Kurs bitcoina spada. Bitcoin na naszych oczach się wykrwawia. To potencjalna okazja inwestycyjna, ale jest jedno "ale"
Kurs bitcoina spada. Bitcoin na naszych oczach się wykrwawia. To potencjalna okazja inwestycyjna, ale jest jedno "ale" Foto: J-Alone/jira pliankharom/Dmytro Vietrov

Bitcoin tanieje w zastraszającym dla wielu tempie. Jeszcze niedawno kosztował blisko 90 000 USD, a teraz spadł poniżej rekordowego poziomu z poprzedniej hossy. Czy oznacza to ostateczny upadek kryptowalut? Nie. Obecne pułapy cenowe są wręcz atrakcyjne, ale tylko dla wytrwałych inwestorów. W tym tekście przeanalizujemy, co dzieje się w świecie cyfrowych aktywów i postaramy przewidzieć, co stanie się w nim w przyszłości.

REKLAMA

Bitcoin nie rozpoczął tego roku dobrze. Nie dość, że nie zarejestrował nowego rekordu cenowego, to jeszcze utracił ATH (All Time High, "najwyższa wartość wszech czasów") z poprzedniej hossy. Tak, kryptowaluta kosztuje już mniej niż 69 000 USD. Nie mówiąc o rekordzie z 2025 r., czyli 125 000 USD. Co się dzieje z bitcoinem?

Bitcoin tanieje, ale dlaczego?

Rok temu wszystko zapowiadało, że bitcoinowi inwestorzy będą mieć spore zmartwienie: czy kupić Lamborghini czy może jednak nowe mieszkanie. W USA do władzy powrócił Donald Trump, który w swojej kampanii wyborczej obiecywał, że wzmocni rynek kryptowalut. To zwiastowało wielkie wzrosty i zyski.

Stało się jednak inaczej. Poprzedni rok był dla inwestorów lekko rozczarowujący. Kryptowaluty drożały, ale mało i wiele akcji firm dało zarobić inwestorom więcej. Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że cyfrowe aktywa są uważane przez rynek za walory wysoce spekulacyjne. To zaś oznacza, że do wzrostu potrzebują wysokiej płynności na rynkach. Mówiąc prościej: czym więcej jest pieniądza w obiegu, tym większa szansa, że bitcoin i jego towarzysze zaczną zyskiwać na wartości.

Dowodem na to ostatnie są lata 2020-2021. Pandemia COVID-19 nie tylko zamknęła gospodarki, ale uruchomiła też najważniejsze drukarki na świecie: te od pieniędzy. Wystarczy wymienić słynne czeki stimulusy w USA. Łącznie rząd mocarstwa "wstrzyknął" na rynek dodatkowe kilkaset miliardów dolarów.

I to dlatego rynek akcji i kryptowalut zaczął wtedy rosnąć. Po prostu część z beneficjentów, dorosłych Amerykanów, inwestowało w różnej maści aktywa, w tym w bitcoiny. Król kryptowalut zdrożał w 2021 r. do 69 000 USD. Z około 4 000 USD!

Potem przyszły jednak lata chude. Powód? Bank centralny USA, Fed, rozpoczął proces zacieśniania ilościowego. Brzmi jak tajemnicze zaklęcie, ale w praktyce oznacza to "wysysanie" pieniądza z rynku. Wszystko po to, by obniżyć inflację (czym więcej banknotów "lata" po rynku, tym ceny szybciej rosną). Bitcoin zaczął więc przegrywać z twardą ekonomią.

Od 2024 r. zaczęło być jednak coraz lepiej: w USA powstały ETF-y bitcoina (fundusze, które inwestują w kryptowalutę). Na rynek kryptowalut zaczął powracać kapitał. Do tego Fed zaczął powoli ciąć stopy procentowe: wracały czasy, w których pieniądz taniał, a tym samym bardziej opłacało się inwestować w ryzykowne aktywa, w tym bitcoina.

Następny akt dramatu otwiera nam prezydent USA Donald Trump, który w kampanii wyborczej obiecał, że pod jego rządami Ameryka będzie posiadać swoją bitcoinową rezerwę strategiczną (zrównywało to bitcoina niejako ze złotem). Do tego Biały Dom ureguluje branżę, która przez brak przepisów nie mogła się dostatecznie szybko rozwijać. Inwestorzy liczyli już przyszłe zyski.

Rynek kryptowalut i wielkie spadki. Czar pryska

Trump wygrał wybory i zaczął spełniać swoje obietnice: utworzył rezerwę strategiczną bitcoina, a Kongres zaczął prace nad regulacjami. Kryptowaluty jednak nie drożały tak, jak wszyscy sobie to wyobrażali. Powód?

W tym momencie dochodzimy do kluczowej części tego tekstu: od czego zależy kurs bitcoina i innych kryptowalut. Tak jak wspomniałem wcześniej: od płynności, czyli ilości pieniądza w gospodarce.

I tu pojawił się problem. Nowy prezydent USA zaczął faktycznie wspierać branżę cyfrowych aktywów, ale jednocześnie rozpoczął wojnę celną z niemal całym światem. W efekcie kryptowaluty nie drożały, gdyż inwestorzy chętnie je kupują, ale w czasach spokoju, a nie geopolitycznych napięć. Na to wszystko nałożyły się konflikty: o Grenlandię, a teraz doszła jeszcze potencjalna wojna z Iranem.

Na tym problemy kryptoinwestorów się nie kończą. Fed w 2025 r. zaczął być zdezorientowany: cła Trumpa sprawiły, że zaczął martwić się o gospodarkę i przestał ciąć stopy (obawiał się wybuchu inflacji i stanu rynku pracy). Potem na chwilę powrócił do obniżek, ale w styczniu 2026 roku ponownie nacisnął hamulec.

Jakby tego było mało, nowym szefem banku centralnego USA ma zostać Kevin Warsh. Na to stanowisko nominował go Trump, który od dawna domaga się cięć stóp. Rynki jednak obawiają się tej kandydatury, gdyż Warsh przez lata uchodził za zwolennika wyższych stóp. Choć ostatnio miał na ten temat zmienić zdanie, ma chcieć zmniejszać bilans Fedu. A to oznacza mniej świeżego pieniądza w obiegu.

Mówiąc prościej: Fed pod rządami nowego prezesa może dokonać "małego" przewrotu (jakbyśmy mało mieli emocji!). Z jednej strony może sprawić, że dostęp do pieniądza będzie łatwiejszy, a ten tańszy, ale jednocześnie chce zakręcić kurek ze świeżymi dolarami. I inwestorzy (już nie tylko kryptowalut, ale też akcji) są w kropce. Nie wiedzą, jak zmiana sposobu funkcjonowania modelu Fedu wpłynie na ceny aktywów.

Co dalej z kryptowalutami?

Podsumujmy na tym etapie to, co wiemy. Kryptowaluty przez lata drożały w latach, gdy amerykański bank centralny hojnie "wrzucał" na rynki nowe dolary i na świecie panował względny porządek. Mieliśmy więc do czynienia z dość kapryśnymi aktywami, które drożały, ale głównie w bardzo sprzyjających warunkach.

To wszystko dość logiczne: tzw. apetyt na ryzyko inwestorów rośnie, gdy sprzyjają temu warunki makroekonomiczne. Inaczej kapitał płynie do mniej wybrednych aktywów: złota czy akcji dużych bezpiecznych spółek.

Obecna sytuacja na świecie to więc przepis na klęskę kryptowalut. Przynajmniej z pozoru.

Analityk Daniel Kostecki z CMC Markets, który w swoich analizach łączy wspomnianą tu już wielokrotnie płynność z kursem bitcoina, wskazuje na to, że ta pierwsza za kilka dni ponownie wzrośnie (wynika to raportów z Fedu). Przynajmniej tymczasowo ponownie powstaną więc warunki pod wzrosty na rynku kryptowalut.

Jego model zakłada, że w tym roku nadal jest możliwa hossa na bitcoinie. Wszystko będzie zależało od tego, czy bank centralny "wrzuci" na rynek dolary i sytuacja makroekonomiczna się uspokoi.

Ethereum uratuje kryptowaluty?

Kostecki wskazuje na możliwy scenariusz na przyszłe tygodnie i miesiące. Jednak co dalej? Czy kryptowaluty jako aktywa w kolejnych latach będą traciły na znaczeniu? I tak, i nie.

Wiele wskazuje na to, że szalone hossy na mało znanych coinach o dziwnych nazwach odejdą na parę lat do lamusa. Zaczną jednak liczyć się projekty z rynku kryptowalut, które mają realne znaczenie i sens.

Dotąd pisałem tu głównie o bitcoinie, który jest przez fanów określany mianem "cyfrowego złota" I faktycznie zaczyna taką rolę pełnić. USA posiadają rezerwę bitcoinów, inne kraje (w tym Czechy) rozważają podobne pomysły, niektóre duże spółki z USA skupują kryptowalutę jako zabezpieczenie swojej wartości.

Nieco w tle bitcoina działa jednak Ethereum. To sieć, na bazie której rodzi się nowy rynek: zdecentralizowanych kontraktów (zaprogramowanych, samorealizowalnych umów), tokenizowanych aktywów (które mogą usprawnić i zglobalizować handel... niemal wszystkim) czy stablecoinów (stabilnych kursowo kryptowalut, niejako cyfrowych dolarów czy euro, ale emitowanych przez prywatne firmy).

I to te innowacje mogą sprawić, że kryptowaluty, z naciskiem na ether, walutę Ethereum, ponownie zabłysną. Ale już nie jako zabawki spekulantów, ale poważne systemy informatyczne, które zmienią globalną gospodarkę.