
Złoto było przez wiele miesięcy inwestycyjnym pewniakiem. Teraz jednak jego wycena spada. I to w okolicznościach, które teoretycznie powinny napędzać na nie popyt. Dzieje się jednak inaczej. Dlaczego? Problemem okazała się środowa decyzja banku centralnego USA.
Złoto przestało być bezpieczną inwestycją. Wojna w Iranie nie zwiększa jego wartości. Do tego bank centralny USA sprawił w środę, że kurs metalu królów spada.
Złoto, czyli bezpieczna przystań
Zaczniemy od wcale nie nudnej lekcji ekonomii.
Złoto od wieków uznawane jest za tzw. "safe haven", czyli bezpieczną przystań dla kapitału w czasach niepewności gospodarczej i politycznej. Inwestorzy sięgają po nie w okresach kryzysów finansowych czy geopolitycznych zawirowań.
Powód? W przeciwieństwie do walut, którymi płacimy, nie jest ono bezpośrednio uzależnione od polityki rządów. Do tego od wieków to synonim wartości i bogactwa. Nie wspominając, że jego podaż jest ograniczona i ma zastosowanie w realnej gospodarce. Regularnie kupują je banki centralne.
Raj dla inwestorów złota
Za naszą wschodnią granicą nadal trwa wojna, a teraz jeszcze sojusz amerykańsko-izraelski zaatakował Iran. Ogólnie niemal cały świat zaczyna już płonąć, a fani zakładów bukmacherskich starają się zarobić krocie na przewidzeniu tego, jaki kraj Donald Trump zaatakuje kolejny.
Na to wszystko nakłada się wojna celna, jaką Biały Dom rok temu wypowiedział prawie całemu światu. Jakby tego było mało, przez konflikt na Bliskim Wschodzie zablokowano Cieśninę Ormuz, więc transporty ropy z tego regionu są mocno utrudnione, a wręcz niemożliwe.
Wszystko sprawia, że otoczenie makroekonomiczne wygląda jak raj dla inwestorów złota, które powinno bić nowe rekordy. Tak się jednak nie dzieje. O ile jeszcze pod koniec stycznia za jedną uncję złota płacono nieco ponad 5595 USD, tak w czasie pisania artykułu (godzina 13:00) tylko ok. 4663 USD. Tylko od początku wybuchu wojny w Iranie cena spadła o ok. 10 proc.
Zobacz także
Złoto się zepsuło?
Dlaczego tak się dzieje? Czy historyczna bezpieczna przystań została zniszczona? Po pierwsze, przede wszystkim złoto może być uważane przez inwestorów za coś drogiego. Złoto jest po serii mocnych wzrostów, więc to naturalne, że część z giełdowych graczy szuka już innych "okazji", a nie kruszcu, który przez rok zdrożał o 52 proc.
– Po drugie inwestorzy mogą obawiać się dużej zmienności cen złota w okresach kryzysowych. W takich momentach kapitał może płynąć nie tylko do złota, ale również do innych bezpiecznych aktywów, np. dolara amerykańskiego czy obligacji skarbowych. To może powodować krótkoterminowe wahania notowań kruszcu. Po trzecie, wojny często wywołują efekty pośrednie, które mogą działać w przeciwnym kierunku dla złota. Przykładowo wzrost cen ropy może podbić inflację i opóźnić obniżki stóp procentowych. To z kolei wzmacnia dolara i ogranicza atrakcyjność złota jako aktywa nieprzynoszącego odsetek – wylicza Eryk Szmyd, analityk XTB.
Do tego pamiętajmy, że złoto jest wyceniane w dolarze amerykańskim, więc wzmocnienie tego ostatniego sprawia, że metal królów traci. I to kluczowa informacja. W środę bank centralny USA, FED, ogłosił, że nie będzie obniżał stóp procentowych, co jest bardzo dobre dla dolara.
Jaki jest obecnie kurs dolara?
I właśnie w odpowiedzi na to ostatnie kurs USD zaczął rosnąć (dziś wynosi 3,73 PLN), a cena kruszcu spadać. Po prostu dolar umacnia się jego kosztem.
– Inflacja w USA w lutym wyniosła 2,4 proc. Kluczowym czynnikiem pozostają nadal cła, których efekt stopniowo przenika przez łańcuchy dostaw, przyczyniając się do utrzymywania inflacji powyżej 2 proc., czyli wyżej, niż wynikałoby to z samego poziomu stóp procentowych. Według Powella krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne wzrosły głównie z powodu rosnących cen ropy, natomiast długoterminowo pozostają one stabilnie zakotwiczone na poziomie celu inflacyjnego wynoszącego 2 proc. – komentuje Dominik Baldowski, wealth manager z Finax.
Czy to więc oznacza, że złota hossa za nami? Nie można tego wykluczyć, choć pamiętajmy, że "podręcznikowym" zachowaniem inwestorów byłoby jednak kupowanie sztabek i monet, by przygotować się na kolejne geopolityczne wstrząsy. Możliwe więc, że to, co dziś widzimy na wykresie złota, jest tylko częścią korekty, po której nastąpi kolejna fala wzrostów.
