
Cały świat z niepokojem patrzy na Wenezuelę. Niepokojem, bo choć obalenie Maduro martwi tylko Rosję, Iran i Chiny, to sytuacja jest rozchwiana. Kraj z takim zasobami ropy naftowej mógłby całkowicie zdestabilizować światowe rynki. A na tym nikomu nie zależy, więc za paliwo będziemy płacić dalej tyle samo.
Oczy całego świata są dzisiaj zwrócone w kierunku Wenezueli, gdzie doszło do operacji wojskowej amerykańskich wojsk, w wyniku której ujęto Nicolasa Maduro. Czy eskalacja napięcia geopolitycznego w tamtym regionie świata będzie miało wpływ na światowe rynki finansowe? Gdzie możemy zobaczyć ewentualne wahania? Czy "zwykły" Polak odczuje ten konflikt w swoim portfelu?
Jak obecnie wygląda sytuacja w Wenezueli?
Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w błyskawicznej operacji zneutralizowały potencjał militarny Caracas i ujęły Nicolasa Maduro. Donald Trump nie bawi się w dyplomację: USA przejmują tymczasową administrację nad krajem posiadającym największe zasoby ropy na świecie. Upada reżim, ale tradycyjna opozycja też nie ma powodów do świętowania.
Operacja, którą można określić mianem chirurgicznego cięcia, zakończyła wieloletnie rządy "chavistów". Amerykanie nie tylko przejęli kontrolę nad kluczową infrastrukturą portową i jednostkami armii, ale dokonali tego, co nie udało się przez lata sankcji i nacisków dyplomatycznych – Nicolas Maduro wraz z żoną są w rękach USA.
Jakie będą reperkusje dla Polski i świata?
– Mimo że Wenezuela posiada największe na świecie rezerwy ropy (ponad 300 mld baryłek), jej obecne znaczenie dla globalnego rynku pozostaje znikome. Choć wydobycie odbiło z poziomu 300 tys. baryłek dziennie (2020 r.) do ok. 1 mln obecnie, wciąż dalekie jest od historycznych 3 mln z końca lat 90. Zapaść sektora to efekt sankcji, braku inwestycji i nadmiernych wydatków socjalnych – mówi Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Dodaje, że choć koncern PDVSA deklaruje ciągłość wydobycia, infrastruktura jest w fatalnym stanie i wymaga wielomiliardowych inwestycji, które przy obecnie niskich cenach ropy nie są możliwe. Bez względu na Wenezuelę, rynek ropy w 2026 roku doświadczy dużej nadpodaży i zdecydowanie ważniejszym czynnikiem będzie Rosja i ewentualne dalsze próby pokojowe na Ukrainie.
– Donald Trump zapowiedział odzyskanie amerykańskich aktywów naftowych, co teoretycznie w średnim terminie mogłoby zwiększyć produkcję i wzmocnić rolę USA jako importera ciężkiej ropy. Proces ten będzie jednak kosztowny i czasochłonny. Reakcja rynków na poniedziałkowym otwarciu może przynieść kilkuprocentowy wzrost cen ropy, jednak prawdopodobnie będzie on krótkotrwały – podobnie jak w przypadku wcześniejszych kryzysów geopolitycznych związanych z Rosją czy Iranem. To zdarzenie nie powinno mieć wpływu na ceny paliw na stacjach benzynowych w naszym kraju – wyjaśnia.
Tłumaczy, że interwencja spotkała się z ostrym potępieniem ze strony Chin, Rosji, Kuby i Iranu. Jeśli kraje te nie podejmą konkretnych kroków odwetowych, wpływ na globalne rynki finansowe powinien pozostać ograniczony. Kluczowym ryzykiem pozostaje jednak stabilność przekazania władzy. Ewentualny opór wewnętrzny może przedłużyć niepewność geopolityczną.
Koniec gry pozorów. Waszyngton wchodzi "z butami"
Prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone przejmują administrację nad Wenezuelą. Cel? "Wyłonienie stabilnego rządu demokratycznego". To bezprecedensowy ruch, który de facto czyni Wenezuelę protektoratem USA na czas transformacji.
Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują na jeden kluczowy czynnik, który umożliwił ten sukces: zdrada wewnątrz reżimu.
Sukces operacji był możliwy dzięki cichej współpracy części wenezuelskich elit z Waszyngtonem – spekulują analitycy. System Maduro nie upadł pod naporem bomb, ale rozpadł się od środka przy wsparciu amerykańskiego wywiadu.
Sekretarz Stanu Marco Rubio nie pozostawia złudzeń co do losu byłego dyktatora. Maduro nie trafi na wygnanie, ale przed amerykański wymiar sprawiedliwości. Zarzuty? Narkoterroryzm. To realizacja aktu oskarżenia, który Departament Sprawiedliwości USA przygotował jeszcze w 2020 roku.
Wkrótce Waszyngton ma przedstawić szczegółowy plan "pokoju, wolności i sprawiedliwości", który ma być mapą drogową dla nowej Wenezueli.
Próżnia władzy i ucieczka do Moskwy
Największym zaskoczeniem jest jednak stosunek Trumpa do wenezuelskiej opozycji. Biały Dom wysłał jasny sygnał: nie zamierza negocjować z "rozproszoną opozycją", w tym z jej liderką Marią Coriną Machado. Amerykanie stawiają na twardy reset, pomijając dotychczasowych graczy politycznych, których uznają za nieskutecznych.
Tymczasem na szczytach dawnej władzy trwa panika. Wiceprezydent Delcy Rodriguez, która próbowała ogłosić się następczynią aresztowanego Maduro, według nieoficjalnych doniesień uciekła do Rosji. To symboliczny koniec epoki – sojusznicy Kremla w Ameryce Południowej tracą swój ostatni bastion, a Moskwa staje się azylem dla upadłych dygnitarzy.
Dla rynków ropy naftowej i geopolityki regionu zaczyna się nowa era. Wenezuela wraca do strefy wpływów USA, ale cena, jaką przyjdzie za to zapłacić – polityczna i społeczna – pozostaje wielką niewiadomą.
Zobacz także
