Karol Nawrocki w koszulce "Nowrocky" na tle banknotów
Prezydent "słupem" za 11,5 mln zł. Najdroższy spacer w historii polskiego marketingu Fot. Karol Nawrocki / x.com / fz / Pixabay / Montaż: INNPoland.pl

Gdyby jakakolwiek firma chciała kupić taką widoczność, jaką Karolowi Nawrockiemu zapewnił jeden spacer w przyciasnej koszulce, musiałaby wyłożyć 11,5 mln zł. Tyle wykręcił prezydent w roli modela "własnej" marki. Czy to się jednak opłaciło? Marka Nowrocky miała podbić serca młodych wyborców, a skończyła na celowniku analityków i prokuratury.

REKLAMA

Bywały w historii dyplomacji stroje, które zmieniały bieg dziejów. Churchill miał swój cylinder, Fidel Castro oliwkowy mundur, a Karol Nawrocki... image ochroniarza z nocnego klubu. Kiedy prezydent objawił się w wiosce olimpijskiej ubrany od stóp do głów w markę "Nowrocky", internet na chwilę wstrzymał oddech, by po sekundzie wybuchnąć śmiechem, który zagłuszył zapewne niejedną odprawę w Kancelarii.

Nawrocki w bluzie Nowrocky. Reklama za 11,5 miliona

Ale zostawmy estetykę, bo tu nie o styl, a o gigantyczne pieniądze chodzi. Liczby, które poznaliśmy dzięki raportowi Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), są lekko surrealistyczne: 11,5 miliona złotych. Tyle warta byłaby reklama, gdyby sztab marketingu globalnej korporacji stanął na rzęsach i wydał fortunę, by zmusić pół Polski do patrzenia na swoje logo.

Tymczasem wystarczył jeden spacer głowy państwa, by nazwisko "Nowrocky" – wymawiane z tym specyficznym, nowojorskim zaciągiem, tak bliskim sercu pewnego blondyna z Mar-a-Lago – obiegło kraj od Bałtyku po Tatry.

Reklama czy kłopoty?

Skala rażenia? Ogromna. 42 miliony potencjalnych kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczny Polak widział logo marki częściej niż własne odbicie w lustrze. Podczas gdy jedni grzmieli o "prezydenckim straganie" i "kręceniu jak z kawalerką", licznik ekwiwalentu reklamowego (AVE) bił bez litości. Jak podkreśla Sebastian Bykowski, wiceprezes IMM, ośmiocyfrowa kwota za zaledwie trzy tygodnie ekspozycji to wynik, którego wiele firm nie osiąga nawet w największych projektach sponsoringowych.

Pytanie tylko, czy to faktycznie była reklama? Według IMM – nie do końca. Eksperci wskazują, że ogromny udział przekazów negatywnych, zarzutów o brak transparentności i "niepoważny ubiór" urzędnika państwowego sprawia, że trudno tu mówić o sukcesie marketingowym. To raczej wizerunkowe pole minowe. Zamiast korków szampana w siedzibie firmy, która powiązana jest z siostrą Nawrockiego, usłyszeliśmy huk zamykanych rolet – sklep "zniknął" z sieci szybciej niż obietnice wyborcze, gdy tylko sprawą zaczęła interesować się policja i opozycyjni politycy. Dziś działa znowu.

A Karol Nawrocki znów nosi garnitury, zaś merch marki "Nowrocky" wrócił do szafy, pewnie tuż obok pamiątek z kampanii. Sklep w internecie niby znów dycha, próbując skonsumować te "darmowe" miliony, ale unosi się nad nim aura skandalu.

Za 11,5 miliona złotych ekwiwalentu można by porządnie ubrać sporo ludzi. Tymczasem dostaliśmy prezydenta w czapeczce, który udowodnił, że granica między mężem stanu a słupem ogłoszeniowym jest cieńsza niż bawełna w t-shircie z promocji. I tylko szkoda, że w tym całym zamieszaniu o metki, gdzieś pomiędzy "Nowrockim" a "Nawrockim", nikt nie zapytał, czy ta koszulka chociaż dobrze leżała. Bo w politycznym sensie – była ewidentnie o trzy rozmiary za ciasna.