
Władze Gdańska zachowują się tak, jakby wywożenie śniegu trzeba byłoby dopiero wynaleźć. Jedno z najbardziej dotkniętych przez ostrą zimę miast, w przeciwieństwie do wielu mniejszych – jak Słupsk czy Sztum – kompletnie ignoruje problem gigantycznych zasp utrudniających chodzenie po chodnikach czy parkowanie. Radny, który zapytał o ten problem od dwóch tygodni czeka aż urzędnicy skonstruują jakąś logiczną odpowiedź.
Gdańsk zimową stolicą Polski. Miasto nie wywozi śniegu, a piesi i kierowcy mogą tylko złorzeczyć
Gdańsk jest w tym roku zimową stolicą Polski. To województwo pomorskie przeżyło w ostatnich dwóch miesiącach najwięcej intensywnych śnieżyc.
To tu temperatura regularnie spadała do poziomu kilkunastu stopni na minusie. To tu szpitalne SORy wiele razy przeżywały prawdziwe oblężenie po tym jak przez gołoledź ludzie wywracali się na chodnikach, łamiąc sobie raz górne, raz dolne kończyny.
Tym bardziej dziwi, że jeden z kluczowych elementów zimowego utrzymania miasta został przez stolicę Pomorza całkowicie porzucony.
Chodzi o wywożenie nadmiaru śniegu poza miasto. Działanie może i niestandardowe, ale niezwykle potrzebne, co bardzo szybko zauważyły na przykład władze Słupska. Po tym jak na początku stycznia na to miasto spadły rekordowe ilości śniegu, do jego sprzątania najpierw zaangażowano wojsko. Następnie miejska spółka komunalna wynajęła wywrotki i koparki i rozpoczęła walkę z zaspami i ich stopniowe wywożenie poza Słupsk. Podobnie było w Sztumie, niewielkim mieście na Powiślu, które stało się epicentrum śnieżycy 12 stycznia.
Tymczasem w Gdańsku, największym mieście wojewódzkim, urzędnicy najwidoczniej uznali, że gigantyczne zaspy pięknie uzupełniają krajobraz. Co z tego, że ludzie nie mogą normalnie iść chodnikiem lub parkować aut. Efekt: niedostępność wielu miejsc parkingowych, piesi zapadający się po kolana w białym puchu, uszkodzenia aut uderzających przy próbie manewrowania w zamarznięty śnieg.
Na problem zwrócił uwagę miejski radny Maximilian Kieturakis. W swojej interpelacji do władz miasta z 6 lutego zapytał, czy można utworzyć listę priorytetowych miejsc, takich jak na przykład obręby dużych skrzyżowań, z których śnieg trzeba jak najszybciej usunąć.
– Na szczególną uwagę zasługują obszary o wysokiej intensywności ruchu pieszego oraz znaczeniu reprezentacyjnym, w tym przestrzeń Głównego Miasta. W takich miejscach zalegające pryzmy śniegu mogą ograniczać dostęp do infrastruktury, pogarszać bezpieczeństwo użytkowników oraz obniżać funkcjonalność przestrzeni publicznej - napisał w interpelacji Maximilian Kieturakis, pytając jednocześnie o to jakie są koszty takiej wywózki.
Mijają dwa tygodnie, a odpowiedzi od miasta nadal nie ma. Gdański Zarząd Dróg przekonuje, że wywiózł śnieg, ale dotyczyło to tylko kilku punktów w mieście, między innymi wskazanych przez radnego zasypanych słupków ograniczających wjazd na ulicę Długą.
Dalsza część tekstu pod linkami.
Zobacz także
Gdańsk. Ludzie domagają się wywiezienia śniegu
Reakcje ludzi są jednoznaczne. – Tej zimy niestety nie daliście rady. Jedynie drogi są odśnieżane. Reszta, czyli chodniki i dojścia do przejść dla pieszych, są zlodowaciałe. Z takich lodowych górek szybko można wjechać pod nadjeżdżające autobusy czy samochody – pisze Gdańszczanka Iwona.
– Niektóre ulice stały się już praktycznie jednokierunkowe, bo zwały zlodowaciałego śniegu zalegają na poboczu. Dodatkowo, jeżeli ten ogrom śniegu zacznie się roztapiać nagle, to nie będziemy mieli dróg, tylko strumienie wody zanieczyszczonej piaskiem i szukającej miejsc odpływu – dorzuca w komentarzu do postu radnego na Facebooku pan Marek.
Wszystko wskazuje na to, że władze Gdańska uznały, że problem przejdzie bokiem. Urzędnicy zapewne założyli, że po intensywnych opadach śniegu szybko przyjdzie ocieplenie (tak się nie stało) i śnieg sam stopnieje, a kłopot rozwiąże się sam. Zwłaszcza, że w obrębie półmilionowego miasta wywożenie śniegu byłoby operacją niezwykle skomplikowaną i kosztowną, a wybór miejsc do oczyszczenia mógłby wzbudzić kontrowersje u mieszkańców tych okolic, które zostałyby pominięte.
Tylko że Gdańsk ma już doświadczenie w wywożeniu śniegu. W sieci na miejskiej stronie wciąż wisi komunikat z 2010 roku: "W Gdańsku rozpoczyna się akcja wywożenia śniegu". "Decyzja o rozpoczęciu akcji nie była łatwa, gdyż kosztować ma według wstępnych szacunków 1 milion złotych. A to dużo, biorąc pod uwagę, że w tym roku wydano już na walkę z zimą 6,3 z zarezerwowanej w budżecie na ten cel kwoty 10 milionów zł" – pisali wtedy gdańscy urzędnicy.
Przeważyły jednak wtedy argumenty dotyczące między innymi bezpieczeństwa przechodniów i obaw przed roztopami.
Czy w 2026 roku oszczędności w miejskim budżecie przeważyły nad potrzebą zapewnienia mieszkańcom bezpieczeństwa i swobody poruszania się po mieście? Czekamy aż urzędnicy wreszcie zabiorą w tej sprawie głos, bo wiele to powie o ich podejściu do zwykłych ludzkich spraw. Za kilka dni ma co prawda przyjść odwilż i problem faktycznie może częściowo spłynąć z ulic. Pytanie czy Gdańszczanie łatwo zapomną o tym, jak zimą potraktował ich samorząd?
