
Galerie handlowe padają jak muchy. Kolejne obiekty zamykają się, zmieniają swoje funkcje albo po prostu idą pod buldożer. I to nikogo nie powinno dziwić, bo ich zmierzch zaczął się dobrych kilka lat temu. Ale chyba mało kto przewidywał, że w 2026 roku ludzie będą stawać w ich obronie. A tak właśnie stało się w Gdańsku, gdzie mieszkańcy postanowili sprzeciwić się planom likwidacji działającej od 25 lat galerii handlowej.
Chodzi o galerię Alfa Centrum przy ulicy Kołobrzeskiej w dzielnicy Gdańsk Przymorze. Jej właściciel już od dłuższego czasu przygotowywał się do zamknięcia interesu, rozebrania obiektu i sprzedania atrakcyjnej działki. Znalazł się chętny, jak pisaliśmy już w InnPoland, okazał się nim deweloper Euro Styl. Chce on w miejscu, które opróżni Alfa Centrum wybudować osiedle na około 700 mieszkań.
Gdańsk "republiką deweloperów"
Gdańskie Przymorze to dzielnica pięknie położona, bo jak sama nazwa wskazuje leży ona rzut beretem od plaż nad Zatoką Gdańską, ale jednocześnie wypełniona blokowiskami. Obok znanych na całą Europę falowców i komunistycznych bloków z wielkiej płyty mamy tu też rosnące jak grzyby po deszczu nowe osiedla. Wiele z nich oferuje mieszkania w cenach podchodzących pod 20 tysięcy złotych za metr kwadratowy.
Gdańsk nosi od dawna bardzo zasłużone miano "republiki deweloperów". Dlatego informacja o tym, że zamiast może coraz brzydszej i coraz bardziej pustej Alfy wyrośnie kolejny betonowy kolos, który praktycznie nie będzie służył mieszkańcom, rozwścieczyła wielu mieszkańców Przymorza. W środę zorganizowali protest, w którym domagali się zatrzymania rozbiórki galerii.
Galeria wzbogacała dzielnicę
Oczywiście to postulat trudny do spełnienia, bo po pierwsze transakcja jest już dopięta, a po drugie prywatny właściciel nie będzie oglądał się na wolę mieszkańców, wiedząc, że straci na tym pieniądze. Nie ma co się oszukiwać. Protestujący mieli jednak tak naprawdę inny cel. Chcą bowiem przekonać władze Gdańska do tego, by na działce po wyburzonej galerii powstało coś, co faktycznie pełniłoby jakąś funkcję wzbogacającą życie dzielnicy.
Na papierze plan dewelopera co prawda zakłada rozbudowaną funkcję usługową i rekreacyjną na terenie osiedla. Ale doskonale wiemy, jak zwykle się to kończy. Owa funkcja usługowa w bardzo wielu tego typu miejscach ogranicza się do jednej albo i dwóch Żabek, kliniki dentystycznej, salonu kosmetycznego, ewentualnie piekarni. Tymczasem galeria, choć z nazwy handlowa, generowała całe mnóstwo aktywności dla mieszkańców. Kino, ścianka wspinaczkowa, szkoła jazdy na deskorolce – wszędzie tam mieszkańcy Przymorza spędzali swój czas wolny. I wszystkie te miejsca znikną, zapewne bezpowrotnie.
Zobacz także
Przestrzeń na coś więcej, niż handel
To pokazuje bardzo ciekawe zjawisko. Tracące na przestrzeni lat na atrakcyjności galerie handlowe zaczęły oddawać swoją przestrzeń na coś więcej niż handel. Bardzo wyrazistym tego przykładem jest inna gdańska galeria – Metropolita. Od początku była ona miejscem dziwnym, bo postawionym tuż obok popularnej Galerii Bałtyckiej, z mało znanymi sklepami i asortymentem dla koneserów. To miejsce zionęło pustkami od dnia otwarcia. Ale coś się nagle zmieniło.
Właściciel postanowił zmienić funkcję galerii. Zaczęło się od przerobienia sporej części najwyższego piętra na food hall. Okazał się on strzałem w dziesiątkę, bo stał się miejscem spotkań gdańszczan, którzy wypełniają to miejsce od rana do wieczora. Dalej zaczęły powstawać inne rozrywkowe miejsca – bowling, sala zabaw, akademia karate, skatepark, arena do mini golfa czy Niebieskie Trampki. Miejsce, gdzie młodzież może bezpiecznie spędzić czas i podzielić się swoimi problemami.
Problemy dużych miast
I nagle mało rentowna galeria handlowa stała się miejscem, gdzie mieszkańcy nie tylko dzielnicy Wrzeszcz, ale i całego Gdańska spędzają czas wolny. Gdyby Metropolii zabrakło, większość tych miejsc przepadłaby z kretesem. Zresztą podobna historia dzieje się z inną znaną galerią we Wrzeszczu – Manhattanem, które też jest szykowane do rozbiórki pod deweloperkę. Działa w nim między innymi gdańska mediateka, niezwykle popularne miejsce, które rozbiło bank właśnie tym, że powstało w galerii handlowej. To pokazuje, jak interesujące rzeczy dzieją się z obiektami, które eksperci i media skazywały na zagładę.
W historii wokół Alfy Centrum skupiają się dwa problemy dużych miast. Za mało publicznych miejsc do spędzania wolnego czasu. I rozdawanie wspólnej przestrzeni na prawo i lewo w ręce deweloperów. Oczywiście wrażenie polepszają nieco coraz intensywniejsze współprace z zakresu partnerstwa publiczno-prywatnego (na przykład na Dolnym Mieście ten sam deweloper Euro Styl obok swojego osiedla musiał wyremontować bulwary nad Motławą i zrobił to świetnie).
Ale dla ludzi to wciąż za mało i coraz częściej publicznie wyrażają swój sprzeciw. Samorządowcy z całego kraju powinni śledzić historię z Przymorza, bo może ona szybko powtórzyć się u nich.
