Kopania ČSM.
Czechy zamykają kopalnie. Polacy w kropce, to koniec eldorado. Fot. Petr Štefek/Wikipedia

W środę 4 lutego górnicy wywieźli ostatnią tonę węgla z kopalni CzSM w Stonawie na Zaolziu. To już ostatni wózek nie tylko w Czechach, ale i w prawie całej Unii. W czeskim zakładzie pracowali również Polacy.

REKLAMA

– Smutna to będzie uroczystość. Zjadą się koledzy z daleka, z którymi pracowałem, i łezka w oku pewnie się zakręci – przyznał w rozmowie z DW dwa dni wcześniej Stanisław Kołek. Swoją górniczą karierę zaczynał niemal pół wieku temu w Kopalni Armii Czechosłowackiej w Karwinie. Po latach pozostał już tylko skrót CzSA, który stał się jej nową nazwą.

– W życiu każdej kopalni to jest zawsze smutne wydarzenie, ten ostatni wózek – mówił z kolei Bogdan Krzywoń, który na swą pierwszą szychtę do kopalni zjechał kilka lat później. To był Důl 9. kvieten, Kopalnia 9 Maja w Stonawie. Jedna z najmłodszych w Czechach, ruszyła w 1960 roku, jedna z najwcześniej zamkniętych, już w 2016 roku, z powodu wyczerpania złoża.

Obaj rozmówcy DW skończyli Wyższą Szkołę Górniczą w Ostrawie. Krzywoń zaczynał pracę w kopalni jako sztygar, Kołek był przez pierwszych dziesięć lat pracy inżynierem mechanikiem pilnującym, by działały wszystkie maszyny w tym rejonie kopalni, za który odpowiadał. Dziś obaj są na emeryturze, Krzywoń jednak wciąż jeszcze pracuje w firmie Diamo likwidującej zamykane kopalnie. Kołek zaś dokumentuje dzieje górnictwa węglowego w Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim. A poza tym działa w stowarzyszeniu Olza Pro, które założył z przyjaciółmi, by – jak mówi –„zachować pamięć o przodkach”. Pokazuje zdjęcia cmentarza ewangelickiego w Karwinie zrobione po uporządkowaniu go przez stowarzyszenie – i przedtem, kiedy gęste zarośla jeszcze niemal kompletnie zasłaniały groby.

W samo południe

Zamknięta właśnie kopalnia CzSM – kiedyś oznaczało to Młodzież Czechosłowacką, ale i tu zachował się jedynie skrót – powstała jeszcze później. Wydobywanie węgla kamiennego rozpoczęła w 1968 roku. Dobiegło ono końca w sobotę 31 stycznia 2026 roku. Ostatnią tonę urobku zostawiono na dole do w środy 4 lutego. Wypełniony po brzegi czarnymi bryłami ostatni wózek został najpierw wepchnięty przez dwóch górników do klatki windy towarowej, potem, strasznie hałasując, ruszył w ku powierzchni. Kilka minut tak jechał, co kilkuset zebranych mogło śledzić na telebimach, gdyż obraz i dźwięk zapewniała zamontowana na nim kamera. Na górę dotarł w samo południe.

Niejeden z ubranych w galowe mundury górników, dyskretnie ocierał łzę napływającą do oka. Na wielu twarzach widać było zmaganie ze wzruszeniem.

Na ostatnich metrach wózek jakby się zaparł i dopiero za drugim podejściem kolejnym dwóm górnikom udało się wypchnąć go z szybu. Kierownik zakładu CzSM Sever (Północ) Karel Blahut mógł w końcu złożyć ostatni raport swemu szefowi Romanowi Sikorze, dyrektorowi generalnemu firmy OKD, do której należy kopalnia.

To był nie tyko ostatni wózek z kopalni CzSM, ostatni wózek w OKD, ale w ogóle ostatni wózek węgla kamiennego wywieziony spod ziemi w Republice Czeskiej. 4 lutego 2026 roku skończyła się trwająca niemal ćwierć tysiąclecia historia górnictwa węgla kamiennego na ziemiach czeskich.

Ale wciąż jeszcze nie był to ostatni wózek w Unii Europejskiej. Węgiel kamienny wydobywa bowiem nadal Polska. Tylko Polska.

Narodziny Zagłębia

Zagłębie Ostrawsko-Karwińskie to południowa część większej geologicznej i geograficznej całości, Górnośląskiego Zagłębia Węglowego. Od północy zamykają je doliny Odry i wpadającej do niej Olzy, po przeciwnej stronie granica Zagłębia otacza od południa łukiem miasta Karwinę na wschodzie, Hawierzów pośrodku i Ostrawę na zachodzie. To właśnie tam, we wschodniej części tego ostatniego miasta, zwanej dawniej Polską, a dziś Śląską Ostrawą, znaleziony został w 1763 roku węgiel. Na podobne odkrycie w Karwinie trzeba było poczekać jeszcze 13 lat.

Musiało minąć trochę czasu, nim zrozumiano, że ta pojawiająca się miejscami na powierzchni czarna skała jest znacznie wydajniejszym źródłem energii niż drewno czy nawet wykorzystywany w hutnictwie węgiel drzewny.

Jednak dopiero zbudowana pod koniec pierwszej połowy XIX wieku kolej żelazna umożliwiła korzystanie z nowego paliwa na masową skalę. Kiedy bowiem ruszyła, można je było dowieźć do odbiorców w różnych miejsca kraju – ówczesnych Austro-Węgier.

Jak grzyby po deszczu powstawały kolejne kopalnie, początkowo płytkie, sięgające od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów pod ziemię. Potem stawały się coraz głębsze. W połowie XIX wieku między Karwiną a Ostrawą było już ponad 300 węglowych sztolni.

Wzloty i upadki

Na początku XIX wieku wydobywano w całym zagłębiu kilka tysięcy ton rocznie. Pół wieku później już ponad 100 tysięcy ton. Po kolejnych 20 latach więcej niż milion. W czasie I wojny światowej ponad 10 milionów. Potem znów mniej. Podczas II wojny światowej znów więcej. Wydobycie sięgnęło wtedy niemal 20 milionów ton.

Po wojnie prezydent Edvard Benesz jednym ze swoich dekretów znacjonalizował wszystkie spółki posiadające kopalnie węgla kamiennego w Zagłębiu. W 1946 roku przejęło je specjalnie w tym celu utworzone przedsiębiorstwo państwowe OKD, Kopalnie Ostrawsko-Karwińskie.

Dwa lata później komuniści dokonali puczu, by przez kolejne cztery dekady rządzić Czechosłowacją. Do realizacji swych zamierzeń potrzebowali dużo węgla. Od 1960 do 1990 roku ponad 20 milionów ton rok w rok.

Rabunkowa gospodarka tej epoki doprowadziła do zagłady Karwiny, która zapadła się pod ziemię. W końcu miasto, które było jednym z ośrodków polskości na Zaolziu, trzeba było wyburzyć, a jego mieszkańców przesiedlić do nowo zbudowanych bloków. Starej Karwiny już nie ma. Miasto, które dziś tak się nazywa, znajduje się kawałek dalej. To dawny Frysztat.

Po upadku komunizmu OKD zostały przekształcone w spółkę akcyjną, ale początkowo jedynym właścicielem tej firmy było nadal państwo. Jednocześnie rozpoczęto odchodzenie od węgla. Zamknięto część kopalni w środkowej części Zagłębia wokół miasta Pietwałd. Zaczęła się burzliwa prywatyzacja spółki. W 2016 roku, wskutek długotrwałego spadku cen węgla, OKD ogłosiły upadłość. Dwa lata później firmę znów przejęło państwo. Rząd zapowiedział całkowite odejście od wydobycia węgla kamiennego, co stało się osiem lat później.

11 miesięcznych pensji

W Zagłębiu Ostrawsko-Karwińskim wydobyto łącznie około 1,7 mld ton węgla kamiennego. Co najmniej drugie tyle pozostało pod ziemią i chyba już nigdy nie trafi na powierzchnię. Nietknięte jeszcze pokłady są głębiej niż kilometr pod ziemią. W kopalni CzSM górnicy dotarli wprawdzie na głębokość 1353 metrów, ale eksploatacja tak głębokich złóż jest już bardzo nieopłacalna.

– U nas warunki wydobycia są trudne i trzeba by wyłożyć dużo pieniędzy, żeby ludzie mieli zapewnione bezpieczeństwo. Musi być klimatyzacja, żeby w ogóle mogli tam wytrzymać – mówi Stanisław Kołek.

Śląsk bez węgla? Można to sobie wyobrazić? – To było kiedyś nie do pomyślenia. A teraz już jest to fakt dokonany – mówił Bogdan Krzywoń w rozmowie z DW. Dwa dni wcześniej, w ostatni dzień stycznia, w kopalni CzSM zakończyła się ostatnia szychta. – Jeszcze został ten ostatni wózek i koniec. Koniec węgla kamiennego w Czechach – dodał.

A ludzie? 750 już straciło pracę z ostatnim dniem stycznia, kolejnych 150 straci ją, gdy końca dobiegnie luty. Co z nimi? – Starsi, którym zostały trzy, cztery lata do emerytury, to jakoś doklepią – mówi inżynier, który w Czechach już od kilku lat likwiduje kopalnie. Dostaną odprawy, 11 miesięcznych wypłat. W wypadku najlepiej zarabiających będzie to około 800 tysięcy koron, czyli 140 tysięcy złotych. Ale może też być tylko nieco ponad 300 tysięcy koron, nieco ponad 50 tysięcy złotych.

A potem, jeśli są górnikami, będą mogli pobierać co miesiąc 8 tysięcy koron, około 1400 złotych. Pracujący na powierzchni dostaną tylko 5 tysięcy koron, czyli mniej niż 900 złotych. –  To nie są wielkie pieniądze. Młodsi muszą szukać jakiejś pracy – mówi Bogdan Krzywoń.

Dla porównania, jak informuje serwis Bankier.pl, w zamian za odejście z kopalni Polska Grupa Górnicza proponuje pracującym pod ziemią górnikom pięcioletnie urlopy z 80-procentowym wynagrodzeniem naliczanym jak za urlop wypoczynkowy, a pracownikom mechanicznej przeróbki węgla – czteroletnie. Pozostali mogą skorzystać z jednorazowych odpraw pieniężnych w wysokości 170 tysięcy złotych netto.

Polacy w OKD

Wśród zwolnionych z kopalni CzSM są też Polacy. Oczywiście przede wszystkim ci tutejsi, bo trzy czwarte Zagłębia znajduje się na Zaolziu, gdzie wciąż jeszcze około 30 tysięcy mieszkańców deklaruje narodowość polską. Ale jest też wielu napływowych.

– Gdy pięć lat temu kończyłem pracę na kopalni CzSA, mówiło się o tysiącach górników zza miedzy, z Polski – mówi Stanisław Kołek. Byli zatrudniani przez różne agencje.  I mieli bardzo dobre wyniki, bo to byli specjaliści. W Polsce mieli już emeryturę i po przyjętych odprawach nie mogli wrócić do kopalni. Ale za granicą te ograniczenia nie obowiązywały.

Jak informuje ZUS, w Polsce górnik może przejść na emeryturę już po 25 latach pracy w kopalni. W Czechach, najwcześniej po skończeniu 55 lat. – Dziadek, który zaczął pracować na kopalni, mając 14 lat, gdy przechodził na emeryturę, miał za sobą 40 lat pracy. Ojciec skończył szkołę średnią i odbył służbę w wojsku. Musiał pracować 32 lata, nim mógł zostać emerytem – wspomina Stanisław Kołek. I dodaje, że jest już siódmym górniczym pokoleniem w rodzinie. – I ostatnim. Mój syn studiował filozofię. On już górnikiem na pewno nie będzie – uśmiecha się.

Hołd hawierzom!

Środowe uroczystości w Stonawie, a potem w stolicy regionu, Ostrawie, odbywały się pod hasłem „Hołd hawierzom!”. To staropolskie słowo oznaczające górnika żyje wciąż w śląskiej gwarze po jednej i drugiej stronie przecinającej Śląsk granicy i niemal identycznie brzmi też po czesku: „havírz”.

Odnaleźć je można w nazwie wspomnianego wyżej zaolziańskiego miasta Hawierzów (Havírzov) leżącego w połowie drogi między Cieszynem a Ostrawą, zbudowanego po wojnie w stylu socrealizmu, zupełnie jak Nowa Huta w Polsce, i uroczyście oddanego jego mieszkańcom w 1955 roku. Z tą różnicą, że – jak sama jego nazwa wskazuje – przeznaczonego dla górników, a nie hutników.

W ten ostatni dzień czeskiego górnictwa węgla kamiennego hołd był składany wszystkim hawierzom. Ale chyba szczególnie tym, którzy zginęli w wypadkach przy pracy. Przez 57 lat istnienia kopalni CzSM straciło tam życie 91 górników. Do ostatniej wielkiej katastrofy doszło osiem lat temu, 19 grudnia 2018 roku. Zginęło wówczas 13 górników, wśród nich 12 z Polski.