Budynek Biedronki w tle. Logo Biedronki wyrożnione białą ramką. Z przodu kodeks pracy i ręka pełna pieniędzy.
Biedronka sięga po kodeks pracy. Sieć uderza, gdy portfele Polaków łapią oddech Fot. Maian Vivier/Shutterstock Lech Okoń/Telepolis.pl Kodeks Pracy/ozzpt.org.pl Montaż:INNPoland.pl

Biedronka bierze się na sposób. Jeszcze zanim klient zdąży zaplanować weekendowe zakupy, kalendarz już pracuje na rzecz dyskontu. 10. dzień miesiąca przestaje być zwykłą datą i staje się marketingową dźwignią. Właśnie wtedy wielu Polaków otrzymuje wynagrodzenie. A gdy na konta wpływają pensje, zaczyna się prawdziwa gra o koszyki.

REKLAMA

Nic nie jest przypadkiem, to strategia. Biedronka wykorzystuje rytm wypłat zapisany w kodeksie pracy i buduje wokół niego promocje. Efekt? Uderzenie w momencie, gdy siła nabywcza Polaków jest najwyższa, a decyzje zakupowe podejmowane są szybciej i śmielej.

Biedronka i jej promocje: 10. dzień miesiąca jako broń marketingowa

Zgodnie z prawem wynagrodzenie powinno być wypłacone najpóźniej do 10. dnia miesiąca. To stały, przewidywalny termin. Biedronka postanowiła więc zsynchronizować swoją ofertę z tym momentem. Chce przyciągnąć klientów tuż po przelewie, gdy rachunki jeszcze nie zdążyły odchudzić konta.

Oznacza to akcje rabatowe i oferty specjalne planowane właśnie wokół 10. dnia miesiąca. Sieć nie zmienia zasad, ale inteligentnie czyta przepisy. Marketing nie opiera się tu na przypadku, ale na kalendarzu i psychologii. Gdy wynagrodzenie dopiero wpłynęło, próg wydatkowy rośnie. Klienci częściej kupują "na zapas", częściej sięgają po produkty premium, częściej zwiększają wartość koszyka.

Biedronka i psychologia pełnego portfela

Eksperci od handlu detalicznego od lat wskazują, że pierwsze dni po wypłacie to okres największej aktywności zakupowej. Wtedy Polacy planują wydatki i uzupełniają zapasy. W tym kontekście 10. dzień miesiąca to już nie zwykła data, tylko okno sprzedażowe.

Biedronka wykorzystuje ten mechanizm precyzyjnie. Promocje nie będą rozrzucone losowo po kalendarzu. Mają być ustawione tak, by "spotkać się" z wynagrodzeniem klienta. Jest to bardzo sprytne połączenie prawa pracy, strategii cenowej i znajomości zachowań konsumenckich.

Dla sieci to większy ruch w sklepach i wyższe obroty. Dla kupujących wrażenie, że trafili na idealny moment, bo promocje pojawiają się właśnie wtedy, gdy mają pieniądze na koncie. Jedni nazwą to marketingową finezją, inni polowaniem na klienta. Biedronka nie przekonuje już tylko ceną, teraz podkręca też timing. Czekamy na ruch ze strony Lidla.