Osoba zaglądająca do studzienki. Kontrola ścieków w gminach to fikcja. Szambo się wylało i znika poza systemem
Kontrola ścieków w gminach to fikcja. Szambo się wylało i znika poza systemem Fot. Natalia Kokhanova / Shutterstock

Ponad połowa polskich gmin nie radzi sobie z nadzorem nad szambami, a miliony litrów ścieków znikają bez śladu. Najnowszy raport GIOŚ obnaża systemowy chaos, dziurawe ewidencje i absurdalne błędy w sprawozdaniach. Mimo widma surowych kar, nowelizacja przepisów zderzyły się z urzędniczą ścianą.

REKLAMA

Jak podaje raport Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska (GIOŚ), w ponad połowie gmin wykryto naruszenia związane z prawidłowym gospodarowaniem nieczystościami ciekłymi, czyli tak zwanym szambem. Pomimo zmiany przepisów, nie widać poprawy i nadal duża część ścieków znika poza systemem.

Szamba poza kontrolą

Jak pisze Portal Samorządowy, w Polsce jest około 2 milionów szamb i 0,5 miliona przydomowych oczyszczalni ścieków, a używać ich może nawet ponad 10 milionów osób. Pomimo tak wielkich liczb, kontrola i ewidencja tej strefy była niewystarczająca.

Miało to się zmienić w 2023, kiedy to wprowadzono nowe przepisy dotyczące kontroli nieczystości. Wtedy to samorządy w całej Polsce przystąpiły do ewidencjonowania i weryfikacji danych.

Wprowadzono również surowe konsekwencje finansowe. Samorządy, które przymykają oko na problem, ryzykują karę do 50 tysięcy złotych. Z kolei na mieszkańców czekają grzywny do 5 tysięcy, jeśli nie udowodnią legalnego pozbywania się nieczystości za pomocą stosownych umów i faktur.

Raport obnaża chaos w danych i rachunkowe pomyłki

Dziennikarze Portalu Samorządowego postanowili sprawdzić, czy nowe przepisy faktycznie poprawiły polską gospodarkę ściekową. W tym celu przeanalizowali najnowszy raport z GIOŚ przeprowadzonych przez inspektorów ochrony środowiska w drugiej połowie 2024 roku.

Wyniki kontroli GIOŚ z końca 2024 roku są alarmujące. Inspektorzy sprawdzili 506 gmin (ok. 20 proc. w skali kraju) i aż w 56,7 proc. z nich znaleźli nieprawidłowości. W 287 przypadkach organy samorządowe nie wywiązały się z ustawowego obowiązku monitorowania mieszkańców w kwestii legalnego odprowadzania nieczystości ciekłych.

Raport obnażył gigantyczny chaos informacyjny. Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest fatalna jakość gromadzonych danych. Urzędnicy często opierali się na dziurawych ewidencjach i nieaktualnych plikach. Przy kontrolach popełniano również rażące błędy rachunkowe.

Dobitnie ilustruje to przypadek samorządu z województwa zachodniopomorskiego, który w swoim sprawozdaniu zadeklarował pobór wody rzędu 4,56 mln m3, zestawiając to z odbiorem zaledwie 1430 m3 nieczystości. Dopiero bezpośrednia kontrola wykazała, że rzeczywiste zużycie kształtowało się na poziomie 4,5 tys. m3.

Gdzie znikają ścieki? Zaledwie 17,48 procent w systemie

Niepokoi fakt, że odsetek wody trafiającej do systemu odbioru nieczystości wynosi zaledwie 17,48 proc. Brakująca reszta nie trafia do raportu i nie wiadomo co z nią się dzieje. Gminy mają się usprawiedliwiać, trudnościami w monitorowaniu i dużym zużyciem w ogrodach i gospodarstwach.

Dziura w danych jednak nadal jest zagrożeniem nielegalnego pozbywania się ścieków, zanieczyszczając przy tym środowisko.

Dziurawe prawo i sprzeczne komunikaty władz

Kolejnym problemem mają być również nieprecyzyjne przepisy. Nowe regulacje nakładają na organy wykonawcze gminy obowiązek kontroli co najmniej raz na dwa lata. Niejasność tych zapisów prowadzi jednak do dużej uznaniowości w działaniach urzędów. Niektóre samorządy obejmują nadzorem wszystkich właścicieli nieruchomości, podczas gdy inne ograniczają się do wąskiej, wytypowanej grupy.

Rozbieżność w interpretacji ma iść z góry. Ministerstwo Infrastruktury uspokaja, że gmina może samodzielnie decydować, kogo i jak często weryfikuje. Tymczasem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wielkopolskim twierdzi, że trzeba sprawdzać wszystkie posesje.

Brak chęci czy brak pieniędzy?

Gminy mają się skarżyć również na brak kadr, finansowania i odpowiedniego wyszkolenia, by egzekwować nowe przepisy. Wedle doniesień mają jednak nie traktować poważnie kontroli szamba również z powodu niskich sankcji i powściągliwej kontroli ich sprawozdań.

(...) Trudno akceptować tłumaczenia o brakach kadrowych czy finansowych w sytuacji, jeżeli mamy ustawowe obowiązki. Zdarza się, że gmina znajduje 50 tys. zł na organizację dni gminy, a brakuje pieniędzy na realizację obowiązków wynikających z ustawy mówi Romuald Lenkajtis, prezes Agencji Wspierania Ochrony Środowiska, cytowany przez Portal Samorządowy.

Portal samorządowy zwrócił się również do Ministerstwa Infrastruktury by spytać czy w planach jest doprecyzowanie przepisów. Jak twierdzi dyrektor departamentu gospodarki wodnej Edyta Tuźnik-Kosno, resort nie ma na razie takich zamiarów.