
Roboty będą coraz powszechniejsze w naszych domach. To tylko kwestia czasu oraz ceny. Podobno maszyny już są rozchwytywane przez tych, którzy mogą sobie pozwolić na metalowego czworonoga. Postanowiłem sprawdzić, czy robopies to miły towarzysz, narzędzie, czy droga zabawka.
W sieci bez problemu znajdziemy wideo, jak czworonożne roboty śmigają z dużymi prędkościami. Z roku na rok coraz zręczniej pokonują przeszkody. Gdy trafiłem na materiał promocyjny o robopsach w Polsce, skontaktowałem się z dystrybutorem i ściągnąłem do siebie jednego blaszaka na "tymczas". Chciałem przekonać się, co potrafią robopsy i dla kogo je stworzono.
Robopies i ja. Test mechanicznego czworonoga
Cztery chude nóżki, korpusik bez głowy. Sylwetka z pewnością znana jest każdemu, kto wyszukiwał hasło "robot". Jak leży, przypomina trochę kurczaka na obiad, tyle że takiego ważącego blisko 20 kilogramów, zbudowanego z metalu i plastiku. Model, jaki wyciągnąłem z walizy, był jednostką demonstracyjną, więc pozbawioną takich bajerów jak dodatkowa chwytna łapa albo pilot do zdalnego sterowania.
Tym ostatnim musiał stać się mój smartfon. Obcykany w grach postawiłem maszynę bez kłopotu i mogłem śmigać po każdym terenie. Był jednak zgrzyt: aplikacja lepiej działa na systemach iOS niż Android. Nie stoję w kolejkach po najnowsze iPady, więc musiałem liczyć się z utratą łączności i rzadkimi zwiechami apki.
Sterowanie robopsem w podstawowym zakresie jest przyjemnie banalne. Go2 jest bardzo responsywny, a system wykrywania kolizji z pomocą technologii LiDAR działa jak ta lala. Przynajmniej od frontu, bo jeśli wrzucałem mu wsteczny, to zadem robopsa można było meble przestawiać.
Robopies sztuczki robi, ma także kilka trybów AI dających mu autonomiczność. Można mu wytyczyć trasę i zaprogramować konkretne zachowania po drodze, np. żeby w określonym miejscu zrobił zdjęcie albo odtworzył wybrany plik dźwiękowy.
Większość funkcji robopsa da się obcykać w godzinę. Pozostaje więc pytanie...
"Ale do czego on służy?"
Testowanie robopsa z widownią za każdym razem przebiegało wedle tego samego scenariusza:
Najbardziej zakręceni na punkcie Go2 Pro byli gadżeciarze, a dla reszty pozostawał ciekawostką. Widziałem wcześniej te maszyny na różnych pokazach, gdzie zabawiały przechodzących widzów.
Oceniając po zróżnicowanej grupie odbiorców widzę, że właśnie do tego do tego Go2 Pro jest stworzony. Puśćmy go w miejscu, gdzie przelewa się tłum ludzi: niech chodzi, przyciąga uwagę, bawi i nadaje komunikaty. Może być urozmaiceniem konferencji, wydarzenia promocyjnego, imprezy urodzinowej… z pewnością zostanie zapamiętany.
Czy nada się do czegoś więcej? Mam na ten temat kilka wniosków.
Czy robot może być domowym pupilem?
Każdy ma inne potrzeby, jeśli chodzi o towarzystwo w domu. Nie każdy ma jednak ten sam budżet. W zależności od sklepu cena robopsa to 10-20 tys. zł… To koszty porównywalne do kupna psa rasowego i długiej opieki weterynaryjnej.
Przewagi robopsa? Ładowanie maszynki (całkiem szybkie) wyjdzie na pewno taniej niż suma, którą przez lata wydamy na karmę. Minusy? Mnie zaniepokoił abonament za korzystanie z generatywnych funkcji AI. No halo, jak już mam tyle płacić za gadżet, to kompletny. Niefajnie, jak skubią z człowieka za funkcję czysto dekoracyjną.
No właśnie. Nie jestem miłośnikiem AI, a BenBen (jak nazywał się głos w użyczonym mi Go2 Pro) nie zmienił mojego zdania. Ma on dwie role: w jednej reaguje na nasze polecenia głosowe, gesty i odpowiada: działa jak chatbot z dodatkiem samodzielnych wygibasów. W drugiej roli robot wykorzystuje przygotowaną wcześniej osobowość do samodzielnego chodzenia, co ma być właśnie najbardziej "pupilowym" trybem maszyny.
W wersji demo miałem wgrane kilka osobowości, od artysty po psa stróżującego. Mogłem też sam wygenerować mu charakter, robiąc długiego prompta i podając odzywki, jakimi ma się posługiwać. W trybie towarzysza robopies samodzielnie kręci się po okolicy.
Puszczałem go tak luzem kilka razy przy ludziach... i widzowie zawsze mieli dość jego paplania. Podczas testów robot powtarzał co chwila te same kwestie albo utykał na przeszkodzie. Wtedy głośno nadawał fabryczny komunikat o problemie. Może jakbym poświęcił naprawdę dużo czasu na jakiś złożony prompt, to byłoby lepiej.
Taki pupil połazi tylko około 5 godzin, bo tyle minęło, nim padał albo robopies, albo sterujący nim telefon. Sam do ładowarki nie pójdzie jak odkurzacz – trzeba mu wyjąć masywny blok baterii i podłączyć go ręcznie. A robot swoje waży, więc jeśli nam padnie gdzieś w terenie, to mamy darmowe ćwiczenia.
Robopies. Czy to narzędzie do czegoś innego?
Jako pupil jest dla mnie skreślony. Inne (prawdziwe) zwierzaki zresztą też za nim nie przepadały. Bawiła mnie prawidłowość, że duże psy się go bały, a mniejsze próbowały go atakować (koty za to uwielbiały się wylegiwać w jego walizce transportowej). Pupilem z powodzeniem mogą być tańsze roboty, zresztą często z bardziej sympatycznym wyglądem.
Go2 ma jednak dużo lepsze walory edukacyjne. Prostota obsługi jest pozorna, bo zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy wejdziemy w tryb programowania. Programista ze mnie żaden, więc byłem dumny z prostego ciągu poleceń, jaki ułożyłem.
Potem sprawdziłem, jak robopsa programują inni użytkownicy i zdębiałem na widok złożonych drzewek funkcji. Jeśli się potrafi, można na nim zaprogramować całe sekwencje tańca, akrobacji, komunikatów… A jeśli wgramy robopsu własne dźwięki albo muzykę, będziemy się lepiej bawić gdy będzie siedział obok nas, niż biegał samopas.
Oczywiście jest wiele znacznie tańszych możliwości nauki programowania i robotyki. To prawda, ale to już kwestia osobistych preferencji i zasobności portfela. Ale to nie koniec. Bo jak wspominałem, ta maszynka robi zdjęcia i nagrywa.
Podczas sterowania robotem mamy do dyspozycji taki przycisk jak "Rage", czyli szał. Pozwala on Go2 Pro puścić lejce i rozpędzić się ile fabryka dała, co daje nam okazję do zrobienia efekciarskich sekwencji. Tutaj trzeba popisać się nauką sterowania, jeśli nie chcemy, by uderzył w kogoś albo coś. Wygląda to fajnie… ale wolałbym śmigać dronem. Jednak co lot, to lot.
Zobacz także
Werdykt. Opinia o robopsie
Ogromną zaletą robopsa jest łatwość podstawowej obsługi. Wgranie własnych plików, aby mówił naszym głosem, to kwestia zaledwie kilku kliknięć. Sterowanie nim przypomina obsługę gry mobilnej i przebiega bardzo płynnie. W wersji demonstracyjnej robopies ma przygotowany szereg póz i trybów chodzenia, które możemy połączyć razem w intuicyjnej funkcji programowania. Dorzućmy do tego nagrane wcześniej dźwięki i w try miga zmontujemy efekciarski pokaz.
Robopies sprawdzi się jako zabawka albo narzędzie edukacyjne, ale są na rynku tańsze opcje. A jako pupil? Jeszcze przed aferami schroniskowymi było bardzo dużo psiaków do adopcji, a są dużo sympatyczniejsze niż zimna maszyna. Czy robopies będzie przydatny dla firmy? Teraz rozmawiamy!
Jeśli prowadziłbym konferencję albo wydarzenie chciałbym mieć taki bajer marketingowy, który zabawi gości na kilka godzin. Robopies byłby jak znalazł. Kilka dni z robopsem dostarczyło wielu wrażeń zarówno mnie, jak i współtesterom. I właśnie w tym robopies daje radę: dostarcza emocje. A czy coś więcej? To już zależy od tego, jaki masz pomysł na jego zastosowanie.
