
Siedem tysięcy – tyle dostaje się teraz od ZUS na zorganizowanie pogrzebu. W styczniu po czternastu latach zamrożenia, wzrósł zasiłek pogrzebowy. Jednak na pogrzebie wciąż nie można “zarobić”. Po prostu dopłaca się mniej. Sprawdziłam, co w branży funeralnej słychać po kilku miesiącach od podwyżki. Wychodzi na to, że mistrz opłaca się bardziej niż ksiądz, a urna tańsza jest niż trumna.
Pewnie trochę naiwnie, ale wyobrażałam sobie to tak: "to teraz (skoro tych pieniędzy jest więcej) poprosimy porządną trumnę dębową i na pewno trębacza, albo nawet cały zespół muzyczny. Dla babci, skoro to już naprawdę ostatni raz – obok księdza (bo była katoliczką) – zamówmy też mistrza ceremonii, który w długiej wzruszającej przemowie podsumuje życie zmarłej i trzysta czerwonych róż, bo tak kochała te kwiaty.
Wzrósł koszt usług kamieniarskich. Trumny są z zapasów
Rozmawiając jednak z zakładami pogrzebowymi, mistrzami ceremonii oraz osobami, które w tym roku pożegnały kogoś bliskiego, okazało się, że tendencji wzrostowych dotyczących pogrzebowego przepychu wciąż brak. Zwłaszcza że wraz ze wzrostem zasiłku automatycznie wzrosły też niektóre związane z pogrzebem usługi.
– Sprawą uderzającą jest to, że właściwie od razu biorąc o 40 proc. wzrosły koszty usług kamieniarskich – mówi pracownica najstarszego zakładu pogrzebowego w Olsztynie. Kobieta chce pozostać anonimowa, mówiąc, że tej branży nie trzeba i może nawet nie wypada się reklamować.
Cena pogrzebu to 10-12 tysięcy
Z jej relacji wynika, że koszt pogrzebu ze średniej półki cenowej, a tych jest najwięcej, waha się między 10 a 12 tys. zł. Skoro zasiłek wzrósł o trzy tysiące – sytuacja rodziny aż tak bardzo się nie zmienia, bo resztę i tak trzeba dołożyć z własnej kieszeni. – Większość ludzi, zwłaszcza tych młodszych, gdy śmierć przychodzi znienacka, a oni po raz pierwszy organizują komuś ostatnie pożegnanie, jest zaskoczona ilością części składowych pogrzebu. O tym się przecież na co dzień przy kawie nie mówi – zauważa pracownik jednego z białostockich domów pogrzebowych.
Pogrzeb to wynajęcie kaplicy, potem kapłan, msza i organista lub mistrz ceremonii i stosowna oprawa muzyczna np. trąbka. Następnie zamówienie busa dla gości i karawanu. Do kupienia jest trumna czy urna. Do zorganizowania: kamieniarz, kwiaty, stypa. Do zrealizowania opłaty kancelaryjne i skarbowe.
Cena pogrzebu to wypadkowa wielu zmiennych
Na końcu pozostają nam te wszystkie sprawy "kosmetyczne" związane przygotowaniem ciała do pochówku czy kremacji: mycie, czesanie, czasem makijaż. A nawet ubranie, jeśli rodzina nie ma pod ręką swojego. Koszt samych tych wizerunkowych zabiegów to 300 zł. Z odzieżą wzrasta do 500 zł – dodaje rozmówca InnPoland.
Płaci się też za przetrzymywanie ciała w chłodni. Gdy pogrzeb następuje szybko, to rachunek za chłodnię wynosi około 130 zł za 48 godzin, ale gdy z pochówkiem trzeba czekać na krewnych z zagranicy, te koszty też wzrastają.
– A może w związku z podwyżką zasiłku pojawiają się jakieś zamówienia ekstra? Czy tą branżą sterują jakieś trendy? – zastanawia mnie.
– Większych zmian, jeśli chodzi o modę, nie odnotowaliśmy.
Pogrzebowe ekstrawagancje: konie, wstążki, muzycy
Postanawiam jednak dopytać o konny karawan ze zdobieniami.
– Takiego zamówienia nigdy u nas nie było. To chyba tylko w Warszawie przy pochówku wysokich oficjeli. Z ciekawszych rzeczy to może, gdy ludzie proszą o przygotowanie dla każdego z gości specjalnej czarnej wstążki do przypięcia na połę płaszcza. Czyli taki kir, ale nie tylko przy zdjęciu – jak to jest w zwyczaju, ale również na żałobnikach. Ale to koszt rzędu dwustu, trzystu złotych. Niewielki koszt, który tworzy "wielką atmosferę". Tak samo skrzypce czy trąbka. Skrzypkowie są drożsi, bo rzadsi – podkreśla mężczyzna.
Ceny usług muzyków potrafią się bardzo wahać. Od 300 zł w mniejszych miejscowościach, nawet do ponad tysiąca w Warszawie.
Osoby, z którymi rozmawiam podkreślają, że jeśli interesują mnie nowinki z ich branży to powinnam wybrać się na targi funeralne, które odbywają się w połowie roku w Kielcach, a jeśli temat wciągnie mnie bez reszty: proponują włoską Bolonię czy niemiecki Dusseldorf.
Targi funeralne i kopanie grobów na czas
Słyszę, że na takich targach przyznawane są tam medale za najlepsze produkty pogrzebowe. Sprawdzam: w 2024 roku takim produktem w Kielcach okazały się koła do przewozu ciężkich przedmiotów np. trumien czy głośników. Ze zdumieniem, ale i pewnym uśmiechem odnotowuję, że organizowane są tam również zawody w kopaniu grobów na czas.
Przyznam, że temat branży pogrzebowej i ceny za świadczone usługi zainteresował mnie kilkanaście miesięcy temu w dość nietypowych okolicznościach.
Pod facebookową klepsydrą mówiącą o śmierci ojca koleżanki, zamieściłam krótki komentarz dotyczących moich wspomnień związanych ze zmarłym sąsiadem.
Opisałam tam jego miłość do Led Zeppelin i to, że to w ich domu dzięki wielkiej kolekcji winyli pana Wiktora, na przełomie wieków otworzył się dla mnie wielki muzyczny świat rocka lat 70. i 80. Komentarz wywołał wielkie poruszenie i ku mojemu zaskoczeniu następnego dnia został odczytany nad trumną podczas ceremonii przez pracownika zakładu pogrzebowego, który pełnił pieczę nad wydarzeniem. Goście autentycznie się wzruszyli.
Mistrz ceremonii pogrzebowej zawodem przyszłości
Gdy kilka miesięcy później zmarł dziadek kolejnej mojej koleżanki z osiedla – również zostałam poproszona o zebranie wspomnień i napisanie nieco już dłuższej mowy pożegnalnej, którą chciano odczytać przy urnie.
Wtedy zelektryzowała mnie pewna myśl: a gdyby takimi sprawami zacząć zajmować się zawodowo? Może nie tyle przewodzić całej ceremonii jak prawdziwa mistrzyni, ale na zlecenia pisać emocjonalne biografie zmarłych, które byłyby kolejnym gwoździem programu konduktów żałobnych? Tylko jak to wycenić? Kim jest, ile kosztuje i za co odpowiada prawdziwy mistrz ceremonii?
Nie brałam jeszcze udziału w wielu świeckich pogrzebach, a jeśli już: rolę mistrzów ceremonii pełnili słabo wykwalifikowani pod tym względem i oszczędni w środkach wyrazu "zwyczajni" pracownicy zakładów pogrzebowych, którym zlecano organizację pochówku.
Postanawiam więc zbadać temat i tu wielkie zaskoczenie: dwaj przypadkowo wybrani z sieci mistrzowie, z którymi udaje mi się skontaktować podczas pracy nad tekstem, wcześniej mieli sporo wspólnego z… dziennikarstwem. Niewykluczone więc, że i dla mnie znalazłoby się miejsce przy funeralnym stoliku.
Na bezwyznaniowej ceremonii pogrzebowej to zmarły jest bohaterem
Hubert Basiński, mistrz ceremonii z Bydgoszczy, który z branżą oratorską związany od dziesięciu lat, zaczynał jako organista kościelny.
– Nie myślałem o rozwoju zawodowym w tym kierunku, ale dwa lata temu zostałem poproszony przez kolegę o zastępstwo i życie zdecydowało za mnie. Poczułem, że dzięki operowaniu nie tylko muzyką, ale słowem i ciszą mogę dać ludziom czuły, zapadający w pamięć ostatni spektakl o zmarłym. Taki pogrzeb świecki, gdzie nie Chrystus i światłość wiekuista jest w centrum, a po raz ostatni to zmarły jest prawdziwym bohaterem spotkania, jest czymś nie do opisania słowami – mówi z zaangażowaniem.
Mężczyzna najpierw próbował promować się sam. Założył stronę internetową i profil zawodowy na platformach społecznościowych, ale odzew nie był tak duży jak przewidywał. Jednak, gdy nawiązał współpracę z domami pogrzebowymi, interes zaczął szybko się rozwijać. Mistrzów ceremonii przybywa, bo przybywa pogrzebów świeckich.
Nietypowe pogrzeby
– Niedawno poprowadziłem setny pogrzeb. Jednym z najbardziej ekstrawaganckich był ten, gdzie podczas jego trwania zmarłemu zaśpiewano nad grobem właśnie sto lat. Źródło tej prośby było w historii rodzinnej. Podobno, gdy kiedyś krewni pytali się siebie na wzajem jaką muzykę życzyliby sobie na pogrzebie, ten zmarły wspomniał właśnie o tym urodzinowym songu – mówi mistrz ceremonii.
Rozmówca InnPoland nie kryje, że miał wątpliwości, czy mimo wszystko nie będzie to poważny nietakt.
– Dlatego pomimo pewnych lęków i niepewności zostałem poproszony o zainicjowanie zaśpiewania go. Wszystko przebiegło sprawnie. Rodzina była zadowolona i zmarły, jeśli to skądś widział, pewnie też. Dobra, wyważona i dokładna rozmowa z organizatorami o oczekiwaniach wobec scenariusza pogrzebu i tego, co ma zawierać laudacja, to w tym zawodzie podstawa. Ważna jest empatia i spokój, bo ludzie są rozedrgani – zaznacza.
Dalsza część tekstu poniżej.
Zobacz także
Mężczyzna prowadzi ceremonie na terenie całego kujawsko-pomorskiego. W centralnych miastach województwa, Toruniu i Bydgoszczy, jest ich najwięcej, ale zdarzają się też zamówienia z Wąbrzeźna czy Solca Kujawskiego. Koszt poprowadzenia ceremonii u pana Huberta to kilkaset złotych, a ceremonia trwa od 20 do 40 minut.
Laicki laudator tańszy niż ksiądz
– Kilkaset złotych? To taniej niż ksiądz! – ze zdziwieniem zauważa pani Leokadia, która miesiąc temu pod Olsztynem pochowała męża. W jej parafii zasady są jasne. Jest nawet cennik: 1200 zł za mszę i księdza, 300 zł za organistę. 100 zł bierze kościelny.
Kobieta wymienia dalej: – Kwiaty 1 500 zł i to wcale nie jakieś wymyślne peonie, a zwykłe lilie i frezje. Stypa 4 tys. na 50 osób, bo samych wnuków mam pięcioro, a wszyscy są z rodzinami.
Najbardziej zaskoczył ją koszt usług kamieniarza. Jak opisuje rozmówczyni InnPoland: za otwarcie i zamknięcie płyty z małym liftingiem zażyczył sobie 5 tys. zł.
– Ja już miałam miejsce po rodzicach, ale gdy się go nie ma, to podobno kremacja wychodzi taniej. Ja jeszcze pamiętam wojnę i chociaż w obozie nie byłam, palenie ciał wciąż kojarzy mi się z jednym – wzdryga się 90-latka.
U zakonników najtaniej
Podobnie jak w życiu, tak i po śmierci wszystko rozbija się o pieniądze.
– No właśnie: cennik w kościele jest, a rachunku nie ma — kwituje pracownica zakładu pogrzebowego. – I być może to jeden z powodów, dla których ludzie coraz częściej odwracają się od ceremonii wyznaniowych. U nas w Olsztynie najmniej biorą bracia zakonni, czyli kapucyni i franciszkanie. Oni żyją skromnie – dodaje.
Kobieta mówi, że ludzie często decydują się na spopielenie z powodów finansowych, ale kierują się też czystym pragmatyzmem.
– Coraz częściej spotykamy się z podejściem: "A co ja po śmierci, będę komuś głowę zawracać. Grób trzeba czyścić, grabić, walące się pomniki poprawiać. Moja rodzina szybko żyje. Wstawi się urnę ze mną w okienko kolumbarium, postawi świeczkę, kwiatka i po sprawie" – cytuje.
Trumny na wschodzie, urny na zachodzie
Zbigniew Andrzejewski, również dziennikarz, następnie dyrektor banku, a teraz mistrz ceremonii pogrzebowej, potwierdza.
– W Warszawie, gdzie głównie działam, 99 proc. pogrzebów to urny. Ale jak wyjeżdżam w trasę – Białystok, Lublin, Zamojszczyzna – to widzę, że trumny na Wschodzie wciąż są w przewadze. To chyba bardziej kwestia obyczajowa niż finansowa – mówi.
Mężczyzna pobiera za usługę ok. 1200 zł, co trochę kłóciłoby się ze stwierdzeniem, że mistrz ceremonii jest zawsze tańszy od księdza.
– Pogrzeb to składowa bardzo wielu czynników, natomiast to jak zostanie zapamiętany, to wynik nie jakości kwiatów czy obfitości obiadu, a emocji i atmosfery, którą ludziom, a nie przedmiotom, uda się wytworzyć podczas pogrzebu. Trzeba pamiętać, że ta ostatnia droga to bardzo osobisty i niepowtarzalny czas. To krańcowy moment, gdy w gronie najbliższych jesteśmy w stanie oddać zmarłemu najdonioślejszy, ostateczny hołd. Warto go dobrze przemyśleć – stwierdza.
Ludzie w Warszawie mają na to więcej czasu, bo między śmiercią a pochówkiem upływa często więcej niż tydzień. W mniejszych miastach pogrzeb odbywa się w ciągu dwóch, trzech dni. To też może tłumaczyć, dlaczego w stolicy zapotrzebowanie na osobiste ceremonie jest większe niż w innych częściach kraju.






