małpka Puch zainspirowała poznańskiego artystę Kawu do stworzenia niewielkiego muralu
Namalował słynną małpkę i wylądował na komisariacie. Poznański "Banksy" znów ma problemy Fot. Ichikawa City Zoo / Kawu / Instagram / Montaż: INNPoland.pl

W tej historii splatają się łzy wzruszenia, sztuka ulicy, brutalna rzeczywistość lokalnych zaniedbań i... wizyta na policyjnym dołku. Kawu, najsłynniejszy poznański twórca street artu, znów znalazł się na celowniku mundurowych. Poszło o mural na murze Starego Zoo przedstawiający małpkę, w którym wielu mieszkańców widzi coś znacznie więcej niż tylko uroczy obrazek.

REKLAMA

Zaczęło się tysiące kilometrów stąd, w ogrodzie zoologicznym w japońskiej Ichikawie. To tam na świat przyszedł makak japoński o imieniu Punch. Niestety, maluch przeżył dramat – został odrzucony przez matkę, a stado nie chciało go zaakceptować.

Samotnemu i przerażonemu zwierzakowi opiekunowie dali nietypowe pocieszenie: wypchanego orangutana z Ikei (słynny model "Djungelskog"). Nagrania, na których maleńki Punch kurczowo tuli się do pluszaka, wszędzie go ze sobą ciągnie i szuka w nim bezpieczeństwa, obiegły świat, wyciskając łzy milionom internautów.

Na szczęście, dzięki swojemu pluszowemu przyjacielowi, makak powoli zyskuje pewność siebie i zaczyna być akceptowany przez stado.

Poznański kontekst: uroczy hołd czy gorzki manifest?

W miniony weekend historia Puncha trafiła na mury poznańskiego Starego Zoo. Znany lokalny artysta uliczny, Kawu, uwiecznił słynnego makaka przytulającego pluszaka, a proces powstawania dzieła dumnie zaprezentował w swoich mediach społecznościowych.

Jednak poznaniacy szybko połączyli kropki. Trudno uznać ten mural na murze zoo za przypadkowy, zwłaszcza w obliczu niedawnego, głośnego skandalu w poznańskim Nowym Zoo. To tam, w wyniku drastycznych błędów opiekunów, saki białolica o imieniu Lorenzo boleśnie odmroziła sobie palce, co ostatecznie skończyło się poważnymi operacjami i amputacjami.

Dla wielu obserwatorów uroczy Punch na murze to w rzeczywistości cichy, uliczny protest. Symboliczne przypomnienie o cierpieniu zwierząt i krzywdzie poznańskiego Lorenzo, który stał się symbolem lokalnych zaniedbań.

Sztuka bez pozwolenia i starcie z prawem

Niezależnie od tego, czy był to manifest w obronie zwierząt, czy po prostu chęć namalowania czegoś pozytywnego, Kawu znów wpadł w kłopoty. Artysta, często nazywany "poznańskim Banksym", tworzy dzieła, które wywołują uśmiech i są powszechnie lubiane przez mieszkańców. Problem w tym, że jego płótnem jest miejska tkanka, a on sam rzadko prosi zarządców budynków o zgodę na malowanie.

Efekt? Twórca słynnego muralu został zatrzymany przez policję. Po przewiezieniu na komisariat i przesłuchaniu – jak wynika z nieoficjalnych informacji – nie usłyszał jeszcze oficjalnych zarzutów, ale sprawa jest w toku. Za artystyczną "samowolkę" na murze Starego Zoo może mu grozić słona kara, co po raz kolejny otwiera dyskusję o tym, gdzie kończy się wandalizm, a zaczyna sztuka.