
Polska posiada obecnie jedne z największych rezerw złota na świecie, a w narodowych skarbcach leży już ponad 570 ton tego kruszcu (z docelowym planem osiągnięcia 700 ton). Przez lata traktowano je jako nienaruszalne zabezpieczenie na wypadek głębokiego kryzysu. Ostatnio pojawiła się jednak nowa koncepcja: wykorzystanie rekordowych cen złota na rynkach światowych do zasilenia budżetu państwa i sfinansowania modernizacji polskiej armii. Jak to w ogóle możliwe, by bank centralny sfinansował wojsko? Wyjaśniamy ten mechanizm krok po kroku.
Wojna w Ukrainie oraz napięcia na Bliskim Wschodzie sprawiły, że globalni inwestorzy zaczęli masowo kupować złoto, traktując je jako tzw. "bezpieczną przystań". W efekcie jego ceny na rynkach poszybowały w górę w tempie, którego nikt się nie spodziewał.
Czym jest "papierowy zysk" i jak zamienić go na gotówkę?
Narodowy Bank Polski kupował ogromne ilości złota w latach, kiedy było ono znacznie tańsze. Dzisiaj, ze względu na rynkowe wzrosty, wartość polskiego złota jest o blisko 200 miliardów złotych wyższa, niż wynosiła w momencie zakupu.
Problem polega na tym, że dopóki sztabki leżą w skarbcu, jest to wyłącznie zysk "papierowy" (lub inaczej: księgowy). Wyobraź sobie, że kupiłeś mieszkanie za 500 tysięcy złotych, a dziś jest ono warte milion. Jesteś bogatszy, ale fizycznie nie masz tych pieniędzy w portfelu, dopóki mieszkania nie sprzedasz.
Artur Soboń, członek zarządu NBP, zasugerował w przestrzeni medialnej rozwiązanie tego problemu. W dużym skrócie polega ono na trzech punktach. NBP mógłby sprzedać część złota po obecnych, rekordowo wysokich cenach. W tym momencie zysk "papierowy" staje się realnym wynikiem finansowym banku. Zgodnie z polskim prawem, bank centralny musi przekazać aż 95 proc. swojego wypracowanego zysku bezpośrednio do budżetu państwa.
Pozyskane w ten sposób środki mogłyby zasilić Polski Fundusz Inwestycji Obronnych. Argumentacja banku opiera się na założeniu, że bez bezpieczeństwa militarnego niemożliwa jest stabilność gospodarcza i silna waluta.
Tu trzeba dodać, że NBP nie może określić, na jaki cel ma iść jego zysk. Po prostu przekazuje pieniądze, a ich wydawaniem zajmuje się rząd. Można sobie jednak wyobrazić, że szef NBP i premier umawiają się, że te ekstra pieniądze są przeznaczone na zbrojenia. To rodzi jednak pewne problemy prawne, o nich za chwilę.
Zobacz także
Co jednak ciekawe, wedle tej koncepcji NBP nie musiałby na stałe uszczuplać swoich rezerw. Za uzyskane ze sprzedaży pieniądze mógłby kupić inne, bezpieczne aktywa (np. amerykańskie obligacje) lub poczekać, aż ceny złota na świecie spadną, aby odkupić kruszec taniej. Dodajmy jeszcze, że w tej chwili, pomimo dużego globalnego zamieszania, ceny złota nie rosną, a nawet spadają.
Gdzie kryje się ryzyko? Kursy walut i unijne prawo
Zrealizowanie takiego planu jest jednak znacznie trudniejsze w praktyce niż na papierze. Ekonomiści i prawnicy wskazują na dwie główne bariery. Pierwsza to pułapka kursu walutowego, czyli kluczowy element księgowości NBP. O co chodzi? Bank wycenia złoto oraz inne rezerwy w dolarach, ale swój ostateczny wynik finansowy musi podać w złotówkach. Jeśli polska waluta mocno zyska na wartości (złoty się umocni), to wartość dolarowych rezerw w przeliczeniu na złotówki spada.
Artur Soboń tłumaczy to prostym przykładem: jeśli kupimy 1000 dolarów po kursie 3,90 zł, zapłacimy 3900 zł. Jeśli kurs spadnie do 3,60 zł, to nasze 1000 dolarów jest nagle warte 3600 zł. Fizycznie nadal mamy ten sam banknot, ale w księgach musimy zapisać 300 zł straty. Silny złoty mógłby więc "zjeść" ewentualne zyski ze sprzedaży złota.
Druga sprawa to ograniczenia prawne. Zarówno polska Konstytucja, jak i unijne traktaty surowo zabraniają bankom centralnym bezpośredniego finansowania deficytu budżetowego państwa (tzw. drukowania pieniędzy na potrzeby rządu). Operacje na złocie musiałyby być przeprowadzone niezwykle precyzyjnie, aby nie naruszyć tych fundamentalnych zasad niezależności banku centralnego.
Szerszy obraz. Rosnący dług i oceny rynków
Dyskusja o szukaniu dodatkowych, nieszablonowych źródeł finansowania państwa (takich jak operacje na rezerwach złota) zbiega się w czasie z wyzwaniami dotyczącymi długu publicznego.
Polska realizuje obecnie największy w historii program modernizacji sił zbrojnych, co wymaga gigantycznych nakładów finansowych. Jednocześnie agencja ratingowa Fitch – jedna z najważniejszych instytucji oceniających wiarygodność kredytową państw na świecie – wydała niedawno raport ostrzegający, że dług publiczny Polski może wkrótce sięgnąć 70 proc. PKB.
Agencja Fitch zwróciła również uwagę na sytuację polityczną w kraju, wskazując, że impas decyzyjny (czego przykładem, według agencji, jest prezydenckie weto wobec gospodarczego programu SAFE) może ograniczać zdolność państwa do wdrażania potrzebnych polityk i reform. Do raportu tego odniósł się minister finansów Andrzej Domański, podkreślając, że weto prezydenta Karola Nawrockiego niesie za sobą wymierne koszty gospodarcze.
