Nie wierzyć w ANI JEDNO SŁOWO Trumpa. Tę radę trzeba wziąć sobie do serca, zanim posłuchamy, co nam powie

Donald Trump tka opowieść o sobie, "kreatywnie" podchodząc do faktów i liczb.
Donald Trump tka opowieść o sobie, "kreatywnie" podchodząc do faktów i liczb. Fot. Wikipedia
„Donald Trump jest prezydentem nieprzewidywalnym” – powtarzają eksperci pytani o amerykańskiego przywódcę. I to jedyna prawda w opowieści o obecnym gospodarzu Białego Domu. Zanim jeszcze wprowadził się do Waszyngtonu, Trump-biznesmen tkał opowieść o sobie z mitów i, w najlepszym przypadku, półprawd. Nie inaczej jest teraz: nie ma dnia, żeby amerykańskie media nie wytknęły mu jakiegoś kłamstewka. Nad Wisłą też można się spodziewać obietnic bez pokrycia, jak wizy, które obecny prezydent obiecywał Polakom w trakcie kampanii wyborczej, czy ewentualne dalsze dostawy gazu LNG.


Gdzieś w połowie lat 90. Donald Trump spotkał się na polu golfowym na nowojorskim Long Island z Markiem Mulvoy'em, wówczas szefem magazynu „Sports Illustrated”. Byli na wysokości szóstego dołka, kiedy zerwała się burza. Rzęsisty deszcz na dłuższą chwilę zagonił graczy pod pobliski daszek. Gdy wrócili do gry, Mulvoy zauważył blisko dołka piłkę, „której wcześniej tam nie było”. – Czyja to piłka? – zapytał. – Moja – odparł natychmiast Trump. – Donald, nie opowiadaj głupot. Cały dzień puszczasz piłki panu Bogu w okno. Nie kłam mi tu – uciął Mulvoy. – Ach, wszyscy faceci, z którymi gram, oszukują na okrągło. Muszę robić to samo, żeby dotrzymać im kroku – odparł nie zmieszany sytuacją milioner.

Historię opisał dwa lata temu, jeszcze zanim wyliczanie kłamstw prezydenta stało się modne, dziennik „Washington Post”. Od tamtej pory takich opowieści tylko się namnożyło: nie tylko o polskich robotnikach, którzy nie dostali pieniędzy za wykonane prace, ale też o całych firmach, których kontrakty opiewały na setki tysięcy dolarów (np. zaangażowanych w prace w kasynie Taj Mahal w Atlantic City czy Trump Tower) i które były zmuszone ogłaszać bankructwo, gdy ich kontrahent nie spłacił zobowiązań. Cała kariera biznesowa Donalda Trumpa była co pewien czas poprzetykana negocjacjami z wierzycielami, które na pewien czas podnosiły „biznesowe imperium” Trumpa z upadku.
Z podobną nonszalancją Trump wszedł w politykę, a rzucona jesienią ubiegłego roku obietnica zniesienia wiz dla Polaków była najlepszym przykładem, że lokator Białego Domu przenosi dotychczasowe praktyki z biznesu do polityki. Jeżeli zwykliśmy kojarzyć wojowniczą retorykę i rozmijanie się z faktami z kampaniami wyborczymi, tak Trump udowadnia, że jego kampania wyborcza nie kończy się nigdy: nieprzychylna prezydentowi gazeta „The New York Times” na całej rozległej kolumnie wyliczyła prezydentowi kłamstwa z pierwszych stu dni prezydentury. Wyszło statystycznie jedno dziennie.

Kreatywnie o bilansach
Amerykaniści starają się zachować w tej sprawie zimny spokój, ale i oni nie mają większych złudzeń. – Wiarygodność prezydenta jest ograniczona. Doświadczenie jego kampanii wyborczej i jego prezydentury wykazało, że potrafi być zmienny w swoich poglądach – komentuje dyplomatycznie Longin Pastusiak, amerykanista i były marszałek Senatu. – Trzeba zatem bardzo ostrożnie podchodzić do obietnic, jakie prezydent Trump będzie składać w Polsce. Takie podejście do prezydenta widać też na scenie międzynarodowej – dodaje.


Cóż, tę „kreatywność w podejściu do faktów”, jak nazwał to swego czasu „The New York Times”, przez lata stwierdzali wszyscy, którzy mieli z Trumpem do czynienia. Znanemu anchormanowi, Larry'emu Kingowi, miał powiedzieć, że jego honoraria za wystąpienie sięgają miliona dolarów (w rzeczywistości nie przekraczały 400 tysięcy, aczkolwiek za wystąpienie w Polsce miał żądać takiej stawki). Próbując w 2004 roku zaciągnąć bankową pożyczkę ówczesny magnat rynku nieruchomości twierdził, że jego imperium jest warte 3,5 miliarda dolarów (bank doszukał się niecałego miliarda). Opowiadając o inwestycji hotelowej w Las Vegas twierdził, że pokoje zostały wyprzedane w ciągu tygodnia – tymczasem jeszcze w czasie, gdy udzielał wywiadu, na klienta czekał co czwarty pokój. Dziennik „USA Today” otwarcie pisał, że księgowi Trumpa podkręcają statystyki, żeby zaprezentować inwestorom lepszy obrazek firmy niż wynikałoby to z jej rzeczywistych wyników.
Wyolbrzymianie wyników i podkręcanie statystyk może mieć sens z punktu widzenia marketingu biznesowego. W polityce jednak sprawia, że dostaje się łatkę „nieprzewidywalnego”. – Taka nieprzewidywalność jest jedną z głównych cech Trumpa – twierdzi Pastusiak, który przygotowuje obecnie biografię 45. prezydenta USA. Na szczęście, Polacy chyba nie oczekują po wizycie amerykańskiego przywódcy cudów. – Czego się spodziewać? Potwierdzenia obecności wojskowej USA i zaangażowania w obszarze obronności. Być może, z uwagi na biznesowe doświadczenia Trumpa, podkreślenia znaczenia gospodarczych relacji między Polską a USA. I komplementów wobec Polski, nawiązujących do naszej historii, odwagi, waleczności, roli odegranej w transformacji politycznej – wylicza amerykanista.

Pięta achillesowa prezydenta-miliardera
Nie ma co jednak ukrywać, że wizyta Trumpa w Polsce to rutyna. Choć amerykańska Polonia liczy sobie prawdopodobnie około 10 milionów osób z polskimi korzeniami, to jest to środowisko dosyć mocno podzielone i nie mające wielkiej siły politycznej czy biznesowej. – Związki Trumpa z Polską są ograniczone – kwituje Pastusiak. – W czasie kampanii spotkał się on z Polonią, ale słowem nie wypowiedział się na temat Polski – dorzuca.

W sztabie Trumpa znaleźli się Amerykanie polskiego pochodzenia, jak choćby pierwszy szef kampanii, Corey Lewandowski. – Być może tam sprawy polskie w jakiejś postaci się pojawiały, ale nie przełożyło się to jakiekolwiek oficjalne oświadczenie – kwituje amerykanista. Może z wyjątkiem złożonej jeszcze jesienią obietnicy na temat zniesienia wiz dla Polaków, rytualnie powtarzanej przez kolejnych kandydatów na prezydentów. W tym przypadku największy paradoks polega na tym, że wewnętrzna polityka Trumpa ma charakter protekcjonistyczny (weźmy choćby jego stanowisko wobec zakładania fabryk w Meksyku i importu chińskich towarów), a Polacy od lat byli postrzegani za Atlantykiem przede wszystkim jako konkurencja na rynku pracy.
– Dużą zaletą wizyty prezydenta w Polsce będzie zapewne to, że dowie się on, gdzie Polska leży – mówi, i to całkiem poważnie, Longin Pastusiak. Ale pytany o decyzje, jakie mogłyby zostać ogłoszone w trakcie dwudniowego politycznego festiwalu przyjaźni polsko-amerykańskiej, rozkłada ręce. – On nigdy nie piastował żadnego stanowiska politycznego, przynajmniej pochodzącego z wyboru. Jego doświadczenie jest niemal zerowe i dopiero teraz zdobywa zupełnie nowe doświadczenia – podkreśla.

Brak know-how nie oznacza, rzecz jasna, że Trump będzie tak fatalnym prezydentem, jak chcieliby jego adwersarze. Ale niemal pół roku zasiadania w Białym Domu na razie nie napawa optymizmem. – Przez pięć miesięcy jego administracja nie złożyła, poza projektem budżetu, ani jednego projektu ustawy. To ewenement w historii prezydentury USA: zwykle w pierwszych miesiącach prezydenci wnosili od kilku do kilkudziesięciu projektów ustawodawczych. Na dodatek, w obu izbach Kongresu dominują republikanie, co tylko ułatwiałoby Białemu Domowi zadanie – mówi Pastusiak.

Tymczasem Trump woli rządzić dekretami prezydenckimi – o mocy prawnej mniejszej niż w przypadku ustawy, a jednocześnie nie wymagającymi akceptacji Kongresu. – To może wynikać z braku zwartej strategii politycznej, słabości bezpośredniego i mało kompetentnego otoczenia, a przede wszystkim z braku obycia politycznego – zastanawia się ekspert. Jakikolwiek czynnik wchodzi tu w rachubę, trudno się spodziewać, by przy takich słabościach w polityce wewnętrznej Trump był w stanie zaproponować cokolwiek konstruktywnego sojusznikom, którzy tak niewiele dla niego znaczą.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Igor IluninIgor Ilunin

Większość ludzi już jest przyzwyczajona do przyswajania danych i multimediów na wielu ekranach. Stąd oczekiwana, że samochody zapewnią podobne możliwości, są naturalne.

Piotr BuckiPiotr Bucki

Czasem na szkoleniach przeprowadzam pewien eksperyment. Proszę uczestników, żeby wskazali lewą i prawą stronę. Nic trudnego. Dla przeważającej większości. To jednak nie koniec eksperymentu.

Tomasz SwiebodaTomasz Swieboda

Polski rynek venture capital z roku na rok staje się coraz dojrzalszy i powoli zaczyna przypominać zachodnie ekosystemy. Tak w ostatnich dwóch latach wyglądała lokalna scena startupowa.