
Z jednej strony twarde dane mówią o tym, że polska gospodarka jest w rewelacyjnym stanie. Jednak pod powierzchnią narasta poważny problem. Ze statystyk za II połowę 2025 roku, do których dotarł InnPoland, wyłania się mroczny obraz finansów tysięcy Polaków. W ciągu zaledwie sześciu miesięcy upadłość ogłosiło aż 11,4 tysiąca osób. To o ponad tysiąc więcej niż rok wcześniej. Ich wierzyciele właśnie pożegnali się z potężną kwotą 287 milionów złotych.
Zjawisko, które obserwujemy, pozornie zaprzecza logice. W IV kwartale 2025 roku polskie PKB urosło o imponujące 4 proc., sytuując nas w czołówce Unii Europejskiej. W tym samym czasie padł jednak niechlubny rekord – ogłoszono prawie 5,9 tys. upadłości konsumenckich w ciągu jednego kwartału. W skali całego roku zbankrutowało łącznie 21 266 osób.
Dlaczego, mimo rosnącego PKB, Polacy tak masowo toną w długach? InnPoland publikuje te dane jako pierwszy.
Paradoks 2025: gospodarka rośnie, portfele pustoszeją
Jak wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów, ten dysonans to konsekwencja długofalowych procesów, a nie nagłego kryzysu.
"Bankructwa to efekt wieloletniego zadłużania się i braku poduszki finansowej. Co piąty Polak nie ma żadnych oszczędności, a 17 proc. ma środki najwyżej na miesiąc życia po utracie pracy".
Na tę sytuację nałożyły się dodatkowe, negatywne czynniki z końcówki roku:
Warto zaznaczyć, że w statystykach tych ukryci są również mikroprzedsiębiorcy. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, po utracie płynności i zamknięciu firmy, ratują się właśnie ogłoszeniem upadłości konsumenckiej.
Kto ogłasza upadłość konsumencką? Przekrój demograficzny
Z naszych unikalnych danych wynika, że utrata kontroli nad finansami rzadko bywa nagła. Aż 47 proc. bankrutów z II połowy 2025 roku figurowało w rejestrze długów już na trzy lata przed decyzją sądu. W dniu orzeczenia upadłości blisko 60 proc. z nich miało łącznie prawie 21,5 tys. przeterminowanych zobowiązań.
Jak rozkłada się to pod kątem płci i wieku? Mężczyźni stanowią 55 proc. bankrutów (prawie 12 tys. zobowiązań na 170 mln zł), podczas gdy kobiety to pozostałe 45 proc. (9,5 tys. rachunków na 116 mln zł).
Upadłość konsumencka. Największy dramat w średnim wieku
Z naszych unikalnych danych jasno wynika, że największy dramat finansowy rozgrywa się obecnie wśród osób w średnim wieku. To właśnie to pokolenie najczęściej decyduje się na drastyczny krok, jakim jest ogłoszenie niewypłacalności i życiowy reset.
Niechlubne pierwsze miejsce w tych statystykach zajmują Polacy w wieku od 36 do 45 lat. Tylko w drugiej połowie 2025 roku upadłość ogłosiły blisko 2 tysiące osób z tej grupy. Skala ich problemów jest porażająca – pozostawili oni za sobą potężny, niespłacony dług w wysokości aż 80 milionów złotych.
Zobacz także
Niewiele lepiej wygląda sytuacja wśród osób nieco starszych, w przedziale od 46 do 55 lat. To druga najliczniejsza kategoria bankrutów. Na kapitulację finansową zdecydowało się tu 1550 dłużników, a ich niezapłacone rachunki opiewają łącznie na 76 milionów złotych.
Niechlubne podium zamykają młodsi konsumenci, mający od 26 do 35 lat. W analizowanym okresie upadłość ogłosiło ponad 1,5 tysiąca przedstawicieli tej grupy. Choć są młodsi i mają przed sobą więcej lat aktywności zawodowej, zdążyli już wygenerować zadłużenie, które w momencie ogłoszenia bankructwa sięgnęło 50 milionów złotych.
Mapa bankructw. Wielkie miasta na czele
Złudzenie bogactwa wielkich aglomeracji pęka w zderzeniu z liczbami. Zdecydowana większość upadłości dotyczy mieszkańców największych ośrodków miejskich (powyżej 300 tys. mieszkańców), gdzie ponad 1,5 tys. dłużników zostawiło wierzycieli z dziurą na 74 mln zł.
Liderzy niechlubnego rankingu regionów:
Na przeciwległym biegunie znajduje się województwo świętokrzyskie, gdzie upadłość ogłosiło zaledwie 136 osób (3,78 mln zł zaległości).
Kto zapłaci za długi bankrutów?
Odpowiedź jest brutalna: wierzyciele, którzy w większości przypadków muszą pogodzić się z potężnymi stratami.
Największy cios przyjmuje sektor finansowy (banki, SKOK-i, firmy pożyczkowe, ubezpieczyciele), któremu przepadło aż 262 mln zł. Administracja państwowa i samorządowa odnotowała straty na poziomie blisko 18 mln zł, jednak w tym przypadku mowa m.in. o alimentach i karach sądowych, które – w przeciwieństwie do kredytów – nie podlegają umorzeniu.
Jakub Kostecki, wiceprezes zarządu Kaczmarski Inkasso, ostrzega przed bagatelizowaniem problemu tzw. multidłużników (osób mających kilka równoległych zobowiązań), którzy stanowią już ponad 23 proc. wszystkich zadłużonych.
– Im wcześniej dłużnik wejdzie w dialog z wierzycielami i urealni plan spłaty, tym większa szansa, że uniknie egzekucji komorniczej lub upadłości konsumenckiej – mówi.
