
Miał być ostry atak na unijną politykę klimatyczną i słynne już "OZE-sroze", a wyszła gigantyczna wpadka. Polityk PiS przyznał na antenie, ile kosztowały go panele i ile dzięki nim oszczędza. Policzyliśmy to. Każdy makler giełdowy dałby się pokroić za taką stopę zwrotu.
Coś mi się zdaje, że pan Przemysław Czarnek kręci. I to kręci tak, że aż iskrzy na łączach i dymi spod beretu. Niby to w polityce nic nowego, ale tym razem nie chodzi o zwykłe partyjne przepychanki, lecz o twardą matematykę. Miłościwie namaszczony przez Jarosława Kaczyńskiego na kandydata PiS na premiera (o ile ta partia w ogóle jeszcze powącha władzę po następnych wyborach) raczył błysnąć z mównicy stwierdzeniem: "OZE-Sroze". Tyle miał do powiedzenia o odnawialnych źródłach energii.
A kiedy wyszło na jaw, że ten zagorzały przeciwnik zielonej energii sam posiada na dachu instalację fotowoltaiczną, oburzony zapowiedział, że natychmiast się jej pozbędzie. W związku z tym mam kilka poważnych obaw i przemyśleń, bo jeśli tak wygląda zmysł ekonomiczny przyszłego szefa rządu, to niech nas ręka boska broni.
Lekcja matematyki dla kandydata na premiera
Zacznijmy od faktów. Prawie 2 miliony polskich rodzin ma dziś na swoich dachach i balkonach instalacje fotowoltaiczne. Ludzie zaciągali na nie kredyty, korzystali z dotacji i z satysfakcją patrzą, jak ich rachunki spadają. Im się to opłaca. Ale panu Czarnkowi – wręcz przeciwnie. Jak to możliwe? Sięgnijmy do poniedziałkowej rozmowy polityka z dziennikarzem Radia ZET:
– Zapłaciłem za to 8100 zł (...) płacąc za energię wówczas jakieś 2000-2500 zł rocznie. Po zamontowaniu tej fotowoltaiki za 8100 zł i tak płaciłem za energię około 1000-1200 zł rocznie. Czyli 1000 zł rocznie zyskiwałem. To ile muszę czekać, żeby mi się zwróciło? – pieklił się na antenie.
Aha. Rozłóżmy to zatem na czynniki pierwsze.
Polityk dramatycznie pyta, ile musi czekać na zwrot. Panie pośle, podpowiadam: pełen zwrot inwestycji nastąpi w nieco ponad 8 lat, czyli za 3 lata. Przy żywotności paneli rzędu 20-25 lat, przez resztę tego czasu ten tysiąc rocznie będzie już czystym, wolnym od podatku zyskiem. Czyli zyska pan kilkanaście tysięcy na czysto.
Dla każdego racjonalnie myślącego człowieka to jest absolutnie złoty interes! Mówimy o stopie zwrotu (do tej pory!) na poziomie ponad 12 procent rocznie. Nie kiwając palcem w bucie, ma pan zwrot z kapitału kilka razy wyższy niż najlepsze obligacje skarbowe czy lokaty bankowe. Każdy makler giełdowy dałby się za taką stopę zwrotu pokroić. A pan narzeka, że to się nie opłaca? Przecież właśnie na własnym, domowym budżecie udowodnił pan całemu krajowi, że fotowoltaika to świetna inwestycja!
Ideologia ważniejsza niż logika
Zamiast cieszyć się z zysków, polityk woli rzucić hasło o demontażu. Po co wchodzić na dach z łomem i niszczyć działający sprzęt? W imię jakiejś chorej ideologii? Tylko po to, by nie wyjść na hipokrytę przed twardym elektoratem?
Zobacz także
To zjawisko wcale nie jest nowe. Przecież to ta sama formacja polityczna latami blokowała rozwój najtańszej energii z wiatraków (słynna ustawa 10H), wmawiając nam, że węgiel to nasze jedyne bezpieczeństwo, podczas gdy cała Europa inwestowała w nowoczesne technologie. Teraz, dla podtrzymania politycznego show, polityk jest gotów uderzyć we własny portfel.
I tu rodzi się we mnie prawdziwa, głęboka obawa. Jeśli pan Czarnek jest gotów dla głupiej zachcianki zarżnąć własną kurę znoszącą złote jajka, to co powstrzymałoby go przed wdrażaniem równie "genialnych" pomysłów w sferze gospodarki całego państwa?
Zdumiewa mnie potężna hipokryzja polityków, którzy potrafią powiedzieć i zrobić absolutnie każdą bzdurę, byle tylko dopiec politycznym rywalom. Jak w starym porzekadle: na złość mamie odmrożę sobie uszy.
Patrząc na tę logikę, naprawdę zaczynam się bać, że jeśli Donald Tusk wyjdzie jutro na konferencję i powie, że muchomory są trujące i nie wolno ich jeść, to Przemysław Czarnek natychmiast założy kalosze, weźmie koszyk, pójdzie do lasu, nazbiera tych najpiękniejszych z białymi kropkami i z uśmiechem ugotuje z nich zupę. Byle tylko udowodnić, że oponent znów nie miał racji.
