Powrót parobka: śmieciówka à la PiS, która jest niezgodna z konstytucją

Piotr Duda, szef "Solidarności", nazywa sposób forsowania umów o pomoc "jawnym pogwałceniem zasad prowadzenia konsultacji społecznych".
Piotr Duda, szef "Solidarności", nazywa sposób forsowania umów o pomoc "jawnym pogwałceniem zasad prowadzenia konsultacji społecznych". Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Związkowcy mówią o nich „powrót parobka”. Centralny Instytut Ochrony Pracy uznaje je za „niezgodne z konstytucją”. Umowa o pomoc to nowy wariant umowy cywilno-prawnej, popularnie nazywanej „śmieciową”. Paradoksalnie, na rynek pracy chce ją wprowadzić partia, która obiecywała całkowitą likwidację umów śmieciowych. Nic jednak nie dzieje się przypadkiem.

150 tysięcy osób – tak szacowano w pierwszych tygodniach bieżącego roku zapotrzebowanie na pracowników sezonowych w Polsce. Zapotrzebowanie, które na dodatek rośnie o 1 procent rocznie. W olbrzymiej większości rąk do pracy brakowało w rolnictwie: nawet jeżeli Polacy jeżdżą do pracy w sadach i na polach – to wolą te na Zachodzie, gdzie mogą dostać odpowiednio wyższe stawki za swój wysiłek. W efekcie polskie rolnictwo w ostatnich latach trwa dzięki ukraińskim pracownikom sezonowym.

Z jakiegoś powodu jako remedium na tę sytuację prezentuje się tzw. „umowy o pomoc”, przejściową formułę zatrudnienia, zawieraną maksymalnie na 90 dni. Umowa o pomoc pozwala płacić mniej niż wynosi minimalna stawka godzinowa (13,70 zł brutto, 10,50 zł netto) i otwiera furtkę do odejścia od unormowanego czasu pracy oraz prawa do wypoczynku. Umowa o pomoc pozwala też nie zapewniać zatrudnionym odpowiedniej ochrony BHP.

Umowa o pomoc a konstytucja RP
Teoretycznie, artykuł 304 kodeksu pracy gwarantuje ochronę osobom zatrudnionym na bazie wszelkich umów. Tu nie ma jednak zastosowania: rolnik nie jest pracodawcą czy przedsiębiorcą – i nie ma żadnego obowiązku dbania o bezpieczeństwo pracy „pomocników”.


Te pierwsze zapisy sprawiły, że w ocenie związkowców z „Solidarności” nowe umowy stają się owym „powrotem parobka”. Z kolei niezapewnienie odpowiednich warunków co do bezpieczeństwa i higieny pracy – budzi opór Centralnego Instytutu Ochrony Pracy jako sprzeczne z konstytucją, a konkretniej jej zapisem – „każdy ma prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy”.
Ochrona wchodzi post factum – rolnik powinien swoim pomocnikom zapłacić należne ubezpieczenie wypadkowe i zdrowotne, co ma gwarantować opiekę w sytuacji, gdyby doszło do jakiegoś wypadku. To oznaczałoby koniec z sytuacjami, w których nieubezpieczone ofiary wypadków nie mogły liczyć na odszkodowanie czy skorzystać ze świadczeń medycznych. Składka ubezpieczeniowa nie jest zresztą wielka: to 100 złotych za miesiąc zatrudnienia – wystarczy zatem "zejść" z minimalnego wynagrodzenia o 70 groszy, by w ciągu miesiąca uskładać z zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy tę „stówkę”.

Biorąc pod uwagę pół miliona osób zatrudnionych przy rolniczych pracach sezonowych oznacza to wpływ do ZUS około 50 mln złotych co miesiąc, a w całym sezonie – około 150 mln złotych, tylko z tytułu „umów o pomoc”, z perspektywą dalszego wzrostu. Ponieważ co najmniej połowa „pomocników” to Ukraińcy, którzy po wykonaniu prac sezonowych wyjadą, drobniejszych wypadków prawdopodobnie nie zgłoszą, a konsekwencje poważniejszych będą leczyć w rodzimej służbie zdrowia – dla systemu ubezpieczeń społecznych i Zakładu będzie to zastrzyk pozbawionej większych zobowiązań gotówki.

Luka na rynku pracy
Tym bardziej, że wskaźnik wypadkowości w rolnictwie systematycznie się zmniejsza – według danych KRUS, w ubiegłym roku wyniósł 10,2 wypadków na 1000 ubezpieczonych, z czego najwięcej (50,2 proc.) to „upadki osób”, a także pochwycenia, uderzenia przez ruchome części maszyn i urządzeń” (11,7 proc) lub „uderzenie, przygniecenie bądź pogryzienie przez zwierzęta” (11,2 proc.). Statystyce wymykają się zapewne takie wypadki, jak ten w Staniszewie – gdzie lokalny przedsiębiorca wywiózł zatrudnioną nielegalnie Ukrainkę po wylewie z gospodarstwa i zostawił na miejskiej ławce.

Innymi słowy, w ministerstwie rolnictwa powstał projekt umów, przy których dotychczasowe umowy śmieciowe wydają się być luksusem. Pomysłodawców być może uspokajała świadomość, że w większości na takich umowach wylądują ukraińscy „pomocnicy” – więc nie będzie on budzić wielkiego oburzenia „w elektoracie”. Ale przy tej okazji dają Ukraińcom kolejny impuls do tego, by pracy szukać raczej w krajach zachodnich, skąd z powodzeniem da się „wyprzeć” polskich pracowników sezonowych, tak jak stało się to już wcześniej na rynku usług zdrowotnych i opieki nad seniorami.

Nic dziwnego, że konsultacje społeczne w sprawie „umów o pomoc” ograniczyły się do pokazania projektu organizacjom rolników – które przyjęły go z otwartymi ramionami. Na dłuższą jednak metę przegrani mogą okazać się wszyscy, którzy tej formuły „śmieciówki” mieli okazję doświadczyć.
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Podczas ostatniej konferencji Kurs na HR w Gdańsku, Marcin Grzegory z Invest in Pomerania, zadał widowni pytanie, „Kto z Państwa wie coś na temat projektu Invest in Pomerania”. Potem dodał, „Pytam, bo wiem, że nie ma nic gorszego niż opowiadania o rzeczach, które ludzie znają i kojarzą”. Miał rację.

Łukasz DudkoŁukasz Dudko

Odpowiedzi na to pytanie jest tyle, że wystarczyłoby pewnie na grubą książkę, ale skupmy się na dwóch kluczowych błędach: słabej analizie konkurencji oraz nieprzygotowaniu produktu i zespołu. Bez tego ekspansja na rynki zagraniczne nie ma szans.

Bartłomiej DąbkowskiBartłomiej Dąbkowski

Walter Isaacson, w podsumowaniu biografii Leonardo da Vinci, podsuwa nam sporą listę wniosków wynikających z działalności artysty, które można wykorzystać do rozwijania swojej kreatywności.