premier Donald Tusk i prezydent Karol Nawrocki
Psioczył, marudził, ale podpisał. Nawrockiego korciło, ale nie kombinował ws. budżetu Fot. MOZCO / Shutterstock / Drop of Light / Shutterstock / Montaż: INNPoland.pl

Karol Nawrocki nie miał dużego pola manewru, choć pewnie go korciło, by utrzeć nosa rządowi i premierowi. Narzekał na budżet, ale podpisał go i skierował do Trybunału Konstytucyjnego. Burza wokół budżetu na razie więc ucichła, choć wybuchnie ponownie po tym, jak nieuznawany przez rząd Trybunał coś ogłosi.

REKLAMA

W poniedziałek wieczorem Kancelaria Prezydetna poinformowała, że Karol Nawrocki podpisał ustawę budżetową na 2026 r. i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Co z tego wynika? Finanse państwa są niezagrożone, budżet przyjęty przez rząd będzie realizowany. Trzeba jednak zauważyć, że kilka wątpliwości zostaje, chociaż są mocno wymieszane z polityką.

Budżet podpisany, ale w TK

Prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. Oznacza to, że ustawa wchodzi w życie, ale i tak przyjrzy się jej Trybunał Konstytucyjny.

To była jedyna forma oporu, jaką zgodnie z Konstytucją mógł Nawrocki zastosować. I w tej kwestii nie przypisywał sobie jakichś nadzwyczajnych kompetencji. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych podkreślił, że budżetu zawetować nie może. Dodał, że w trudnych momentach państwo musi funkcjonować "niezależnie od tego, czy czasy są lepsze, czy gorsze".

Oczywiście mówił też o tym, że budżet mu się nie podoba. Cóż, polityka. Argumentował, że w ustawie budżetowej nie ma podwyższenia kwoty wolnej od podatku, co obiecywała koalicja rządząca. Dodał, że nie podwójnej waloryzacji emerytur, a ta planowana będzie jedną z najniższych od lat. Tu warto zauważyć, że waloryzacja zależna jest od poziomu inflacji. Skoro ceny nie rosną, to nie rosną też świadczenia.

Krytykował planowane zadłużenie. Tu ma rację, jest ono wysokie. Ale zadłużenie to żadna nowość, festiwal zadłużania państwa rozpoczął się za rządów premiera Morawieckiego, który na dodatek chował wydatki w różnych funduszach.

Co do istoty, Nawrocki ma rację. Wielu ekonomistów zwraca uwagę na fakt, że w tym roku po raz pierwszy w historii Polska może zaciągnąć dług przekraczający 60 proc. PKB. Nawrocki dodał, że w budżecie zapisano 4,81 proc. wydatków na obronność, a nie 5 proc.

Co dalej z budżetem?

Nic specjalnego, będzie realizowany. Ewentualne perturbacje mogą się pojawić w kontekście jakiegoś stanowiska Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnijmy: obecnie w Trybunale zasiada jedynie 9 z 15 sędziów. A w sprawie budżetu TK musi orzec w pełnym składzie, czyli co najmniej 11 sędziów.

W marcu 2024 Sejm przyjął uchwałę, w której stwierdzono, iż TK jest de facto nielegalny i że Jarosław Wyrembak i Justyn Piskorski nie są jego sędziami. A potem rząd po prostu przestał publikować wyroki TK w Dzienniku Ustaw.

W lipcu zeszłego roku Trybunał nieco się ożywił i niejednogłośnie uznał przepis ustalający wymóg minimalnego kworum za niekonstytucyjny. A więc sam doszedł do wniosku, że może się zebrać w składzie 9 sędziów i orzec w sprawie ustawy budżetowej.

Wszystko jest pokłosiem sytuacji z 2015 roku, gdy PiS nielegalnie wybrało nadwyżkę sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Dodajmy jeszcze, że budżet – zarówno prezydentowi, jak i TK – nie może się podobać z jeszcze jednego powodu. Senat dodał (a Sejm zatwierdził) kilka poprawek. Z budżetu ukochanej instytucji Nawrockiego – Instytutu Pamięci Narodowej – przesunięto 5 mln zł na Europejskie Centrum Solidarności, które od dawna ostro krytykował. A 3 mln zł z budżetu Trybunału Konstytucyjnego trafią do Biblioteki Narodowej na zakup książek.

Ustawa budżetowa zakłada, że wydatki Polski wyniosą 918,9 mld zł, a deficyt budżetowy zmniejszy się w stosunku do tegorocznego (271,7 mld zł vs. 289 mld zł). Jeśli chodzi o szczegóły planu dochodów, to VAT ma przynieść 341,5 mld zł, akcyza zaś 103,3 mld zł. 80,4 mld zł wpłacą osoby prawne tytułem podatku dochodowego (CIT), obywatele wesprą budżet sumą 32 mld zł z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT).