dentysta pochylający się nad pacjentem
Plomba za cenę burgera. Polacy masowo ruszają leczyć zęby w Ukrainie Fot. Rafael Juárez / Pixabay

Na jednej szali leżą ostrzeżenia MSZ przed podróżami do objętej wojną Ukrainy, na drugiej – niższy o kilkaset procent rachunek u dentysty. Wygrywa ekonomia. Polacy coraz częściej jeżdżą robić zęby za wschodnią granicę. I trudno się dziwić, skoro różnice w cenach są tak drastyczne, że za leczenie kanałowe płaci się tam drobniakami.

REKLAMA

Ceny usług stomatologicznych nad Wisłą regularnie rosną, ale tuż za naszą wschodnią granicą cenniki zatrzymały się w miejscu, które dla polskiego pacjenta (a raczej jego portfela) wydaje się rajem.

Plomba w cenie kawy i ciastka

Sprawę nagłośniła w mediach społecznościowych Maria, tiktokerka mieszkająca w Polsce. Jej relacja z wizyty w klinice w Winnicy stała się viralem, obnażając gigantyczną przepaść w sile nabywczej pieniądza.

Liczby mówią same za siebie. Za standardowe wypełnienie (plombę) w Ukrainie trzeba zapłacić od 50 do 70 zł. W Polsce, w zależności od miasta i renomy gabinetu, ceny startują od 150-200 zł, a często szybują znacznie wyżej. Jeszcze większy szok wywołują ceny opatrunków tymczasowych – to koszt rzędu 10-20 zł.

Skąd tak niska cena? To prosta ekonomia. Minimalne wynagrodzenie na Ukrainie to równowartość ok. 780 zł, podczas gdy w Polsce wynosi ono 4666 zł brutto. To, co dla nas jest "promocją życia", dla lokalnego rynku jest standardową stawką rynkową.

Implant za 1/3 ceny. Kliniki kuszą Polaków

Prawdziwe oszczędności zaczynają się jednak przy procedurach, które w Polsce potrafią zrujnować domowy budżet. Koszt implantu w Ukrainie to ok. 1000 zł. W Polsce trudno znaleźć ofertę poniżej 2500 zł. Leczenie kanałowe zaczyna się od... 17 zł za kanał (plus znieczulenie). W Polsce to wydatek rzędu minimum 200-300 zł.

Ukraińskie kliniki, mimo trwającej wojny i trudnej sytuacji gospodarczej, wyczuły niezły interes. Wiele z nich, zwłaszcza w zachodniej części kraju, udostępnia cenniki w języku polskim, aktywnie walcząc o dewizowego klienta, który przyjeżdża z "mocnym złotym".

Polacy do Ukrainy, Czesi do Polski

Co ciekawe, Polska znajduje się w samym środku tego stomatologicznego łańcucha. Podczas gdy my szukamy tanich usług na Wschodzie, dla naszych południowych sąsiadów to Polska jest "tanim rajem".

Czesi masowo odwiedzają polskie gabinety, uciekając przed drożyzną we własnym kraju. Na przykład higienizacja w Czechach kosztuje 370 zł, w Polsce 250 zł, zaś w Ukrainie 150 zł. Koszt wybielania to odpowiednio prawie 1700 zł, 1000 zł i 425 zł. Leczenie kanałowe w Czechach kosztuje od 300 zł, w Polsce 100 zł mniej, a ceny w Ukrainie zaczynają się od zaledwie 17 zł.

Polscy stomatolodzy nie mają więc specjalnych powodów do narzekań. Co prawda Polacy coraz częściej leczą zęby w Ukrainie, ale na ich miejsce przychodzą Czesi.

Ryzyko wpisane w kosztorys

Entuzjazm łowców okazji studzi jednak polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które niezmiennie odradza wszelkie podróże na Ukrainę ze względów bezpieczeństwa. Warto też dodać, że ubezpieczenia turystyczne często nie działają w strefach objętych działaniami wojennymi lub zagrożeniem terrorystycznym.

Mimo to, dla wielu pacjentów wizja zaoszczędzenia kilku tysięcy złotych na "nowym uśmiechu" jest silniejsza niż strach. Zresztą zachód Ukrainy jest miejscem stosunkowo bezpiecznym, jak na warunki wojenne.