Fiskus przekracza granice absurdu. Kompromitujące akcje skarbówki dziwią nawet starych wyjadaczy

W połowie ubiegłego roku fiskus dopytywał przedsiębiorców, dlaczego gorzej im idzie w interesach. Bynajmniej nie z troski o ich los.
W połowie ubiegłego roku fiskus dopytywał przedsiębiorców, dlaczego gorzej im idzie w interesach. Bynajmniej nie z troski o ich los. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Aż 52 miliardy złotych uzyskane z uszczelniania systemu VAT nie odnalazły się przypadkiem, były efektem wytężonych wysiłków urzędników skarbowych. W tej pogoni za wynikami fiskus zaczął jednak przekraczać granice absurdu. Boleśnie przekonują się o tym zarówno indywidualni podatnicy, jak i przedsiębiorcy.

Co się dzieje, gdy inspektor skarbowy siada do wina? Zauważa najpierw, że na etykiecie napisano „delikatnie wytrawne” – a przecież nie ma takiego wina, jest albo wytrawne, albo nie. Potem dostrzega informację, że „cechują je nuty smakowe czarnej porzeczki”. Sprawdza, i okazuje się, że wino jest jednak z winogron. Wystarcza, żeby przyjrzeć się winnicy bliżej.

Przykład z winnicy rodem znalazł się w jednym z ostatnich wydań „Newsweeka”, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. – Absurdalne działania fiskusa w Polsce wiążą się najczęściej z ustaleniami w sprawie dowodów, np. dotyczących dochowania należytej staranności w transakcjach – mówi w rozmowie z INNPoland.pl Przemysław Antas z kancelarii Antas Legal.

Na wojnie liczy się zwycięstwo
Pod taką kwalifikację dałoby się właściwie podciągnąć wszystkie niecodziennie – dyplomatycznie rzecz ujmując – zachowania urzędników. Da się zatem pójść szerokim frontem, przykładowo wysyłając do przedsiębiorców listy z pytaniami o powody, dla których np. spadły dochody firmy (jak przydarzyło się to w połowie ubiegłego roku). Ale da się też indagować indywidualnie, np. kontrolując wydatki ślubne: honoraria dla kapeli czy domu weselnego.


To wojna, a na wojnie liczy się zwycięstwo, a nie metoda, jaka posłużyła do odniesienia go. – Zdarzają się rozstrzygnięcia na podstawie decyzji, które jeszcze nie są prawomocne – mówi nam Przemysław Antas.
– Ale też sytuacje, kiedy nie wiadomo w gruncie rzeczy, czego oczekują urzędnicy. Spotkałem się z sytuacją, w której za wysoce podejrzaną fiskus uznał staranność i wysoką jakość prowadzonej przez firmę dokumentacji podatkowej. Innymi słowy, księgi były tak idealne, że podatnik po prostu musiał mieć coś na sumieniu – dodaje ekspert.

To nie koniec. Zaskakujące są sytuacje, gdy urzędy pochylają się nad informacjami otrzymanymi od swoich zagranicznych odpowiedników: na ich podstawie powstają twierdzenia, nie mające żadnego uzasadnienia w otrzymanych dokumentach: np. że towar wracał do kraju, na temat czego w informacjach od partnerów zza granicy nie było ani słowa.

Ważne, żeby potencjalny podejrzany się nie wymknął. – Zdarza się, że w sytuacjach, kiedy zbliża się termin przedawnienia potencjalnej sprawy, organy podatkowe na wyrost stwierdzają, że popełniono przestępstwo – podkreśla Antas.

Fiskus nie rozumie, na czym polega biznes
O większości takich sytuacji dowiadują się wyłącznie znajomi upatrzonego przez fiskus podatnika. Czasem chodzi jednak o sytuacje anegdotyczne, które urastają do rangi symbolu – jak w przypadku blogerki modowej, która chciała wrzucać w koszty opisywane na blogu rzeczy: szminki, ubrania czy galanterię. Fiskus uznał, że nie ma do tego prawa, bo zarabia... na reklamach.

Sztuka interpretacji w wykonaniu urzędów podatkowych staje się jednym z najważniejszych powodów, dla których biznes nie cierpi kontaktów z organami administracji państwowej.

– Urzędnicy może i zdają sobie sprawę, jak bardzo naciągane są ich obiekcje, ale to bez znaczenia – mówi Antas. – Nie wiedzą albo udają, że nie wiedzą, jak działają firmy: przykładowo oczekują, że spółka handlowa powinna mieć „nie wiadomo jaki” majątek, a to przecież firma, która coś kupuje i szybko sprzedaje, i nie musi mieć infrastruktury – dorzuca.
Urzędnicy nie rozumieją też jak działa kredyt kupiecki, handel międzynarodowy, praktyka rynkowa w handlu – jak wylicza nasz rozmówca. – Bywa, że nie podoba im się adres internetowy, albo po 4 latach od transakcji stwierdzają, że kontrahent nie ma strony internetowej, co jest przecież bardzo podejrzane – wskazuje.

Akt dobrej woli
Zdarza się też, że organy kontrolują daną transakcję dwa razy: za pierwszym razem nie widzą nic podejrzanego, ale w kolejnej kontroli dopatrują się różnych podejrzanych okoliczności. O podobnym casusie wspomina też dziennik „Fakt”: powtórne kontrole zwykle spadają na firmy tuż przed tym, zanim zarzucane przedsiębiorcy przewiny zdążyłyby się przedawnić.

Paradoksalnie, nawet dobrowolnie zainicjowany kontakt z fiskusem nie jest interpretowany jako akt dobrej woli. Przedsiębiorcy, którzy – z powodu wątpliwości – sami poproszą o kontrolę skarbówki, i na dodatek pomyślnie ją przejdą, nie są z tego powodu bezpieczniejsi. Podobnie jak ci, którzy poproszą urzędników o interpretację skarbową: okazuje się, że nie będzie ona wiążącą dla kolejnych kontrolerów.

Na to nakładają się bareizmy znane raczej z poprzedniej epoki. – To wydarzało się naprawdę – pisał pewien pełnomocnik podatkowy na Twitterze prawie rok temu. – Jako pełnomocnik nie uzyskałem w urzędzie skarbowym informacji o podatniku z nazwiskiem na literę B, ponieważ pani, która obsługiwała podatników z nazwiskami na literę B, odeszła na emeryturę i nie przydzielono jeszcze nowej osoby do litery B – kwitował.

Gorliwość fiskusa
Przemysław Antas apeluje o zrozumienie. – To nie jest nawet zła wola, to konieczność wykazania się i znalezienia czegokolwiek – mówi. – Sytuacje tego typu przeważnie dotyczą mniejszych urzędów, w dużych nie stykam się z tym tak często. To zapewne wynik dużej presji, żeby „coś” znaleźć. A gdy się nie udaje – bo albo nie ma czego znaleźć, albo brakuje odpowiednich kompetencji – wtedy zaczyna się naciąganie rzeczywistości i szukanie dziury w całym – kwituje.

Niedawno urzędnicy przeszli samych siebie, gdy w Bartoszycach sprowokowali sytuację, kiedy mechanik wymienił żarówkę w aucie, inkasując 10 złotych „poza kasą”. Choć sytuacja była co najmniej wieloznaczna, najpierw uderzyła w feralnego mechanika, a dopiero gdy o sprawie usłyszała cała Polska – wróciła do US jak bumerang, skutkując karami dla autorów prowokacji.

Problem w tym, że nie była to odosobniona historia – nawet jeśli rzadko kiedy są to tak ewidentne, i tak jaskrawe nadużycia urzędnicze. Gorliwość fiskusa na dłuższą metę może się stać najważniejszym czynnikiem odstraszającym Polaków od podejmowania działalności gospodarczej, istotniejszym nawet od wysokich podatków. W ten sposób jednak fiskus wyleje przysłowiowe dziecko z kąpielą.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

BLOGI

NAJNOWSZE WPISY

Piotr BuckiPiotr Bucki

Aaron Sorkin – amerykański dramaturg, scenarzysta, reżyser i producent filmowy i telewizyjny – przekonuje, że jeśli nie masz w swojej opowieści takich słów jak „ale”, „jednak”, „z wyjątkiem”, „poza”, „tymczasem”, to nie stworzysz dobrej historii. Jeśli nie masz właśnie takich słów funkcyjnych, to nie masz też dobrej narracji do swojej prezentacji.

Jarosław TrelaJarosław Trela

Całkiem niedawno rozpoczął się nowy rok 2019. Jaki był poprzedni dla mnie i mojej firmy? Odpowiem obiektywnie i szczerze. Dobry. Z dumą mogę powiedzieć, że cały czas rośniemy, notujemy zyski, a pracy nie brakuje. Jest to zasługa kilku składowych. Po pierwsze wzrastającej świadomości co do sektora odnawialnych źródeł energii.

Krzysztof SurgutKrzysztof Surgut

Twoja Firma została zaatakowana przez hakerów? No to może warto odpowiedzieć im "Pięknym za Nadobne" i przygotować lub zlecić kontratak? To nie jest najlepszy pomysł. Dlaczego? Zapraszam do lektury.