotr Kuczyński. – W przeciwieństwie do mWIG40, mierzącego mniejsze spółki i będącego na poziomie najwyższym od 2007 roku, WIG20 jest daleko za indeksami europejskimi, nie mówiąc o amerykańskich. To „zasługa” polityków: nałożyli podatek bankowy, który uderzył w banki; kazali koncernom energetycznym utrzymywać kopalnie, co uderzyło w sektor energetyczny. A banki i energetyka to praktycznie 70-80 proc. tego indeksu. Nie ma się co dziwić – kwituje.
Rzeczywiście, na tym tle dobra koniunktura na rynku mniejszych spółek „wiosny nie czyni”. O próbach ściągania na giełdę inwestorów zza wschodniej granicy – z Białorusi, Ukrainy, a nawet egzotycznych Chin – nasi rozmówcy wspominają raczej z przekąsem. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że nasze rodzime firmy GPW postanowiły obchodzić szerokim łukiem. W tym roku na rynku głównym zadebiutowało zaledwie piętnaście spółek – dokładnie połowa tego, co rok wcześniej. „Polska giełda i kurs waluty pogrążają się od roku” – podsumowywał w opublikowanym tuż przed świętami artykule „Washington Post”. Z warszawskiego parkietu wycofali się Czesi: firma Kofola, do której należy w Polsce Hoop Cola, zdecydowała, że będzie odtąd działać tylko na jednym parkiecie: praskim. Być może w styczniu z GPW zniknie też jedna ze spółek firmy mięsnej Cedrob S.A.
Wicepremier Morawiecki prezentuje założenia reformy OFE, kilkakrotnie od tamtej pory zmienione.
Wicepremier Morawiecki prezentuje założenia reformy OFE, kilkakrotnie od tamtej pory zmienione. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Generalnie, nic dziwnego, że na giełdzie dominują minorowe uczucia. Panuje przekonanie, że w strategii wicepremiera Morawieckiego rynek kapitałowy odgrywa poślednią rolę. Jednocześnie władze pozwalają sobie na „charakterystyczny chaos” – jak definiowali to nasi rozmówcy – w odniesieniu do decyzji istotnych dla funkcjonowania giełdy w przyszłości. Najlepszym przykładem może być przebieg dyskusji i procesu decyzyjnego w sprawie ostatecznego rozmontowania OFE. Ale nie brak też innych przykładów: choćby używania przedsiębiorstw Skarbu Państwa do realizacji nie-biznesowych, albo niekoniecznie zyskownych przedsięwzięć. Państwowe giganty stają się departamentami ministerstwa rozwoju? – Rzeczywiście, tak to wygląda – śmieje się Kuczyński. – Na szczęście, w tych mniejszych firmach [z mWIG40 – przyp. red.] wpływy polityków są znacznie mniejsze – podkreśla.
W procesie obumierania
Co nie znaczy, że takie status quo zostało dane raz na zawsze. OFE – dzięki środkom z naszych emerytur – były znaczącym udziałowcem w szeregu średnich i mniejszych spółek giełdowych. W Elbudowie było to ponad 76 proc. akcjonariatu, w Magellanie – 68 proc. Był to jednak najczęściej akcjonariat rozproszony – co najwyżej kilka, kilkanaście procent udział w ręku danego funduszu. Odkąd zaczęto jednak mówić o przejęciu środków z OFE założyciele firm – dzięki temu rozproszeniu udziałów zarządzający lub mający wpływ na zarządzanie spółkami – zaczęli szukać możliwości wypchnięcia OFE ze swojego akcjonariatu.
Jakąś rolę odgrywał w tym fakt, że zamiast kilku czy kilkunastu drobniejszych graczy, musieliby się zmierzyć z jednym dużym adwersarzem – Skarbem Państwa, w takiej czy innej postaci. Czy w takiej nowej sytuacji giełdowe średniaki mogłyby zostać podporządkowane wytycznym rządu tak, jak wielkie państwowe koncerny? – Zależy, jaki jest tam udział inwestora instytucjonalnego – mówi nam Janusz Jankowiak. – Generalnie, czegoś takiego wykluczyć nie można.
Pionierzy polskiej giełdy, 1994 rok.
Pionierzy polskiej giełdy, 1994 rok. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Jak będzie, dowiemy się już wkrótce. Po kilku miesiącach przepychanek, tuż przed świętami gabinet Beaty Szydło przyjął ostateczną wersję reformy systemu emerytalnego – środki z OFE miałyby zostać rozdysponowane między Funduszem Rezerwy Demograficznej (25 proc.), a funduszami inwestycyjnymi (pozostałe 75 proc.). – Są dwa punkty widzenia – mówi Kuczyński. – Niektórzy z moich kolegów optymistycznie zakładają, że skoro środki trafią do normalnych funduszy inwestycyjnych, a do tego powstanie filar pracowniczy, to rozrusza to giełdę.
– Osobiście w to wątpię – kwituje jednak główny ekonomista Xeliona. – Filar pracowniczy nie wypali, młodzi się masowo z niego wypiszą. Tym bardziej, widząc jak szybko zmieniają się pomysły w sprawie emerytur. Mało kto ufałby dziś w ten systemu – podsumowuje. Kuczyński nie jest też optymistą w dziedzinie transferu środków z OFE do TFI: jego zdaniem, pula tych środków będzie się w naturalny sposób kurczyć i obumierać – zwłaszcza, że będzie można je wycofywać.
Oczywiście, zniszczenie giełdy nie leży w niczyim interesie. Nawet jeśli, jak podkreśla Janusz Jankowiak, polityka rządu ma charakter etatystyczny – czyli jest nastawiona na zwiększenie udziału państwa w różnych segmentach rynku – nie oznacza to demontażu rynku kapitałowego. Cóż, w końcu instytucje, na których gabinet Beaty Szydło chce budować nową gospodarkę – np. Polski Fundusz Rozwoju – będą musiały szukać finansowania na rynku kapitałowym, emitując obligacje i papiery wartościowe.
Burza wokół OFE zaczyna już cichnąć. Ale niemal pewne wydaje się, że politycy poszukają kolejnych okazji do grzebania przy giełdzie. – Weźmy pomysł pana ministra Tchórzewskiego [Krzysztof Tchórzewski, minister energii – przyp. red.] z podniesieniem nominalnej wartości akcji, co też doprowadziło do dużych spadków cen. Nie zapominajmy o kredytach frankowych, które wiszą nad bankami: prezydent powiedział ostatnio, że należy je przewalutować po cenie z dnia wzięcia kredytu – wylicza Kuczyński. Zaleska czy nie, giełdy to nie uratuje.

Napisz do autora: mariusz.janik@innpoland.pl