
Słuchając wywodów prawicowych polityków, domagających się zaprzestania pomocy Ukraińcom, można odnieść wrażenie, że działają w naszym, polskim interesie. Błąd. Udowadnia to znany menedżer i ekonomista, przypominając, iż to właśnie nasi sąsiedzi dźwigają polską gospodarkę na swoich barkach. I nieprawdą jest twierdzenie, że to "nie nasza wojna".
Patrzymy na wojnę Rosji przeciw Ukrainie przez pryzmat zagrożenia, jakie stwarza ta pierwsza, ale umyka nam kluczowy fakt: obecność Ukraińców to potężny zastrzyk dla polskiej gospodarki.
– Jesteśmy realnym zagrożeniem dla Putina: Polska dzięki szybkiemu rozwojowi gospodarczemu, a Ukraina dzięki determinacji i technologii wojskowej – mówi Jakub Karnowski. Ekonomista i prezes KredoBanku wprost wskazuje, że relacja Warszawa-Kijów to dziś twardy, opłacalny biznes i gwarancja bezpieczeństwa w jednym.
W narracji o relacjach polsko-ukraińskich często dominuje wątek pomocy humanitarnej i militarnej. Tymczasem Jakub Karnowski, prezes KredoBanku (część Grupy PKO BP) i były członek rad nadzorczych kluczowych ukraińskich spółek (Ukrposhta, Ukrzaliznycia), proponuje zmianę optyki. W wywiadzie dla portalu sestry.eu stawia tezę, że sukces gospodarczy Polski i obecność Ukraińców są ze sobą nierozerwalnie związane.
PKB, które buduje polską armię. Gospodarkę wzmacniają Ukraińcy
Polska wyrasta na lidera wzrostu w Europie, co Ukraińcy obserwują z "życzliwą zazdrością". A to właśnie ten sukces ekonomiczny, współtworzony przez pracujących w Polsce obywateli Ukrainy, pozwala nam dziś na rekordowe zbrojenia.
– Wydatki na obronność na poziomie 4-5 proc. PKB są możliwe właśnie dlatego, że udało nam się wcześniej przeprowadzić skuteczne reformy gospodarcze – zauważa Karnowski.
Ekonomista podkreśla, że Ukraińcy realnie wspierają naszą gospodarkę. To symbioza: my dajemy pracę i schronienie, oni wypełniają luki na rynku pracy, płacą podatki i budują nasz potencjał, który z kolei pozwala nam wspierać ich w walce. To mechanizm naczyń połączonych, który sprawia, że silna Polska jest niezbędna Ukrainie jako baza logistyczna, a walcząca Ukraina jest niezbędna Polsce jako tarcza.
Przypomina, że dziś Polska jest największym inwestorem na Ukrainie, a KredoBank (PKO BP) obsługuje tam 50 tysięcy firm i pół miliona klientów. To jednak dopiero przyczółek. Karnowski trzeźwo ocenia sytuację: wielki boom inwestycyjny i budowa fabryk ruszą dopiero po zakończeniu działań wojennych.
– Dziś ryzyko jest po prostu zbyt duże. Nikt przy zdrowych zmysłach nie buduje fabryk, które można zniszczyć jednym uderzeniem rakiety – tłumaczy.
Mimo to, biznes trzyma rękę na pulsie, bo odbudowa Ukrainy będzie gigantyczną szansą dla polskiej gospodarki.
Polska i Ukraina. Wspólny wróg, wspólny interes
Karnowski nie owija w bawełnę: Polska jest stroną tej wojny, choć nieoficjalnie. Akty sabotażu na kolei czy pożary (jak ten w Warszawie przy ul. Marywilskiej) to realne zagrożenia, które są neutralizowane przez polskie służby.
– Musimy powiedzieć jasno: wróg jest wspólny – podkreśla ekonomista.
Wnioski? Bezpieczeństwo Polski zaczyna się w Donbasie, a stabilność ekonomiczna Ukrainy zależy od polskiego zaplecza. To układ, w którym nie ma miejsca na sentymenty – jest za to twardy rachunek zysków i strat. I ten rachunek jasno pokazuje: opłaca nam się trzymać razem.
Zobacz także
Źródło: sestry.eu
