Warzywa i owoce w sklepie Lidl.
Lidl wprowadza zmiany w cenówkach. Czerwony kolor nie oznacza już wyłącznie obniżek i pojawia się także przy cenach regularnych. Fot. Katarzyna Ledwon/Shutterstock

Wchodzisz do sklepu i masz wrażenie, że coś się zmieniło. Klienci Lidla w ostatnim czasie mogą być lekko zdezorientowani nowym wyglądem cenówek. Czerwony kolor nie oznacza już wyłącznie obniżek i pojawia się także przy cenach regularnych.

REKLAMA

Zmiana jest zgodna z przepisami, ale mocno wpływa na to, jak odbieramy ceny podczas zakupów. Do tej pory było to bardzo proste. Wchodzisz do sklepu, rzucasz okiem na cenówkę i od razu wiesz, o co chodzi. Czarna cena to zwykła, a czerwona oznacza promocję.

Teraz to już tak nie działa.

Nowe cenówki w Lidlu

Czerwony kolor przestał być zarezerwowany dla obniżek. Obecnie pojawia się przy cenach regularnych. Białe tło i czerwona czcionka oznaczają cenę regularną. Z kolei promocje odznaczają się czerwonym tłem i białą czcionką.

Formalnie różnica nadal jest widoczna. Głównie chodzi o percepcję. Klienci przez lata byli przyzwyczajeni do innego schematu. Kolor czerwony od dawna kojarzy się z obniżką, okazją i zaoszczędzeniem pieniędzy.

W neuromarketingu uchodzi za barwę pobudzającą, przyciągającą wzrok i skłaniającą do szybszych decyzji zakupowych. W sytuacji, gdy ten kolor nagle pojawia się na niemal wszystkich cenówkach, przestrzeń sklepu zaczyna wyglądać jak jedna wielka wyprzedaż.

Nie oznacza to, że Lidl łamie prawo. Promocje są nadal wyraźnie wyróżnione, ponieważ mają czerwone tło.

W efekcie część klientów może podświadomie uznać, że sklep jest tańszy od konkurencji, nawet jeśli realne ceny się nie zmieniły. Portal bizblog.spidersweb.pl zwraca uwagę, że sieć zastosowała "trik marketingowy". Cenówka, która kiedyś oznaczała obniżkę, dziś stała się standardem. Dla klientów przyzwyczajonych do starego systemu to zmiana wymagająca "przeprogramowania".

Lidl zmienia zasady gry na parkingach

Jak pisaliśmy w INNPoland, Lidl modernizuje również system parkowania przy swoich sklepach. Do niedawna schemat był uciążliwy: kierowca musiał podejść do parkometru, wpisać numer rejestracyjny, wydrukować bilet i wrócić do auta, by położyć go za szybą. Zapominalscy często znajdowali później wezwanie do zapłaty (nawet 95 zł).

Alternatywą była aplikacja APCOA Flow, obsługiwana przez operatora parkingów: firmę APCOA. Teraz jednak i ten model powoli odchodzi w przeszłość. Nowy system opiera się na technologii ANPR (Automatic Number Plate Recognition), czyli automatycznym rozpoznawaniu tablic rejestracyjnych.

  1. Wjazd: Gdy zbliżasz się do szlabanu lub wjazdu na parking, kamera automatycznie skanuje Twoje tablice rejestracyjne. System zapisuje godzinę wjazdu w cyfrowej bazie danych. Szlaban podnosi się automatycznie (lub w ogóle go nie ma).
  2. Zakupy: Idziesz do sklepu, nie martwiąc się o żadne wydruki. Twój "bilet" jest wirtualny i powiązany z numerem rejestracyjnym auta.
  3. Wyjazd: To kluczowy moment. Przed opuszczeniem parkingu musisz podejść do terminala płatniczego (kiosku) i wpisać numer rejestracyjny.Jeśli zmieściłeś się w darmowym limicie (zazwyczaj 60 lub 90 minut) – system wyświetli komunikat o braku opłaty i pozwoli Ci wyjechać.Jeśli przekroczyłeś czas – terminal naliczy opłatę zgodnie z cennikiem, którą uregulujesz na miejscu kartą lub gotówką.

Taki system Lidl testuje już przy kilku swoich sklepach. Nie jest zresztą pierwszy, podobne rozwiązanie wprowadza też Biedronka. Sieć stopniowo usuwa parkometry i zastępuje je kamerami, które odczytują numery rejestracyjne przy wjeździe i wyjeździe z parkingu.

Źródło: bizblog.spidersweb.pl