Krakowski bilet i podwyżka ceny z 6 zł na 8 zł. Mieszkańcy miasta nie są zadowoleni.
Radni Krakowa proponują podwyżkę cen biletów. Mieszkańcy są wściekli. Fot. Longfin Media/Shutterstock

Radni Krakowa lada moment podejmą decyzję o tym, czy przyjąć propozycję podwyżki cen biletów transportu publicznego. Mieszkańcy są wściekli i mają wiele powodów, aby się na wyższe ceny nie zgadzać.

REKLAMA

Decyzja o przyjęciu propozycji władz Krakowa ma zapaść w środę 17 grudnia. Jeśli radni przyklepią nowe stawki za bilety transportu publicznego, wejdą one w życie 2 marca 2026 roku. I będą znacząco wyższe od obecnych. Mieszkańcy pytają, za co oni właściwie płacą?

Propozycja nowych cen biletów w Krakowie

Wedle propozycji prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego, podwyżki mają dotyczyć biletów okresowych, jednorazowych oraz czasowych. Wygląda to następująco dla biletów normalnych:

  • Miesięczny bilet na jednego mieszkańca: podrożeje z 90 zł do 109 zł,
  • Miesięczny bilet na jedną linię podrożeje z 64 zł do 90 zł.
  • Bilet półroczny podrożeje z 470 zł do 565 zł.
  • Bilet 60-minutowy podrożenie z 6 zł do 8 zł.
  • Bilet 90-minutowy podrożeje z 8 zł do 9 zł.
  • Zlikwidowane zostaną bilety 20-minutowe.
  • Cena biletu na jeden przejazd zostanie bez zmian na poziomie 6 zł.
  • Bilety ulgowe, rzecz jasna, pozostaną w cenie połowy normalnych. Wprowadzony zostanie bilet roczny dla studentów posiadających Kartę Krakowską, w cenie 470 zł. Czyli tyle, ile dawny normalny bilet półroczny.

    Do biletów czasowych dołączy bilet 15-minutowy za 4 zł i 30-minutowy za 6 zł. Nowe bilety to również zmiany w karach za jazdę bez nich. Opłata za brak ważnego biletu podczas kontroli wyniesie stukrotność ceny biletu 15-minutowego, czyli 400 zł. Obecnie jest to 300 zł.

    Dlaczego Kraków podnosi ceny biletów?

    Dyrektor Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie, Łukasz Frank, policzył, że nowy cennik przyniesie miastu wpływy w wysokości prawie 66 mln zł. Podwyżki uzasadniono zamiarem zwiększenia oferty transportu publicznego i poprawą jakości usług transportowych, których koszty stale rosną.

    Propozycja podwyżek spotkała się z gwałtownymi reakcjami. Krakowianie w komentarzach podkreślają, że obecna jakość komunikacji zbiorowej jest fatalna: autobusy się spóźniają, są przepełnione, a tramwaje pewnej linii dalej mają problem z wyskakującą szyną. W listopadzie przebiła wręcz podłogę w jednym tramwaju.

    I jednocześnie obniżane są liczby kursów, a duże inwestycje nie wypalają i sprawiają problemy – jak wadliwy czujnik dymu Trasy Łagiewnickiej, który w dzień debiutu unieruchomił tramwaje... a mieszkańcy narzekali jeszcze, że kosztowna inwestycja i tak uprzywilejowała samochody.

    Politycy krytykują Kraków

    Zdaniem mieszkańców poprawy nie widać. Do tego zwraca uwagę fakt, że w budżecie miasta na 2026 rok przeznaczono bardzo niewiele na transport zbiorowy – 9,32 proc. (dla porównania w Warszawie to 15 proc.).

    Za pasażerami stanęli również politycy. Posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek skierowała prośbę o pilną interwencję do prezydenta miasta, oceniając proponowane podwyżki jako "niesprawiedliwe społecznie". Radny PiS Mariusz Kękuś i inni przedstawiciele klubu PiS przypomnieli, że prezydent Miszalski obiecywał roczny bilet dla studentów na poziomie 365 zł.

    Wytknięto również, że podwyżki mają wejść w rok, kiedy zacznie obowiązywać strefa czystego transportu, co wygląda jak przerzucanie kosztów miasta na pasażerów.