Donald Tusk i członkowie jego rządu w pociągu
Tusk chce "ukraść" sztandarowy prawicy. Pociągi zawiozą go do władzy Fot. Krystian Maj / KPRM

Niemieckie media nie mają złudzeń: budowa najszybszej kolei w Europie to nie tylko projekt infrastrukturalny, ale przede wszystkim polityczna broń. Donald Tusk chce powtórzyć sukces z budową autostrad, by udowodnić Polakom, że "robi, a nie gada". Czy pociągi pędzące 350 km/h wystarczą, by wygrać kolejne wybory?

REKLAMA

Budowa szybkiej kolei w Polsce ma pomóc Donaldowi Tuskowi wygrać następne wybory – pisze portal rozgłośni Mitteldeutsche Rundfunk.

"20 lat temu w Polsce rozpoczęła się jedna z największych historii sukcesu po okresie transformacji: budowa nowoczesnej sieci autostrad praktycznie od zera. Ponad 5 tysięcy km asfaltu przeniosło kraj w XXI wiek" – czytamy w poniedziałek, 16 marca, na portalu publicznej rozgłośni Mitteldeutsche Rundfunk (MDR). Teraz rząd Donalda Tuska chce powtórzyć ten manewr i sprawić, by Polska miała najszybszą kolej w Europie. "To obietnica, która ma pomóc premierowi Tuskowi wygrać następne wybory" – pisze redakcja.

Jak zauważa MDR, planowana maksymalna prędkość polskiej kolei dużych prędkości to 350 km/h, czyli znacznie więcej niż w przypadku niemieckich szybkich pociągów ICE. Sieć ma być gotowa w 2035 roku i obejmować takie miasta jak: Warszawa, Łódź, Poznań i Wrocław, a w przyszłości także Gdańsk i Kraków.

Od reliktu do symbolu modernizacji

MDR przypomina, że po 1989 roku kolej w Polsce uznawana była raczej za relikt poprzedniej epoki, a przyszłościowym środkiem lokomocji stało się auto. W konsekwencji zlikwidowano wiele połączeń kolejowych, a niektóre miejscowości zostały kompletnie odcięte od sieci. "Kolej stała się symbolem cofania się państwa. Teraz ma stać się symbolem modernizacji" – czytamy.

Według redakcji motywacja ma charakter wyraźnie polityczny – rozbudowa kolei ma stać się sukcesem, dzięki któremu Tusk będzie mógł wygrać kolejne wybory parlamentarne. Jak podkreśla MDR, jest to szczególnie ważne teraz, gdy w Pałacu Prezydenckim urzęduje "śmiertelny wróg", jak redakcja nazywa Karola Nawrockiego.

Namacalne sukcesy

Zdaniem portalu odbudowa praworządności po latach władzy Prawa i Sprawiedliwości (PiS) ma znaczenie jedynie dla twardego elektoratu Tuska. "Natomiast place budowy, nowe dworce i nowoczesne pociągi można skutecznie wyeksponować przed szeroką publicznością. Są one 'namacalne' i dają poczucie, że coś się dzieje, że życie staje się lepsze" – czytamy.  Redakcja uważa, że taki przekaz mógłby trafić też do wyborców na prowincji, którzy często czują się zaniedbani i głosują na PiS.

Dodatkowo budowa szybkiej kolei mogłaby odwrócić uwagę od ciągłego konfliktu na linii rząd Tuska i prezydent oraz PIS – argumentuje MDR. "Rząd może zaprezentować się jako zdolny do działania i asertywny – cecha, którą polscy wyborcy bardzo cenią" – czytamy.

Redakcja przypomina, że w zasadzie Tusk sięga w zakresie rozbudowy kolei po pomysły PiS, choć nadaje im bardziej nowoczesną formę. Jednocześnie odchodzi w projekcie od "gigantomanii", którą eksperci zarzucali PiS-owskiej koncepcji. Takie podejście rządu Tuska do inwestycji ma – zdaniem MDR – wpisywać się też w promowane w mediach społecznościowych hasło "Robimy, nie gadamy". Jak pisze redakcja, Tusk sugeruje w ten sposób, że choć działa w nieco mniejszym wymiarze, to jego dokonania są bardziej realne.

Sprytny, ale i ryzykowny ruch 

MDR nazywa ten sposób działania "sprytnym ruchem", ale wskazuje też na ryzyko. Modernizacja kolei przyniesie bowiem efekty dopiero w następnej dekadzie. "Ludzie muszą jednak już teraz poczuć, że na torach – a tym samym w ich codziennym życiu – coś się dzieje. I tak rząd Tuska, z podobnym rozmachiem PR-owym jak niegdyś PiS, świętuje każde częściowe osiągnięcie – na przykład niedawne zamówienie 42 ultranowoczesnych pociągów dwupoziomowych" – czytamy.

Zdaniem redakcji problemem może okazać się przepustowość istniejącej sieci kolejowej. Jak dowodzi, regionalne pociągi już teraz muszą robić dłuższe postoje, aby przepuścić pociągi dalekobieżne, a ci, którzy dojeżdżają do pracy będą raczej korzystać właśnie z pociągów regionalnych, a nie szybkiej kolei.

"Ogłoszona przez premiera Tuska rewolucja kolejowa może więc w krótkim okresie pomóc w poprawie wizerunku partii rządzącej. Bezsprzecznie przyczynia się ona również do modernizacji kraju" – ocenia MDR. Jednak to, czy Polacy przesiądą się z samochodów do pociągów będzie wiadomo dopiero w przyszłej dekadzie.

Opracowanie: Monika Stefanek