
Oficjalnie był genialnym inwestorem, który zarządzał majątkami najbogatszych ludzi świata. Nieoficjalnie – twórcą piramidy wpływów opartej na szantażu i handlu ludźmi. Działał na całym świecie, jego macki oplatały też Polskę. Ale do dziś nikt nie potrafi wskazać choćby jednej genialnej transakcji giełdowej, którą przeprowadził. Kim naprawdę był Jeffrey Epstein – finansowym wizjonerem czy słupem dla brudnych pieniędzy i wpływowych patronów?
Kariera Jeffreya Epsteina to gotowy scenariusz na film, który zmienia się z "Wilka z Wall Street" w horror. Zaczynał jako nauczyciel matematyki bez dyplomu, by chwilę później stać się partnerem w banku inwestycyjnym i powiernikiem miliarderów. Analizujemy, jak przestępca seksualny zbudował finansowe imperium i dlaczego banki takie jak JPMorgan przymykały oko na jego "podejrzane transakcje".
Zagadka finansów Jeffreya Epsteina
Nowo opublikowane dokumenty sądowe i bankowe ponownie rozpalają dyskusję na temat majątku Jeffreya Epsteina. Skazany przestępca seksualny, który zmarł w więzieniu w 2019 roku, pozostawił po sobie fortunę szacowaną na około 650 milionów dolarów. W jej skład wchodziła gotówka, luksusowa kamienica na Manhattanie (warta ponad 50 mln dol.), posiadłości na Florydzie i w Nowym Meksyku, apartamenty w Paryżu oraz prywatne wyspy, samoloty, łodzie...
Pytanie, które od lat zadają sobie śledczy i dziennikarze, brzmi: czy Epstein był genialnym finansistą, czy bezwzględnym przestępcą, który wykorzystywał rynek jako przykrywkę? A może jednym i drugim naraz?
Nauczyciel bez dyplomu trafia na Wall Street
Początki kariery Epsteina są zaskakujące, ale nie zwiastują jeszcze mrocznej przyszłości. Wychowany na Brooklynie wnuk żydowskich imigrantów przejawiał talent do matematyki, choć studiów wyższych nigdy nie ukończył. Mimo braku dyplomu, w 1974 roku dostał posadę nauczyciela matematyki i fizyki w elitarnej The Dalton School w Nowym Jorku.
Epstein szybko zyskał sympatię rodziców swoich uczniów. Jednym z nich był Alan Greenberg, ówczesny prezes banku inwestycyjnego Bear Stearns. Zafascynowany zdolnościami młodego nauczyciela, dał mu szansę w świecie wielkich finansów. Epstein zaczął jako młodszy asystent, ale błyskawicznie awansował. Zajmował się inżynierią finansową i modelowaniem opcji. W 1980 roku zaledwie cztery lata po wejściu do branży, został partnerem w firmie.
Jednak już rok później jego kariera w Bear Stearns zakończyła się w niejasnych okolicznościach – oficjalnie odszedł, by założyć własną firmę, nieoficjalnie mówiło się o naruszeniach regulaminu.
"Inwestor" dla miliarderów
W 1982 roku Epstein założył J. Epstein & Co. (później Financial Trust Company). Jego model biznesowy był nietypowy: przyjmował tylko klientów z majątkiem powyżej miliarda dolarów, przejmując całkowitą kontrolę nad ich finansami w zamian za ryczałtowe opłaty.
Faktycznie jednak Epstein miał bardzo wąskie grono klientów. Jego finansowy sukces opierał się głównie na dwóch nazwiskach:
- Leslie Wexner – twórca imperium L Brands (właściciel m.in. Victoria’s Secret). Epstein przez lata zarządzał jego prywatnym majątkiem, czerpiąc z tego gigantyczne profity. Wexner zerwał z nim współpracę dopiero w 2007 roku.
- Leon Black – współzałożyciel funduszu Apollo Global Management, który według raportów zapłacił Epsteinowi 158 milionów dolarów za doradztwo podatkowe i majątkowe.
Legenda głosiła, że Epstein był geniuszem rynku walutowego. Jednak wielu profesjonalnych traderów z Wall Street, którzy mieli z nim styczność, podważało jego kompetencje, twierdząc, że jego wiedza finansowa była powierzchowna.
Raj podatkowy na Wyspach
Kluczowym elementem układanki majątkowej Epsteina były Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych. To tam zarejestrował swoją firmę Southern Trust Company. Dzięki lokalnym przepisom i lobbingowi, Epstein korzystał z nadzwyczajnych ulg podatkowych. W latach 1999–2018 jego firmy zapłaciły tam zaledwie 41 milionów dolarów podatku, co przy skali obracanych środków jest kwotą śladową.
Ale sam Epstein był "obywatelem świata". Pokazuje to choćby skala jego przeróżnych operacji na całym globie. Przecież dziś odkrywane są polskie wątki działalności Epsteina. Trudno nawet powiedzieć, czy są to wątki samej afery. Kupił w Polsce jacht, co raczej nie jest podejrzane. Jednocześnie sam premier zwołał konferencję prasową i zapowiedział zbadanie działalności tego człowieka w naszym kraju. Bo okazuje się, że w opublikowanych niedawno aktach jego sprawy pojawia się całkiem sporo polskich wątków.
1,5 miliarda dolarów w "podejrzanych transakcjach"
Obraz "genialnego inwestora" burzą najnowsze doniesienia z amerykańskiego Senatu. Senator Ron Wyden oraz Komisja Sądownicza ujawnili, że czołowe banki – w tym JPMorgan Chase, Deutsche Bank i Bank of America – oznaczyły w swoich systemach transakcje powiązane z Epsteinem na kwotę ponad 1,5 miliarda dolarów (niektóre źródła mówią nawet o 1,9 mld) jako "podejrzane" (SAR – Suspicious Activity Reports). I co? I nic.
Z dokumentów wynika, że JPMorgan obsługiwał Epsteina w latach 2003–2019, mimo że wewnętrzne działy compliance wielokrotnie flagowały jego działania, a w systemach bankowych widniał jako osoba powiązana z pedofilią. Przelewy obejmowały m.in.:
Banki te po śmierci Epsteina zapłaciły setki milionów dolarów kar i odszkodowań za umożliwienie mu prowadzenia procederu handlu ludźmi.
Teoria szantażu
Brak jasnych dowodów na genialne inwestycje giełdowe oraz specyficzna relacja z klientami (przejmowanie pełnomocnictw, zarządzanie trustami) rodzą spekulacje, że działalność finansowa była jedynie fasadą. Jedna z popularnych, choć nieudowodnionych procesowo teorii zakłada, że Epstein prowadził w rzeczywistości operację szantażu.
Proceder miał polegać na nagrywaniu wpływowych gości (polityków, naukowców, celebrytów) w kompromitujących sytuacjach seksualnych z nieletnimi, a następnie wymuszaniu na nich "opłat za doradztwo" lub wykorzystywaniu ich wpływów. To tłumaczyłoby, dlaczego przez tak długi czas, mimo wyroku z 2008 roku, Epstein pozostawał nietykalny i wciąż obracał milionami dolarów.
Prawda o źródłach fortuny Jeffreya Epsteina może nigdy nie zostać w pełni wyjaśniona. Pewne jest jedno: system finansowy, nastawiony na zysk z prowizji od najbogatszych, przez lata przymykał oko na źródło pochodzenia tych pieniędzy i na co były wydawane. I na setki, jeśli nie tysiące ofiar zepsutego do cna bogacza-przestępcy.
Zobacz także
