Mateusz Morawiecki już w kwietniu zapowiedział powstanie Funduszu Dróg Samorządowych. Ustawy jednak nie konsultowano, bo dotyczyła "pilnej kwestii".
Mateusz Morawiecki już w kwietniu zapowiedział powstanie Funduszu Dróg Samorządowych. Ustawy jednak nie konsultowano, bo dotyczyła "pilnej kwestii". Fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

Kampania samorządowa w apogeum, zatem i rząd wysyła wyborcom jasny sygnał, na kogo warto w niej postawić. Poręcznym narzędziem może się okazać Fundusz Dróg Samorządowych: dysponujący miliardami złotych mechanizm dofinansowania dróg gminnych i powiatowych, dróg dla celów militarnych czy mostów. Ostatnie słowo w procesie przyznawania dotacji ma należeć do szefa rządu.

REKLAMA
Fundusz Dróg Samorządowych był jednym z punktów „piątki Morawieckiego”: rozpisanym na dekadę specjalnym mechanizmem finansowym, który ma oliwić inwestycje w lokalną infrastrukturę w mniejszych ośrodkach, z dala od dużych metropolii i kluczowych szlaków komunikacyjnych. Oliwić bardziej niż kiedykolwiek, bo teraz wsparcie ma sięgać 80 – a nie 50 – proc. danej inwestycji.
Najpierw była mowa o 5 mld złotych. Teraz wiadomo, że będzie znacznie więcej: co roku z budżetu ma do Funduszu trafiać 1,1 mld zł, a 1,4 mld złotych dorzuci Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (to równowartość planowanej dopłaty emisyjnej, wpływy z której trafią do NFOŚiGW już od przyszłego roku).
Największy ruch na kontach będzie w najbliższych dwóch latach. W przyszłym roku rząd może dorzucić do budżetu funduszu 2 miliardy złotych z emisji papierów skarbowych. Z kolei w latach 2019-2020 po 400 mln zł wyłożą Lasy Państwowe, potem będzie to 2 proc. dochodów ze sprzedaży drewna – jakieś 120 mln zł rocznie.
W efekcie na jeden zgłoszony i zatwierdzony projekt przypadną środki kilkakrotnie większe niż dotychczas.
FDS w ciągu dwóch najbliższych lat będzie dysponować co najmniej kilkoma miliardami złotych, których dystrybucję będzie ostatecznie zatwierdzać sam szef rządu.
FDS w ciągu dwóch najbliższych lat będzie dysponować co najmniej kilkoma miliardami złotych, których dystrybucję będzie ostatecznie zatwierdzać sam szef rządu. Fot. Robert Robaszewski / Agencja Gazeta
Ręczne sterowanie przepływem pieniędzy
– Kampania to taki okres, kiedy najchętniej bym wyjechał i wrócił po wszystkim – wzdycha w rozmowie z INNPoland.pl wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP i wieloletni wójt gminy Terespol, Krzysztof Iwaniuk. – Wtedy się różne rzeczy opowiada. Nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, żeby premier miał ręcznie sterować przepływem środków z Funduszu. Po co wówczas organizować te konkursy o środki? – kwituje.
A jednak, zgodnie z projektem, który trafił do Rządowego Centrum Legislacji w piątek – bez konsultacji, z uwagi na „pilny charakter” – mechanizm przyznawania dotacji znacznie się zmieni. Z pozoru, jak wcześniej, rząd rozdzieli środki między województwa, a te urządzą konkursy na rozdział tej puli.
Diabeł tkwi w szczegółach: minister infrastruktury będzie weryfikować listy inwestycji zakwalifikowanych do wsparcia przez wojewodów, a ostateczną decyzję zatwierdzającą dotację podejmie premier. Szef rządu będzie mógł – bez podawania uzasadnienia – wykreślić z listy daną gminę.
Albo też dosypać środków wybranej gminie, odwołując się do „poprawy dostępności komunikacyjnej obszarów o niższej zamożności, wyrównywaniu szans rozwojowych regionów i budowaniu spójności terytorialnej kraju lub zgodności z programami realizowanymi przez Radę Ministrów”. – Brzmi jak podkładka dla widzimisię w przyznawaniu pieniędzy dla preferowanych samorządów – komentowała kąśliwie „Gazeta Wyborcza”.
Dotychczas samorządy mogły liczyć na 50 proc. dofinansowania, FDS będzie wykładać nawet 80 proc.
Dotychczas samorządy mogły liczyć na 50 proc. dofinansowania, FDS będzie wykładać nawet 80 proc. Fot. Michał Bedner / Agencja Gazeta
– Zważywszy na to, co premier od czasu do czasu mówi, należało się spodziewać, że tak będzie – mówi nam Eugeniusz Goraj, wiceprezydent Skierniewic ds. inwestycji i kandydat na burmistrza Rawy Mazowieckiej. – Samorządów związanych z PiS w tej chwili jest w Polsce stosunkowo niewiele, więc to byłby fatalny scenariusz, gdyby obawy premiowania „swoich” miały się ziścić – kwituje.
Niejasne kryteria konkursów
– W samorządzie trzeba gospodarzy, a nie partyjnej polityki – ucina Iwaniuk. I tego samego oczekuje od władz centralnych. – Wystarczyłoby uznać, że drogi lokalne są ważne: dziś mamy sytuacje, gdzie deklaruje się, że tak jest, ale GDDKiA wydaje więcej na utrzymanie 5 proc. dróg w Polsce (oczywiście, one przenoszą 90 proc. ruchu) niż wszystkie samorządy wydają na pozostałe drogi – podkreśla.
Centra i kluczowe arterie są ważne – przyznają samorządowcy. To jednak nie znaczy, że można lekceważyć lokalne szosy. – Aktualny rząd najpierw zabierał ze środków na drogi, teraz chyba zauważył problem. A póki mieszkańcy chodzą do domu po błocie, póty nie będzie dla nich ważniejszych spraw – twierdzi Iwaniuk.
Do tej pory kryteria konkursów organizowanych przez wojewodów były stosunkowo jasne: bezpieczeństwo, łączenie regionów z większymi arteriami, jak drogi krajowe czy wojewódzkie. – Teraz też powinny być kryteria bardziej szczegółowe niż „zgodność z programami realizowanymi przez rząd” – przekonuje Goraj. – Nie łudźmy się, drogi lokalne nie mają wiele wspólnego z interesem państwa – dorzuca.
Dopóki mieszkańcy muszą chodzić do domu, brodząc w błocie, dopóty nie mają większego problemu niż droga - to ważna przedwyborcza nauczka.
Dopóki mieszkańcy muszą chodzić do domu, brodząc w błocie, dopóty nie mają większego problemu niż droga - to ważna przedwyborcza nauczka. Fot. Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta

– Po co w ogóle organizować te konkursy, po co te procedury? – wytyka z kolei Iwaniuk. – Potrzeby poszczególnych gmin i powiatów są wyszczególnione w regionalnych strategiach. Lepiej już określić jakąś kwotę dla każdej gminy i dopilnować, by się z niej rozliczyła co do grosza – dorzuca.
Zdecydujmy się na priorytety
Wśród skarg samorządowców zdarzają się i takie, które dotyczą werdyktów w dotychczas organizowanych konkursach. Lokalni włodarze sarkają na ekspertów, podejmujących nie zawsze uzasadnione – zdaniem samorządowców – decyzje. Albo na system punktacji, któremu daleko miało być do klarowności.
Inni wspominają o tym, że by wyrwać środki na dofinansowanie lokalnej drogi, musieli dopisywać do projektu chodniki czy ścieżki rowerowe, których i tak potem nikt nie używał. – Takie pomniki demokracji, których nikt nie używa, ale które pochłaniają jednak znaczne środki w związku z konserwacją – mówi nam Krzysztof Iwaniuk.
– Patrząc na minione lata nie zauważyłem jakiejś jasnej polityki: czego chcemy, a kiedy już chcemy, to jakie są priorytety – podsumowuje wójt Terespola. – Potrzeb jest tak dużo, że i te pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów. Zobaczymy jeszcze, czy te pieniądze rzeczywiście trafią do samorządów – zastrzega. Bo w tej chwili chodzi raczej o to, by zapisały się w pamięci wyborców.