
Nie dla każdego bezrobotnego będzie finansowe wsparcie w postaci zasiłku. Nadchodzi zmiana w prawie. Wystarczy, że z pracy odejdziemy na własną prośbę albo za porozumieniem stron, wtedy na zasiłek nie ma co liczyć.
Część bezrobotnych zostanie pozbawiona zasiłków. Jak podaje "Rzeczpospolita", pracownik, który rozwiąże umowę o pracę z własnej inicjatywy lub porozumie się w tej kwestii z pracodawcą, nie dostanie wsparcia.
Takie założenie trafiło do projektu ustawy o aktywności zawodowej, który trafił już do konsultacji. Od przyszłego roku ma zastąpić ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy.
Na niekorzyść pracowników
Prawo pracy ma ulec modyfikacji i to na niekorzyść pracowników. Gdy w życie wejdą projektowane zmiany, bezrobotny w ogóle nie będzie miał prawa do zasiłku, jeżeli:
W konsekwencji, nawet gdy inicjatywa dotycząca podpisania porozumienia wychodzi od pracodawcy, pracownik, który się na to zgodzi, nie otrzyma zasiłku.
Co więcej, jak podaje "Rzeczpospolita", nie zostanie on wypłacony także osobie, która z własnej inicjatywy zdecydowała się rozwiązać umowę za wypowiedzeniem, gdy w firmie stosowany był wobec niej np. mobbing, ale ona sama nie chciała uruchamiać oficjalnej procedury protestu, tylko zależało jej na jak najszybszym zakończeniu zatrudnienia.
Jak jest teraz? Prawo do zasiłku dla bezrobotnych
Obecnie prawo do zasiłku przysługuje, jeżeli w okresie 18 miesięcy bezpośrednio poprzedzających dzień zarejestrowania w urzędzie pracy dana osoba posiada co najmniej 365 dni okresów uprawniających do jego wypłaty.
Należy się on, co do zasady, od dnia rejestracji w Urzędzie Pracy, chyba że taka osoba sama rozwiązała stosunek pracy lub stosunek służbowy za wypowiedzeniem albo stało się tak na mocy porozumienia stron czy też z własnej winy.
Ewentualnie, gdy osoba ma zawieszoną działalność w CEIDG. Wówczas zasiłek jest wypłacany po okresie wyczekiwania, który wynosi 90 lub 180 dni.
Pominięcie okresu wyczekiwania przysługuje tylko, jeśli:
Te przepisy ma zmodyfikować nowe prawo, powtórzymy – na niekorzyść pracowników.
Zobacz także
Projekt ustawy – inne zmiany
W projekcie znalazły się też inne, równie ważne zmiany. M.in. ma zostać wprowadzony bon na kształcenie ustawiczne, który zastąpi bon szkoleniowy. Będzie przysługiwał osobom bezrobotnym i poszukującym pracy bez względu na wiek.
W ramach bonu powiatowy urząd pracy będzie pokrywał koszty szkolenia czy studiów podyplomowych.
Koniec rynku pracownika
Jak pisaliśmy wcześniej w INNPoland.pl, nad Wisłę nieuchronnie nadciąga koniec rynku pracownika, mimo że w statystykach jeszcze tego nie widać, wpływy do ZUS rosną i to pracownicy często wciąż dyktują warunki.
Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy i prezes Personnel Service powiedział nam, że przy obecnej kondycji gospodarki i poziomie bezrobocia, nie ma oznak, by do końca tego roku na rynku pracy doszło do przetasowań.
Jak podkreśla, to, na co trzeba być gotowym, to ewentualne zmiany wywołane małymi kryzysami, jak brakiem dostępu do gazu czy wstrzymaniem produkcji lub jej obniżaniem w związku ze spadkiem popytu.
– W takich okolicznościach powrót do rynku pracodawcy moglibyśmy widzieć dopiero w lutym-marcu przyszłego roku, jeżeli dojdzie do jakiegoś globalnego kryzysu na rynku pracy lub rynku surowcowym – mówi Krzysztof Inglot. W efekcie tego pracownicy mieliby mniej ofert pracy, więc nie mogliby być tak wybredni jak obecnie.
– Trzeba też pamiętać, że przez wysoką inflację w tym roku, będziemy mieli do czynienia z dwiema podwyżkami płacy minimalnej w przyszłym roku. Zgodnie z ustawą pierwsza podwyżka będzie na początku roku, a druga w połowie – podkreśla Inglot. To z kolei sprawi, że koszty pracownicze dla pracodawców będą jeszcze wyższe niż obecnie.
Z badania przeprowadzonego przez Personnel Service wynika, że pracownicy oczekują od pracodawców przejęcia części kosztów związanych z inflacją. Domagają się dopłat do paliwa, ale też rozbudowanych pakietów opieki medycznej, a nawet darmowych posiłków w pracy. Oczekują też stałej podwyżki wynagrodzenia lub chociażby regularnych premii.
Pracodawcy, szczególnie ci mniejsi, wolą jednak stawiać na dodatkowe dni wolne, pracę zdalną, a niektórzy testują nawet 4-dniowy tydzień pracy. Duże firmy mogą pozwolić sobie na benefity i premie.
Firmy mierzą się obecnie z rosnącymi kosztami, niepewnością gospodarczą, a jednocześnie muszą walczyć o utrzymanie pracowników. Dlatego jeszcze wciąż akceptują różnego rodzaju ustępstwa. Gdy koszty przerosną możliwości, rynek pracownika zniknie. A gdy zacznie brakować pracy, pracownicy zmienią swoje nastawienie. Z konieczności.
