kobieta na tle pralki nalewa płyn do prania do kubeczka
Wyborcy PiS kupują ją po cichu. Mityczna "chemia z Niemiec" ciągle popularna Fot. RDNE Stock project / Pexels.com / Montaż: INNPoland.pl

Polacy dalej wierzą w cudowną chemię z Zachodu, sprzedawcy są zadowoleni z biznesu. Ale eksperci twierdzą, że różnice są minimalne. Mimo wszystko mity o cudownym zapachu i niebywałej wydajności są ciągle popularne. Nawet wśród wyborców partii prawicowych, którym Niemcy nie kojarzą się dobrze.

REKLAMA

Zjawisko ma swoje korzenie w latach 80. i 90., gdy zachodnie proszki faktycznie były lepsze od tych dostępnych w Polsce. Wtedy też pojawiło się przekonanie, że "chemia z Niemiec" jest skuteczniejsza. Dodatkowo niemieckie produkty bywały bardziej skoncentrowane, więc wymagały mniejszego dawkowania.

– Dziś jakość środków sprzedawanych w Polsce i Niemczech jest już porównywalna, jednak przekonanie o wyższości "chemii z Niemiec" wciąż pokutuje – mówi DW Joanna Wosińska z Fundacji Pro-Test.

"Pachnąca, cudna, oryginalna"

Zainteresowanych zakupami nie brakuje. Konsumenci chwalą bardziej intensywny zapach, wydajność i większą efektywność.

Nie tylko w sklepach stacjonarnych, lecz także w internecie można znaleźć mnóstwo ofert "chemii z Zachodu". Handlarze ogłaszają się m.in. w licznych grupach na Facebooku.

Jednym z nich jest Piotr, który działa w branży od sześciu lat. Chwali sobie ten biznes – na brak klientów nie narzeka. Ma wielu stałych, bo – jak zauważa – "kto raz spróbuje niemieckiej chemii, będzie chciał więcej".

Mieszkał kiedyś w Holandii, poznał tam zachodnią "pachnącą, cudną, oryginalną" chemię i wpadł na pomysł założenia sklepu z chemią i słodyczami z Niemiec.

Dlaczego Polacy chętnie kupują u niego? – Polska chemia jest nieskuteczna i ma ordynarny zapach – twierdzi handlarz. – Chemia z Niemiec to "inny świat zapachu", bo "na kilometr pachnie, jak otworzy się opakowanie".

Piotr uważa, że tylko ci, którzy wierzą w zabobony, dają się nabrać, że w polskich supermarketach można kupić chemię niemieckiej jakości.

Wiara w chemię z Niemiec

A skąd w Polakach wiara w cudowną chemię z Niemiec? Piotr ma na to wytłumaczenie: – Niemiec nie kupi byle czego. Dla Niemca liczy się jakość – mówi. 

Z jego doświadczenia wynika, że chemia może być kwestią polityczną. – Ci, którzy są za PiS, oficjalnie od Niemca nie kupią. Kupują po cichu, nie chwalą się tym na głos – komentuje.

Marta kupuje proszki do mycia łazienki, kuchni i środki do prania. Przywiozi je z Niemiec albo kupuje w sklepach w Polsce z szyldem "Chemia z Niemiec".

– Jest dużo większy wybór i zauważam, że proszki lepiej piorą, piękniej pachną. Są po prostu lepsze. Kupując je mam poczucie, że wybieram lepszą jakość i odrobinę luksusu – tłumaczy warszawianka. 

Produkty "rozrabiane po drodze"

Z kolei Anna od lat kupuje niemiecki żel do prania "u takiego pana przez internet". Sprawdziła "na nos", że sprzedaje on "prawdziwie niemiecki" produkt. – Zapach utrzymuje się długo na praniu, a żel jest wydajny, wystarcza jej na dwa miesiące – tłumaczy.

Anna mieszka na wsi, jej dziecko często się brudzi, więc czyste pranie to dla niej istotna sprawa. Kiedyś kupowała w polskim sklepie z szyldem "Chemia z Niemiec", ale okazało się, że sprzedawano tam produkty wyprodukowane w Polsce. – Produkt ładnie pachniał w opakowaniu, ale po wyjęciu prania z pralki zapach znikał! – wspomina.

Jej ulubionym produktem jest jedna z najstarszych niemieckich marek na "80 lawendowych prań". Zawsze, kiedy kupuje, sprawdza "na oko" konsystencję, bo "zdarza się, że handlarze sprzedają produkty jako niemieckie, ale rozrabiają je po drodze i wtedy konsystencja jest słabsza" – twierdzi Anna.

Magia opakowania?

Anna, jako wierna klientka chemii z Niemiec, ma rozeznanie w cenach. – Niektórzy sprzedawcy dużo wołają za żel sto prań, nawet do 110 złotych, można trafić taniej – mówi. Jej ulubionego żelu na 100 prań nie ma w polskiej drogerii. W Niemczech kosztuje on około 33 euro.

Duże opakowania (powyżej 100 prań) cieszą się w Polsce szczególną popularnością, często padają prośby do rodziny, żeby właśnie te przywieźć z wyjazdu na drugą stronę Odry.

Duży proszek znanej niemieckiej marki na 130 prań (8,45 kg) kosztuje w Niemczech około 46 euro (prawie 195 zł). W polskim internecie można kupić go tylko na stronach oferujących chemię z Niemiec – za około 180 zł, co daje różnice w cenie około 15 zł. W Polsce nie dostanie się także żeli do prania na 80 prań, dostępne są tylko te na 30. Może zatem duże opakowanie przyciąga polskiego klienta?

Atrakcyjne hasło "chemia z Zachodu"

Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nie wpływają skargi dotyczące tzw. podwójnej jakości detergentów w obrocie między Polską a Niemcami.

– Dlatego nie mamy podstaw, by twierdzić, że produkty sprzedawane w Polsce są gorsze – mówi Bartosz Klimczuk, rzecznik prasowy UOKiK. Kwestie składu czy różnic technologicznych nie są przedmiotem badań UOKiK. 

– Z naszych obserwacji wynika, że hasło "chemia z Niemiec" nadal może być dla konsumentów atrakcyjne – mówi Klimczuk. Zaznacza, że przekazy marketingowe muszą być jasne, rzetelne i oparte na prawdziwych informacjach, a konsumenci muszą mieć możliwość ich zweryfikowania.– Nie odnotowujemy sygnałów wskazujących, że konsumenci mają z tym kłopot – dodaje.

Co innego, gdyby była to sprawa podwójnej jakości – czyli wprowadzania na rynek towaru identycznego z towarem na innych rynkach UE, mimo że różni się on składem lub właściwościami. Taka praktyka, jeśli nie przemawiają za nią uzasadnione i obiektywne czynniki, byłaby niezgodna z prawem – tłumaczy. – Jednak takie skargi również do nas nie wpływają.

"Asortyment może się różnić"

Oferta marek i produktów niemieckich firm jest szeroka. Warianty marek i produktów mogą się różnić w zależności od kraju, a w wielu przypadkach oferowane są także marki lokalne, różnice w produktach widoczne są na stronach internetowych poszczególnych marek.  – Zapewniam, że nasza firma sprzedaje produkty porównywalnej jakości na terenie całej Europy. Asortyment może się jednak różnić w zależności od kraju, sytuacji konkurencyjnej na danym rynku oraz preferencji konsumentów np. dotyczących wielkości opakowań – mówi DW Kathrin Brokmeier, rzeczniczka prasowa firmy Henkel w Niemczech.

W 2009 roku w Polsce Fundacja Pro-Test uczestniczyła w międzynarodowym teście środków do prania, w którym porównano te same marki proszków oferowane na różnych rynkach.

– Okazało się, że produkty sprzedawane w Niemczech skuteczniej chroniły materiały i kolory ubrań niż ich odpowiedniki dostępne w Polsce, ale za to proszki z polskiego rynku skuteczniej dopierały największe zabrudzenia. Firmy tłumaczą te różnice "dostosowaniem do preferencji konsumentów" – tłumaczy Joanna Wosińska z fundacji Pro-Test.

Stanowisko Fundacji Pro-Test jest jasne: ten sam produkt (o takiej samej nazwie i wyglądzie opakowania) sprzedawany w dwóch różnych krajach powinien być dokładnie taki sam. – Przecież wszyscy oczekują tego samego: żeby dobrze prał i nie niszczył ubrań. 

Fundacja nie przeprowadziła nowszych testów porównawczych chemii sprzedawanej w Niemczech i w Polsce.