
Zarządy i rady nadzorcze państwowych spółek mają być wolne od partyjnych kolesi, ludzi bez kompetencji, za to z kieszeniami otwartymi na łatwy pieniądz. Tak minister aktywów państwowych przedstawił właśnie wejście w życie Kodeksu Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego. Jego kluczowym elementem ma być wymóg neutralności politycznej osoby nominowanej do intratnego stanowiska. Jednak gdy wgryziemy się w szczegóły, okazuje się że dla starego ładu ostało się kilka awaryjnych furtek.
Wszyscy doskonale pamiętamy haniebne rzeczy, jakie działy się w spółkach Skarbu Państwa za obu rządów Prawa i Sprawiedliwości. Partia ta w sposób bezprecedensowy oplotła swoimi mackami kluczowe dla naszego kraju firmy (energetyczne, morskie, rolnicze itp.), wykorzystując je jako okazję do łatwego zarobku dla działaczy, kolegów i pociotków. A jednocześnie jako instrument gigantycznego politycznego wpływu.
Rządy PiS, czyli Partii i Spółek
Następcy PiS z ówczesnej opozycji szli do wyborów w 2023 roku z obietnicą zrobienia porządku w publicznych spółkach. Dziś zrobiono w tej sprawie poważny krok.
Nadmienię na wstępie, że jako osoba, która zjadła zęby na wygrzebywaniu pisowców z rad nadzorczych spółek i spółeczek (współtworzyłem duży projekt medialny "Partia i Spółki"), przyznam że od czasu przejęcia władzy przez Koalicję 15 Października mam w tej dyscyplinie znacznie mniej pracy. Po tym jak w pierwszej kolejności wymieciono pozbawionych kompetencji ludzi z nadania PiS, w sporej mierze udało się odpolitycznić zarządy i rady nadzorcze, czyli te organy, w których pieniędzy do zgarnięcia jest najwięcej.
Oczywiście idealnie nie jest, czego dobrym przykładem był Totalizator Sportowy, gdzie nagle dyrektorskie stołki regionalnych oddziałów zostały poobsadzane ludźmi związanymi z Koalicją Obywatelską, co ujawnił Onet.
Wciąż mamy też partyjny desant na instytucje nie mające statusu spółek prawa handlowego, czego koronnym przykładem jest Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, będący przystanią dla działaczy PSL. Jednak w sprawie firm należących do Skarbu Państwa trzeba obecnej władzy oddać to, że często szybko reaguje na doniesienia mediów, wskazujące że ktoś ma ochotę pójść w ślady poprzedników.
Misja Wojciecha Balczuna
Jednak to, co stało się już pewnego rodzaju dobrą praktyką, trzeba było sformalizować. Takie zadanie dostał obecny szef resortu aktywów państwowych Wojciech Balczun. Człowiek spoza polityki, znany z projektów kolejowych i grania w zespołach rockowych, jednocześnie będący w kręgu osób bliskich Donaldowi Tuskowi, który przed kamerami pojawia się dość rzadko.
W poniedziałek zwołał jednak specjalną konferencję prasową, by ogłosić, że wykonano spory krok w kierunku trwałego odpolitycznienia spółek.
W Kodeksie Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego, który trafi teraz zarówno do spółek Skarbu Państwa, wyszczególniono zasadę neutralności politycznej członków zarządów i rad nadzorczych. Co ona oznacza? Balczun za naruszenie neutralności uważa jawne agitowanie za daną opcją polityczną oraz dopuszczanie politycznych wpływów "na decyzje kadrowe, wydatki i inwestycje". Czyli sytuacji w rodzaju telefonów od posła, rzucającego nazwisko przysłowiowej "córki leśniczego", sugerującego że może warto pomóc jej w rozwoju kariery, bo dziewczyna/chłopak nie może odnaleźć się na rynku pracy.
Niepełna zasada neutralności
Zasada neutralności politycznej, według Balczuna oznacza też, że do spółek nie będą delegowani aktywni politycy, z radnymi należącymi do partii politycznych na czele. Co istotne, minister w kodeksie nie zawarł wprost dyspozycji o tym, że członek zarządu bądź rady ma zakaz bycia szeregowym członkiem takiej partii.
Dziwne, zwłaszcza że – na co zwrócili uwagę obecni na konferencji prasowej dziennikarze – w opublikowanej jeszcze w 2024 roku wstępnej wersji kodeksu taki zakaz był. Urzędnicy MAP mgliście odpowiedzieli, że zapis ten usunięto po szerokich konsultacjach. Kto postulował za zniesieniem tego zakazu? Tego już nie raczyli powiedzieć.
Wojciech Balczun krytycznie patrzy za to na przekazywanie darowizn na partie polityczne przez państwowych nominatów do zarządów i rad nadzorczych. A, jak wiemy, ta praktyka była powszechna za rządów PiS, i traktowano ją jako pewnego rodzaju haracz za nominację na stanowisko. Dzięki temu polityk, który "opiekował" się danym nominatem do spółki, mógł liczyć na to, że ten sprawi, iż jego kampania wyborcza będzie miała większy budżet.
Taki mechanizm działał między innymi w Grupie Energa. Jak ujawnili dziennikarze TVN24, wielu związanych z PiS ludzi zasiadających w spółkach należących do tej gdańskiej grupy, wspierało finansowo kampanię posła Marcina Horały.
Pytałem też ministra Balczuna o działalność członków zarządu i rad nadzorczych w internecie. Wszyscy doskonale pamiętamy przykład Małgorzaty Jacyny-Witt, radnej PiS sejmiku zachodniopomorskiego i członkini rady nadzorczej między innymi Morskiej Stoczni Remontowej "Gryfia". Jej konto na Twitterze kipiało od politycznej propagandy, raz zahaczając wręcz o patostreaming, innym razem o pławienie się w swoim bogactwie (słynny wpis o grze w golfa).
Wojciech Balczun nie chciał wprost powiedzieć o tym jakie będą obowiązywały w tej materii zasady. Mówił o zasadach zdrowego rozsądku i zachowaniu umiaru, podkreślając jednocześnie, że każdy ma prawo do swoich poglądów i wyrażania swojego zdania.
A co z pokłosiem Collegium Humanum?
Kolejny element odpolityczniania spółek Skarbu Państwa to koniec z dopuszczaniem do rad nadzorczych ludzi z dyplomami MBA z uczelni-krzaków. Afera Collegium Humanum pokazała, że wiele osób wykorzystało lukę wprowadzoną przez PiS i kupiło sobie kwit, dzięki któremu droga do ekstra pensji w radzie nadzorczej była wolna. Obecny rząd już dawno zakazał wpuszczania do rad ludzi po tego typu uczelniach, ale chce też ten zakaz sformalizować. Do tego potrzebna jest jednak droga ustawowa.
Przepisy, które mają za jakiś czas trafić na biurko prezydenta, dopuszczać będą w radach nadzorczych ludzi z MBA, ale tylko zdobytych na renomowanych uczelniach posiadających uprawnienia do nadawania stopnia doktora habilitowanego. Dojdzie też wymóg posiadania trzech lat doświadczenia na stanowisku kierowniczym. Co łatwo wytnie politykierów, którzy dopiero "chcą sprawdzić się w biznesie".
Cel kodeksu jest taki, by nieodwracalnie zatrzymać traktowanie spółek Skarbu Państwa jako politycznego łupu. Co jest myśleniem naiwnym, bo trudno mi sobie wyobrazić, że po ewentualnym powrocie PiS do władzy nie wróci ten sam skok na stołki, z jakim mieliśmy już do czynienia. Dobrze jednak, że chociaż w tej materii obecny rząd realizuje swoje zapowiedzi i nie wybiera drogi na skróty. Dobrze bowiem mieć narodowych czempionów i czempioników, za których nie trzeba na świecie się wstydzić.
Zobacz także
