
W niedzielę 25 stycznia br. gra 34. finał WOŚP. Warto pamiętać, że akcja Owsiaka działa także poza Polską. WOŚP gra również w dwunastu miastach w Niemczech. W Berlinie finał odbył się już w sobotę i cieszył popularnością większą niż dotąd. Po raz pierwszy był imprezą polsko-niemiecką.
Najwyżej wylicytowano rękawice bokserskie Dariusza Michalczewskiego z jego podpisem. Poszły za 1100 euro. Inne hity sobotniej aukcji berlińskiego finału WOŚP to zwiedzanie Bundestagu z niemieckim pełnomocnikiem rządu ds. współpracy z Polską, Knutem Abrahamem, a także dzień spędzony z szefem polskiej ambasady, Janem Tombińskim. Obie atrakcje wylicytowane zostały po 250 euro każda. Natomiast za zaproszenie od Iwony Pavlović na widownię "Tańca z gwiazdami" – zwycięzca licytacji dał 420 euro.
Ale aukcji z drobniejszymi przedmiotami, np. specjalnymi gadżetami WOŚP, płytami podarowanymi przez artystów, sportowymi voucherami, ale też zwiedzanie Sejmu z jedną z posłanek czy gra w padła z Arturem Wichniarkiem było przez cały dzień wiele – i wszystkie znalazły nabywców. A to wszystko przy muzyce polskich i niemieckich artystów, m.in. Czesława Mozila, Piotra Kuźniaka, a także zespołów Stan Zawieszenia, Na górze, Ostblock i Rabatzke czy Klaudii Sobotki. W drugiej sali koncertowej program muzyczny i sportowy nastawiony był na dzieci.
Berliński WOŚP otwiera się na Niemców
– Widać, że w tym roku jest dużo więcej osób. Mimo, że pomieszczenia są dużo większe, są pełne i to od początku imprezy – mówi Monika, wieloletnia wolontariuszka. W tym roku finał WOŚP w Berlinie rozpoczął nową fazę. – Otworzyliśmy się na niemiecką publiczność – mówi Jakub Nowak, szef berlińskiego sztabu. I nie chodzi tylko o to, że jednym z ofiarodawców fantu na licytacje jest niemiecki polityk. Stołeczny WOŚP podpisał umowę z dzielnicowym centrum kultury, Gemeinschaftshaus-Gropius-Bau, które udostępniło Polonii sale koncertowe na potrzeby finału, czy wydrukowało niemieckojęzyczne plakaty.
W ten sposób o imprezie dowiedzieli się lokalni mieszkańcy, bez polskich korzeni. To, mają nadzieję organizatorzy, w przyszłości będzie przyciągać więcej widzów. – Przyszli też fani niemieckiego zespołu muzycznego, który u nas zgodził się wystąpić – opowiada Monika. – Jurka Owsiaka kojarzą raczej z Pol'and'Rock Festival – mówi. Ale to już pozytywne skojarzenie – a o akcji zbierania pieniędzy na cele leczenia dowiedzieć się mogą z plakatów i ulotek po angielsku i niemiecku, leżących w foyer. – W następnych latach już na pewno będą kojarzyć, o co chodzi – liczy Monika.
Andreas: w Niemczech taka akcja by nie przeszła
Akcję WOŚP kojarzy dobrze Andreas z Berlina. – Jestem Andrzej – przedstawia się wolontariusz po polsku. Andreas żadnych polskich korzeni nie ma. O akcji dowiedział się kilka lat temu od dzieci z polskim pochodzeniem w związku karate, w którym jest trenerem.
– To był 2019 rok. Naszemu szefowi spodobał się pomysł, zapytał, czy nie chcemy pomóc, pracować jako ochrona na WOŚP, gdzie będą nasze dzieciaki – wspomina Andreas. Potem przyszła pandemia, ale w zeszłym roku Andreas wrócił na WOŚP, tym razem na scenę, ze swoim zespołem muzycznym, Freies Bier. W tym roku jego koledzy nie mieli czasu, ale on sam zgłosił się jako wolontariusz. Dlaczego? – To super pomysł, w końcu chodzi o dzieci. Dzieciom należy pomagać – wzrusza ramionami, jakby to było oczywiste. – Nieważne, czy niemieckie, polskie, czy australijskie.
Andreas jest pod wrażeniem poczucia wspólnoty, tego, że tyle osób włącza się w tę akcję – zarówno w organizację, jak i finansowe wsparcie. W Niemczech taka akcja by nie przeszła, twierdzi. – Nie dlatego, że ludzie pomagać nie chcą. Tylko od razu pojawiłyby się podejrzenia, że ktoś się chce lansować, że po co innego by to robił. Byłoby jeszcze więcej krytyki, niż wobec WOŚP u was, w Polsce, robi to PiS i prawica – dodaje.
W sobotę w Berlinie, w niedzielę w Polsce: takiej akcji się nie odmawia
W Niemczech Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra w 12 miejscowościach, między innymi we Frankfurcie nad Menem, Hanowerze, Oberhausen, ale i w mniejszych miastach, jak Cloppenburg czy Wunstorf. W większości z nich finały odbyły się już w sobotę, o dzień wcześniej, niż w Polsce. W Berlinie zabawa w tym roku była dwujęzyczna, prowadzona równolegle przez dwójkę moderatorów z polskojęzycznej redakcji niemieckiego publicznego radia Cosmo, Monikę Sędzierską i Adama Gusowskiego.
Wśród występujących na scenie podczas berlińskiego finału jest i Piotr Kuźniak, członek legendarnego zespołu "Trubadurzy". Tak, jak wszyscy inni artyści, występuje za darmo. To jego pierwszy występ dla Orkiestry w Berlinie, ale w polskim finale gra regularnie. W tym roku też zagra na WOŚP w Poznaniu. Do Berlina przyjechał specjalnie, tylko na parę godzin.
– W zasadzie większość polskich artystów w niedzielę jest w Polsce zajęta – uśmiecha się. – Dlatego to świetny pomysł, żeby zrobić finał w sobotę. Piotr Kuźniak w Berlinie śpiewał piosenki Czesława Niemena. Jak zaznacza, to repertuar specjalnie dobrany na koncert WOŚP. – "Dziwny jest ten świat" pasuje do tej atmosfery – mówi. – Bo to naprawdę dziwne, że ta akcja jest świetna, że WOŚP ratuje polski system zdrowia, a tyle osób to hejtuje w Polsce...
Piotr Kuźniak ma 77 lat i sporo chorób za sobą. Wydaje mu się, że podczas jednego z pobytów w szpitalu sam korzystał ze sprzętu, zakupionego z pieniędzy zebranych podczas akcji. Ale nawet jeżeli nie on sam, to przecież nigdy nie wiadomo, co się zdarzy w przyszłości. – Mam dzieci, wnuki, prawnuki. Jest spore prawdopodobieństwo, że oni z tego skorzystają. A jak nie oni, to koledzy tych prawnuków – mówi. Dlatego grał i grać będzie, dopóki zdrowie mu pozwoli.
Rekordowe wyniki aukcji na scenie
Pierwszą licytację wygrała Monika. Za ponad 50 euro wylicytowała misia, symbol Berlina, w specjalnie dla WOŚP przygotowanej koszulce. – Zawsze coś licytuję – tłumaczyła. – Co roku przywożę coś z finału. To ważny cel, nigdy nie odpuszczam – mówi. Do tej pory brali udział z mężem w finałach w Polsce, w rodzinnym Olsztynie. W Berlinie na finale są po raz pierwszy. – No więc, jak w Berlinie, to chciałam wylicytować coś berlińskiego, a misie bardzo lubię – uśmiecha się, odbierając pluszaka.
Pieniądze trafiają od razu do zaplombowanej skarbonki. Monika ma szczęście – w kolejnych licytacjach, parę godzin później, taki miś osiągnie cenę 260 euro. Byli goście, którzy w licytacjach na rzecz WOŚP pozostawili dużo ponad 1000 euro.
To rekordowe wyniki, jak na Berlin, który – jak mówi Jakub Nowak, od trzech lat szef sztabu – również w przypadku akcji charytatywnych jest „sexy, ale biedny”.
Z tymi skarbonkami wolontariusze w Berlinie będą jeszcze zbierać pieniądze dziś, w niedzielę – między innymi przed polskimi kościołami w stolicy Niemiec, ale i przed Bramą Brandenburską. Nadal można się więc dołączyć do zbiórki. Nadal trwają również aukcje internetowe i można wpłacać datki do e-skarbonek sztabów w całych Niemczech.
W zeszłym roku w Niemczech Polonia zebrała w sumie ponad 100 tysięcy euro. Najwięcej wcale nie w Berlinie, gdzie ostatecznie na konto WOŚP przekazano ponad 28 tysięcy euro, ale w Oberhausen, gdzie na orkiestrę wpłynęło ponad 42 tysięcy euro. W tym roku pierwsze, deklaratywne sumy tego, co wpadało do puszek, poznamy do poniedziałku. Ostateczne wyniki, z uwzględnieniem później kończących się aukcji internetowych, czy e-skarbonek, będą dostępne dopiero na przełomie lutego i marca.
Autor: Agnieszka Hreczuk.
Zobacz także
