
Polski król galanterii skórzanej Wittchen odczuł na własnej skórze, co oznacza wojna na Bliskim Wschodzie. Sprzedaż detaliczna spadła o 11 proc., bo Polacy schowali paszporty głęboko do szuflad. Wittchen tnie ceny, by ratować sprzedaż, ale konsumenci wciąż zaciskają pasa.
Wojna to nie tylko huki wystrzałów i przesunięcia na mapach sztabowych. To również gigantyczny efekt motyla, który sprawia, że rakiety spadające tysiące kilometrów stąd, uderzają rykoszetem w twój portfel i plany urlopowe oraz kondycję wielu firm.
Przykład? Kiedy płonie Bliski Wschód, my w Polsce przestajemy kupować walizki, bo nie podróżujemy tak, jak kiedyś. Robiący je Wittchen to tylko element większej układanki. Od biur podróży po producentów akcesoriów – polski biznes liczy straty wywołane paraliżem ruchu lotniczego.
Efekt domina: jak wojna w Iranie uderza w Polskę?
Kiedy wiceprezes Wittchena, Marcin Szyguła, mówi o "zaburzeniach w światowym ruchu lotniczym", ma na myśli konkretne liczby: 8 proc. spadku przychodów i bolesny zjazd w sprzedaży detalicznej. Ta w przypadku Wittchen spadła o 11 proc. rok do roku.
Co ciekawe, wzrósł segment B2B (o 27 proc.). Firmy wciąż kupują prezenty korporacyjne, co sugeruje, że to klient indywidualny, a nie biznesowy, pierwszy pęka pod wpływem strachu.
Omijanie gorącego nieba
Czemu rosną ceny produktów, które teoretycznie nie mają nic wspólnego z wojną? Powodów jest kilka. Iran i Irak to kluczowe korytarze powietrzne dla lotów do Azji i Afryki Wschodniej. Przewoźnicy muszą omijać strefy konfliktu, co wydłuża loty np. do Tajlandii czy Wietnamu o 2-3 godziny.
Droga ropa zmusza linie lotnicze do wprowadzania tzw. opłat paliwowych. Bilet, który kosztował 3000 zł, nagle kosztuje 4200 zł. To skutecznie zabija popyt na "last minute".
Poza tym z ropy produkuje się m.in. tworzywa sztuczne. A skoro brakuje jej w wielu krajach Azji, to producenci nie mają na przykład jak zapakować swoich wyrobów w folię. Robią się zatory, ceny rosną.
Niestabilność w Iranie to także ryzyko dla Cieśniny Ormuz. Jeśli tamtejszy transport zostanie zablokowany, oberwie każda branża oparta na komponentach z Azji. Statki płynące wokół Afryki to o 14 dni dłuższy czas oczekiwania na nową kolekcję ubrań czy części do samochodów. Koszty kontenerów rosną, co sprawia, że zakupy na azjatyckich platformach przestają być tak atrakcyjne cenowo.
Nieoczywista ofiara: przemysł kosmetyczny i perfumiarski
Wiele luksusowych marek (w tym te sprzedawane w strefach wolnocłowych, gdzie Wittchen ma swoje punkty) opiera się na tzw. turystyce zakupowej. Mniejszy ruch na lotniskach to mniejsza sprzedaż perfum i kosmetyków z wyższej półki. Polacy, zamiast wydawać na duty free, wolą mieć te pieniądze na czarną godzinę.
Zobacz także
Dlaczego to się dzieje teraz?
Poza wojną Wittchen wskazuje na dwa inne, bardzo przyziemne czynniki, które dobiły I kwartał 2026 roku. Styczeń i luty z rekordowymi mrozami sprawiły, że zamiast o plaży, myśleliśmy o tym, jak przetrwać do pierwszego przy rachunkach za ogrzewanie. Strach przed cenami gazu i prądu zadziałał jak hamulec bezpieczeństwa. Walizka stała się dobrem zbędnym, gdy priorytetem stało się ciepło w domu.
Wojna w Iranie udowodniła, że globalizacja to system naczyń połączonych. Możemy nie interesować się polityką w Teheranie, ale ona interesuje się naszymi walizkami. Wittchen musi teraz uciekać w agresywne promocje i zmianę polityki cenowej, by ożywić rynek, który po prostu zamarł w oczekiwaniu na lepsze czasy.
