Nowa moda w kryptowalutach, nie trzeba kopać. Jak zarobić 100 tys. zł rocznie i się nie narobić

Masternode to węzeł sieci kryptowalutowej, który może np. służyć do autoryzacji dokonywanych w niej transakcji.
Masternode to węzeł sieci kryptowalutowej, który może np. służyć do autoryzacji dokonywanych w niej transakcji. Fot. 123rf.com
Rynek kryptowalutowy szuka swoich kolejnych nisz, w których dałoby się zarobić. „Masternode jest tańszy od koparek, a zarobić da się równie dobrze” – tak reklamują nowy sposób zarabiania zarówno osoby ze środowiska inwestorów, jak i dostawcy sprzętu służącego jako wspomniany masternode. To jedna wyższa szkoła jazdy, twórcy takich „węzłów sieci o szczególnych znaczeniu” powinni mieć swój zapas kryptowaluty oraz nieco większą niż podstawowa wiedzę o kryptowalutach. I skłonność do ryzyka, bo nawet jeżeli masternode używa się efektywniej, to jest to również znacznie mniej bezpieczne dla całej sieci.

Do tej pory inwestowanie w kryptowaluty miało dwie najpopularniejsze formy: kupowania ich na giełdach oraz samodzielnego kopania. Kupowanie było popularne do końca ubiegłego roku, gdy kurs bitcoina sięgnął sufitu, ciągnąć za sobą inne jednostki. Kopanie (czyli udział zakupionych mocy obliczeniowych w procesie tworzenia nowych jednostek danej kryptowaluty) też powoli przestaje być atrakcyjną alternatywą – żeby wykopać najpopularniejsze i najdroższe kryptowaluty trzeba zainwestować niemałe pieniądze w sprzęt (co doprowadziło do sytuacji, w której karty graficzne do komputerów niebotycznie podrożały) i energię elektryczną („kopalnie bitcoinów zużywają więcej prądu niż Irlandia” – jak skrzętnie doliczono się kilka miesięcy temu). A efekty są coraz skromniejsze.

„Nie kupuj koparek”, „nie kop starym laptopem, zajedziesz go, a nie zyskasz prawie nic: to już nie te czasy, gdy stare syfy kopały rozsądne ilości jakichkolwiek monet” – doradzają sobie dziś miłośnicy bitcoina i jego alternatyw. Rozwiązaniem – zarówno pod względem ekonomicznym, jak i technologicznym – mają być właśnie masternode'y, które środowisko „odkryło” najwyraźniej kilka miesięcy temu, gdy opadła fala entuzjazmu związanego z bitcoinem.

Masternode daje wpływ na kryptowalutę
– Masternode moglibyśmy nazwać węzłem o większym znaczeniu dla danej sieci. Moglibyśmy też nazwać go węzłem posiadającym prawo głosu, tak jak akcje uprawniają nas do decydowania o losie firmy, w którą zainwestowaliśmy – próbujemy ustalić definicję „masternode'a” dla laików z Lechem Wilczyńskim, szefem Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin, ekspertem od kryptowalut. – To węzeł, który w sieci może mieć możliwość wpływu na emisję, a więc podaż danej kryptowaluty. To węzeł, który może brać udział w autoryzacji transakcji na danej kryptowalucie – tłumaczy nam Wilczyński.
Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak jeden ustalony wzorzec masternode'a: każda kryptowaluta ma własne reguły, tzw. protokoły i one też określają rolę węzłów – również masternode – w całym systemie danej kryptowaluty. Dlatego też masternode'y sieci DASH – czyli komputery, na których uruchomiono rdzeń Dash – „decydują o zawieraniu transakcji, miksują przelewy, pozwalają głosować w rozdzieleniu budżetu”. Ich właściciele mają więc niebagatelny wpływ na losy DASH.


Owszem, muszą zainwestować: należy najpierw zgromadzić 1000 DASH, posiadać serwer z dedykowanym adresem IP dostępnym w sieci przynajmniej 23 godziny dziennie. Za to przypada właścicielowi 45 proc. wynagrodzenia za każdy wydobyty blok – średnio każdy węzeł otrzymuje 0,28 DASH dziennie, dobijając 100 rocznie. Biorąc pod uwagę kurs DASH (około 340-350 dol. za jednostkę) – to roczny zarobek rzędu 34-35 tysięcy dol.

Z perspektywy laika wygląda to świetnie: na biurku stoi komputer i wypracowuje sobie w ciągu roku ponad 100 tysięcy złotych. Problem w tym, że za „postawienie” masternode'a sieci DASH trzeba dziś zapłacić, według różnych szacunków, od pół do miliona dolarów.

Nie zawsze tak było. „Kiedyś masternode dasha można było kupić za dolara” – wspomina jeden z inwestorów. I to wspomnienie działa dziś, jak wspomnienia pierwszych nabywców bitcoina, kupionych za kilka dolarów, a dziś wartych kilka tysięcy dolarów: przemawia do wyobraźni.

Ryzyko korzystania z masternode
Oczywiście, masternode to wyższa szkoła jazdy – choćby ze względu na barierę wejścia, jak te 1000 w przypadku DASH. Dlatego chętni skrzykują się dziś w sieci. – Szukam osób ze Śląska do założenia wspólnego masternode waluty X, preferuję najpierw kontakt osobisty, bo chodzi w końcu o niebagatelną kwotę – ogłoszeń takiej treści nie trzeba długo szukać.
– To rozwiązanie pod pewnymi względami tańsze niż kopanie, ale niekoniecznie bezpieczniejsze – ostrzega jednak Wilczyński. Masternode nie opiera się o „dowód pracy” (proof of work), jak kopalnie, ale o kapitał zgromadzony (proof of stake), na którym oparte jest zaufanie do węzła i autoryzowanych przez ten węzeł transakcji. A protokół proof of stake to z kolei rozwiązanie podatne na „atak Sybilli” (Sybil attack), czyli możliwość sfałszowania tożsamości uczestniczących w transakcjach stron. „Atak Sybilli” podważa zaufanie sieci do danego węzła i w zasadzie może sprawić, że cała inwestycja stanie się bezużyteczna.

Czy masternode'y staną się celem „ataków Sybilli”, to się dopiero okaże – dotychczas było ich na tyle mało, że hakerzy się nimi nie interesowali. Poza tym środki konieczne do „postawienia” masternode'a stają się, w gruncie rzeczy, kapitałem zamrożonym: jeżeli inwestor zdecyduje się na ich sprzedaż w pewnym momencie, traci też masternode'a. Co oznacza, że decydując się na masternode'a, dokonujemy pewnego strategicznego wyboru, dotyczącego związania się z daną kryptowalutą na dobre i na złe, a przynajmniej na długo.

– Trzeba zatem uważać na te ogłoszenia typu „postawię masternode”, zwłaszcza jeżeli chętni do wykonania takiej usługi nie wyjaśniają, o co konkretnie chodzi – ostrzega ekspert. Pokusa jest wielka: masternode pozwala zarobić czy to na prowizjach od transakcji, czy na dodatkowej puli jednostek wydobytych przez kopaczy. Można zatem zyskać, teoretycznie tańszym kosztem niż budując koparki i biorąc udział w procesie kopania kryptowalut. Ale i ryzyko jest większe. Cóż, bez ryzyka nie ma jednak zabawy – jak podkreślają entuzjaści „stawiania” masternode'ów.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Na jednym ze szkoleń uczestnicy robią ćwiczenie. Mają przygotować prostą anegdotę. Na dowolny temat. Może to być własna historia. Może być zasłyszana. Jedna z uczestniczek bardzo precyzyjnie i dobrze opowiada historię „o bezstresowym wychowaniu”. Być może ją znasz.

Igor IluninIgor Ilunin

Komunikacja machine-to-machine jest jednym z kluczowych składników przyszłości transportu globalnego.

Łukasz MurawskiŁukasz Murawski

Jeśli piszesz (lub zamierzasz pisać) książki, to raport z badań stanu czytelnictwa w Polsce za rok 2017 powinien Cię dodatkowo motywować.